Żyjemy w medialnym pędzie

Żyjemy w pędzie. Pędzimy przed siebie coraz szybciej, zostawiając za sobą to, co mijamy i natychmiast tym zapominając. Dotyczy to również, a może nawet przede wszystkim, informacji płynących z mediów.

Zalewani codziennie ogromną dawką newsów, na żadnym nie możemy się skupić na dłużej. Żadnej sprawy nie śledzimy od początku do końca. Jednego dnia aresztowali kogoś, w kolejnym był wybuch w Bejrucie, rewolucja na ulicach Mińska… Zaraz będzie coś nowego, coś ważnego, okraszonego nagłówkiem “pilne”. O wybuchu w Bejrucie już nie pamiętamy, za dwa dni zapomnimy o Białorusi. Ktoś śledzi protesty w USA po zamordowaniu przez policjantów czarnoskórego mężczyzny? A przecież w takim Portland codziennie toczą się niemal regularne bitwy między protestującymi o policją i przysłanymi przez prezydenta Trumpa oddziałami federalnymi.

Tak samo ważny w przestrzeni medialnej okazuje się pożar zabytkowej katedry w Paryżu albo wybuch w Bejrucie jak dieta zapomnianej piosenkarki czy ciąża drugoplanowej aktorki.

Ten informacyjny pęd sprawia, że żadnej historii nie poznajemy do końca. Tak jest właśnie w sprawie protestów pod hasłem Black Live Matters w USA. Tak jest na przykład z byłym komendantem głównym policji, który podał się do dymisji ze względu na posądzenia o korupcję. Potem media zainteresowały sę nim, gdy agenci CBA zapukali do drzwi jego domu i go zatrzymali. Ale informacja o tym, że prokuratura umorzyła postępowanie, bo nie znalazła dowodów na korupcję, przeszła już zupełnie bez echa.

Nie tylko my jako odbiorcy tracimy wątek. Tracą go również same media, tracą dziennikarze. Dlatego ekspert, który pół roku temu zapowiadał kryzys, może dziś wieszczyć prosperity, a polityk, który miesiąc temu był jakiemuś rozwiązaniu przeciwny, dziś może je wychwalać. Dziennikarze ich z tego nie rozliczą, bo sami tych poprzednich wypowiedzi już nie pamiętają.

Historia nieustannie dzieje się na naszych oczach, ale historia to fakty połączone zależnościami przyczynowo-skutkowymi. Nie zauważamy tej historii, bo gubimy fakty, a w ten sposób powiązania między nimi. Przestajemy rozumieć to, co się wokół nas dzieje.

Najtrudniejsze w tym wszystkim wydaje mi się to, że ten pęd bardzo trudno zatrzymać albo chociaż spowolnić. W dobie internetu portale potrzebują wciąż nowych treści, nowych newsów, które będą przyciągać zainteresowanie odbiorców.

Jedyna możliwość, jaka nam zostaje, to samemu zapewnić sobie informacyjny “slow life”: zatrzymać się, nie klikać we wszystko, ale też szukać, sprawdzać, co dzieje się z historiami, które nas zainteresowały. Tylko te nagłówki tak kuszą…

Autor

Navigate