Ucieczka od odpowiedzialności

Internet kojarzy się wielu ludziom z wolnością. Korzystanie z internetu, zwłaszcza w roli administratora strony, serwisu, moderatora, umożliwia doświadczanie tego, jak wielu ludzi pojmuje wolność. Jest to doświadczenie mocno niepokojące.

Wychodząc od Arystotelesa, poprzez podejście tomistyczne, uznaję, że człowiek z natury kocha dobro. Zwana czasem pra-sumieniem syndereza sprawia, iż człowiek umie dobro rozpoznać i do niego dąży. Czasem nasze sumienie jest zwichrowane, źle ukształtowane, czasem rozum nie działa poprawnie i przez to syndereza jest zagłuszona. Czasem nasz rozum, który jest wszak ograniczony i zawodny, sprawia, że wola dostaje fałszywy obraz i na jego podstawie dokonuje wyboru, przez co wybieramy zło. Generalnie jednak, chcemy wybierać dobro.

Znany zwolennik liberalizmu, Isaiah Berlin stworzył koncepcję dwóch wolności: wolności pozytywnej i wolności negatywnej, czyli “wolności do…” oraz “wolności od…”. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że współcześnie wolność utożsamiamy właśnie z wolnością negatywną, czyli “wolnością od…”. Wielu ludzi utożsamia wolność z brakiem jakichkolwiek ograniczeń, myląc wolność z samowolą.

Przede wszystkim jednak, właśnie za sprawą skupienia się na tym “od”, oddziela się wolność od odpowiedzialności.

Ludzie boją się odpowiedzialności, która wiąże się nierozerwalnie z wolnością. Odpowiedzialności rozumianej również jako ponoszenie konsekwencji dokonywanych przez siebie wyborów. Już Erich Fromm pisał o ludzkim lęku przed wolnością:

Przerażona jednostka szuka czegoś albo kogoś, do kogo mogłaby się przywiązać, niezdolna jest już dłużej być swoim własnym, indywidualnym „ja”, desperacko usiłuje pozbyć się go i poczuć znowu bezpieczna, zrzuciwszy to brzmię własnego „ja”.

Internet skupia jak w soczewce ludzkie mylenie wolności z samowolą, chęć korzystania z tej – błędnie rozumianej – wolności w całkowitym oderwaniu od odpowiedzialności. “Mogę wszystko i nie zamierzam ponosić za to konsekwencji” – zdają się komunikować internauci.

Obserwuję to szczególnie w ramach dyskusji o wolności słowa toczonych na ogół przy okazji interwencji moderatorskich. Gdy jako moderator usunę czyjąś wypowiedź lub ukarzę kogoś banem, czyli zablokowaniem możliwości komentowania, rozlega się gromki krzyk: “Ograniczasz wolność słowa!”. Ano. Niedobry ja.

W wydanej niedawno książeczce “Blask wolności” o. Leon Wiśniewski OP rozważa m.in. kwestię powołania się przez człowieka na prawo, jakim jest wolność sumienia i pisze:

“(człowiek) Ma takie prawo, o ile mówi w swoim własnym imieniu i o ile jest gotów przyjąć na siebie wszystkie konsekwencje wynikające z takiego stanowiska.”

W moim domu obowiązuje zasada, iż nie pali się w salonie. Ktoś mógłby uznać, że to ogranicza jego wolność i chcieć przedyskutować ze mną tę kwestię. Niemniej to ja ustalam zasady w moim domu, taką regułę ustaliłem i ten, kto przychodzi, ma się jej podporządkować, a ja nie zamierzam poddawać jej pod dyskusję. Jeśli ktoś czuje potrzebę palenia w salonie, może wszak odwiedzać tych, którzy na to pozwalają. Odwiedzanie mnie nie jest obowiązkowe. Jeśli ktoś czuje potrzebę dyskutowania na ten temat, może dyskutować, tyle że nie ze mną, bo ja na udział w takiej dyskusji nie mam ochoty.

