Wyjść z wygody

Gdy w poprzednim wpisie pisałem o moim odkrywaniu modlitwy we wspólnocie, wspomniałem, że czytaliśmy razem Liturgię Słowa przewidzianą na nadchodzącą niedzielę, czyli na dziś. Wspomniałem też, że przewidziany fragment Pisma Świętego bardzo mocno na mnie podziałał i obiecałem, że napiszę o tym osobno. Pora spełnić tę obietnicę.

Liturgia Słowa przynosi 2 bardzo mocne fragmenty i większość osób zapewne skupi uwagę na opisie objawienia, jakiego doznali apostołowie towarzyszący Panu Jezusowi. Na mnie tym razem znacznie większe wrażenie zrobił fragment z Księgi Rodzaju:

(Rdz 12,1-4a): Pan rzekł do Abrama: Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi. Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał, a z nim poszedł i Lot.

Uświadomiłem sobie, że bardzo łatwo pomylić “dobrze” z “wygodnie”. Wbrew pozorom jedno z drugim rzadko idzie w parze. Gdy to “wygodnie” stawało się dla mnie priorytetem, zawsze okazywało się, że idę w złą stronę i sprowadzało to na mnie kłopoty. Gdy to “wygodnie” umiałem odrzucić, gdy schodziło ono na plan dalszy, bo przecież tak zupełnie nigdy nie znikało, wszystko szło mi lepiej.

No, a poza wszystkim… Abraham zostawia to, co wygodne i wyrusza w drogę. Zawierza Panu B. i rusza. Taka pochwała drogi… A tu Drogi do B…

Navigate