Witaj, świecie!

Prowadziłem swoje blogi, był mój osobisty, czyli “Spesalvi”, był zawodowy, czyli “Mądrzy Rodzice”, a po drodze kilka innych. Aż przyszedł czas, gdy trzeba było wprowadzić zmiany. Ja w ogóle raz na jakiś czas lubię przeprowadzić jakieś większe zmiany. Pierwotny plan był nieco inny, ale – jak to mówią – “jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to opowiedz Mu o swoich planach”. Uznałem, że chcę mieć wszystko w jednym miejscu i przede wszystkim wycofywać się z prowadzenia Mądrych Rodziców.

Dlaczego? Jego nazwa mnie ograniczała. Moi czytelnicy przyzwyczaili się traktować Mądrych Rodziców jako stronę o rodzicielstwie, nawet niekoniecznie jako blog rodzicielski. Gdy pojawiały się inne tematy, reagowali niechętnie. Trudno im się dziwić – ludzie przecież na ogół nie lubią zmian. To była ogromna społeczność, i to bardziej portalowa niż blogowa, trudno było o głębsze więzi, jakie rodzą się wokół blogów.

Uznałem, że muszę coś zmienić, bo nie ma sensu brnąć w coś, co nie sprawia mi frajdy.

Tak zrodził się pomysł, by stworzyć nowy blog. Oczywiście to nie była prosta decyzja: Oznacza przecież rezygnację z czegoś, co budowałem przez wiele lat, co ma już swoją renomę i zaczynanie wszystkiego od zera. Spore ryzyko. Od początku bowiem jasne było dla mnie, że nie chodzi o zwykłą zmianę nazwy, ale naprawdę o to, żeby od podstaw zbudować swoją przestrzeń w sieci, taką, którą będę lubił i którą – mam nadzieję – polubią czytelnicy.

W tej przestrzeni chcę móc pisać o wszystkim, o czym tylko zechcę. Nie tylko o dzieciach, czy związkach. Jeśli zapragnę napisać, dajmy na to, o syntezatorach, wierze, polityce, czy fotografii albo pochwalić się nowym wierszem – tu ma być miejsce na to. Może brzmi chaotycznie, ale właśnie dlatego nazwałem swój blog Strefą Chaosu.

Jednocześnie zależy mi na tym, by zgromadzić tu społeczność, którą będę lubił, która będzie lubiła mnie i w której ludzie będą lubili się wzajemnie. To nie znaczy, że ma być słodko niczym budyń z soczkiem w barze mlecznym. Możemy się spierać, ale z wzajemną sympatią i szacunkiem. Nie chodzi przecież – jak pisał kiedyś ks. Józef Tischner – żeby się nie różnić, ale o to, by różnić się pięknie. Wierzymy, że to jest możliwe.

Dlatego – tu łyżka dziegciu na koniec – jeśli ktoś będzie to naruszał, to my będę z nim bez żalu się rozstawali. Nie ma tu miejsca na agresję, pogardę, na hejt. Nie ma też, podobnie jak na moich wcześniejszych blogach, oczywiście miejsca na relatywizowanie czy jakiekolwiek pochwalanie przemocy, zwłaszcza wobec dzieci – w żadnej formie.

Można powiedzieć, że podjąłem decyzję o budowie nowego domu, domu z marzeń. Tyle że nie biorę na to kredytu w banku, nie muszę użerać się z ekipą budowlaną i kupować materiałów. Buduję, wspólnie z Czytelnikami, i to u nich zaciągam kredyt zaufania, od fundamentów mój nowy internetowy dom. I do tego domu Was zapraszam.

Navigate