Per analogiam: Na jednej z zarządzanych przeze mnie stron obowiązuje zasada, iż dla pewnych poglądów nie ma na niej miejsca, a ich wyrażenie skutkuje wspomnianym banem. Istnieją inne strony, które na ich wyrażanie pozwalają, czyli internauta nie jest pozbawiony możliwości publicznego wyrażenia swojego przekonania. Pluralizm zapewnia swobodę.

Jeśli ktoś nie dostosuje się do reguł panujących w moim domu i zapali papierosa w salonie, poproszę go o jego zgaszenie, być może więcej nie zaproszę, ale też mogę go po prostu od razu wyprosić razem z jego zapalonym papierosem. Znów per analogiam: jeśli na stronie, w toku dyskusji, ktoś łamie ustalone zasady, ponosi tego konsekwencje.

Wielu internautów, czasem mam wrażenie, iż większość, uznaje, że wolność słowa oznacza prawo do napisania wszystkiego, co chcą, gdzie chcą, kiedy chcą, jak chcą, przy czym prawo to nie może wiązać się z żadnymi konsekwencjami.

Polskie prawo zawiera zakaz tzw. cenzury prewencyjnej. Teoretycznie więc każdy może napisać, co chce, gdzie chce, kiedy chce i jak chce. Może – w znaczeniu, iż ma taką techniczną możliwość. Warto jednak pamiętać, iż ich prawo użytkownika do napisania nie oznacza mojego przymusu do czytania. Użytkownik korzysta więc ze swojej wolności, pisząc np. obraźliwy komentarz, ja zaś korzystam ze swojej wolności – usuwając go. Korzystają z tej wolności i – nawiązując do słów o. Wiśniewskiego – ponoszą tego konsekwencje.

W codziennym, tym realnym, życiu nieustannie dokonujemy wyborów, tych dużych i tych małych. Nieustannie też ponosimy, mniej lub bardziej odczuwalne, konsekwencje podejmowanych przez siebie decyzji. Popełniając przestępstwo, muszę liczyć się z procesem, wyrokiem i karą. Obrażając rosłego pana w odzieży sportowej, kalkuluję konieczność korzystania z pomocy chirurga szczękowego. Gdy widzę głodnego kotka, mogę go nakarmić i wtedy spodziewam się konsekwencji w postaci dobrego samopoczucia albo kopnąć i wtedy, o ile oczywiście nie jestem socjo- lub psychopatą, będą dręczyć mnie wyrzuty sumienia. Każdy wybór niesie za sobą konsekwencje i w realnym życiu nie budzi to zdziwienia. Z niejasnych powodów w internecie ludzie chcieliby funkcjonować inaczej.

Gracie w gry komputerowe lub wideo? Ja, prawdę mówiąc, niespecjalnie, ale parę razy mi się zdarzyło. Mam wrażenie, że urok gry polega na tym, iż każdy ruch rodzi konsekwencje. Tym lepsza gra, im bardziej interaktywna, czyli – im więcej daje graczowi możliwości wyboru i im lepiej dopasowane konsekwencje. Wybieramy, czy pójść w lewo, czy w prawo, czy użyć takiego wyposażenia, czy innego, podskoczyć, czy przykucnąć. Cokolwiek nie zrobimy, niemal natychmiast odczuwamy w grze tego skutki. Jeszcze raz: im więcej mamy wolności (czyli możliwości wyboru) i im bardziej za tym wyborem idą konsekwencje, tym gra fajniejsza. Cóż bowiem warta byłaby gra, w której możemy skręcić w lewo i prawo, ale nie ma to żadnego wpływu na przebieg gry?

Wolność bez konsekwencji, czyli bez ponoszenia odpowiedzialności za swoje decyzje, nie ma sensu. Cóż, wychodzi na to, że banując przywracam niektórym sens 🙂

Navigate