życie

10 Posts Back Home

Czas podsumowań

Kończy się powoli 2013 rok. Mój 40. Czterdziesty. I ze wszystkich dotychczasowych czterdziestu – najgorszy. Żeby było jasne: na to, że zawaliło się to, co wiele lat z mozołem budowałem, solidnie sam zapracowałem. Pretensje o to mogę mieć tylko do siebie. Przychodzi taki czas, pewnie każdy z Was go w mniejszym czy większym stopniu doświadczył, gdy traci się poczucie sensu, a złych emocji zbiera się tyle, że odechciewa się wszystkiego; gdy poczucie żalu, głównie do samego siebie, staje się tak mocne, że rozlewa się żółcią na wszystko i wszystkich dookoła; gdy ten żal, lęk, poczucie winy, osamotnienie sprawiają, iż nawet pisać się już nie chce, a w głowie rodzi się chęć całkowitego wycofania się, odcięcia od ludzi. Ja tak miałem. I czasem miewam. Wiem, wiem: o tym nie powinno się pisać. Przeczytałem niedawno tekst o tym, o czym nie pisze się na blogach. Tak, pisanie o tym, że jest źle,…

Bariera niedotykalskiego

Oglądam czasem sobie filmy, słucham opowieści znajomych, obserwuję ludzi i nie mogę się nadziwić. Ale pewnie to ze mną coś jest nie tak. A może nie? Odkąd pamiętam, zawsze miałem w sobie barierę związaną z kontaktem fizycznym. Nie lubiłem, gdy ktoś ją przekraczał i pilnowałem, by samemu tego nie robić. Gesty związane z kontaktem fizycznym, takie jak głaskanie czy przytulanie zarezerwowane były dla osób i sytuacji, do których w moim odczuciu pasowały. Nawet w czasach mojej młodości, a to było mniej więcej wtedy, gdy ginęły mamuty, moi rówieśnicy nie mieli takich oporów jak ja, choć dziś granice, mam wrażenie, zanikają coraz bardziej. Czasami mam wrażenie, że jestem faktycznie jakimś dinozaurem. To, że dziewczyna siada chłopakowi na kolanach, który wcale nie jest jej chłopakiem, ot, przed chwilą się poznali, dziś wydaje się czymś niemal normalnym. Przygodny seks, ale i takie gesty jak całowanie się, przytulanie, rozmaite pieszczoty. Wydaje mi się, że…

Zaułki niepamięci

Blogi początkowo pełnily rolę wirtualnych pamiętników. Autorzy opisywali swoje życie, notowali swe myśli, zwierzali się z problemów. Dopiero potem blogi wyewoluowały do dzisiejszej postaci. A ja tym wpisem chcę wrócić do źródeł. To nie ma być wpis lajfstaljowy z uniwersalnym przesłaniem. To jest wpis pamiętnikowy. Pisałem nie tak dawno o kuferkach pamięci. A dziś będzie o zaułkach niepamięci. Tyle że nie ma w tym nic romantycznego ani poetyckiego. Niestety. Kiedy wychodzę z domu, muszę wracać po kilka razy, bo zapominam coś zabrać. Idę umyć okulary, podchodzę do umywalki, myję ręce, wycieram i wychodzę. O okularach zapominam. Podchodzę do ekspresu kawowego, takiego idiotoodpornego, na kapsułki. Staję przed nim, wiem, co chcę zrobić, ale nie pamiętam – jak. Przecież tyle razy to robiłem. Teraz stoję i próbuję sobie przypomnieć, co mam nacisnąć, w jakiej kolejności. Jadę i zaczynam zastanawiać się – dokąd? Siadam przy komputerze z pomysłem na tekst. Mam go w…

Niebo to jest żart

Wstaję rano. Lubię wstawać wcześnie. Kiedy zaśpię, mam poczucie, że coś mnie ominęło. Choć nie ominęło. Nic mnie przecież ważnego nie ominie, bo i co miałoby mnie ominąć. Ktoś coś napisał na Facebooku czy Twitterze? Jakie to ma znaczenie? Umknęło mi to? I co przez to niby straciłem? Piszę tekst za tekstem. I co z tego? Nagrywam utwór za utworem. I co z tego? Przygotowuję kolejne projekty graficzne. I co z tego? Zjem. Albo nie zjem. Raczej nie zjem. Kogo to obchodzi? Piwo wypiję. Drugie. Trzecie. Kogo to obchodzi? Papieros, drugi, trzeci, dwudziesty. Kogo to obchodzi? Cukier za niski, cukier za wysoki, serce zabolało, głowa pęka. Kogo to obchodzi? Tak, wiem, jest kilka osób, które to obchodzi. Wyglądam przez okno i widzę wciąż ten sam widok. Otwieram gębę i odpowiem sobie sam. Koty pogłaszczę, to ma sens. *** Przez wiele lat mogłem cieszyć się luksusem przekonania, że to, co robię, ma…

Kolejny kuferek pamięci

Nie tak dawno pisałem o kuferkach pamięci, o wspomnieniach związanych z bliskimi nam ludźmi; o tym, jak często orientujemy się, że tych wspomnień mogło być więcej, ale wciąż “nie było czasu”; o tym, że uświadamiamy to sobie dopiero wtedy, gdy jest już za późno bo tych bliskich nam osób zabrakło. Skąd mogłem wiedzieć, że ta myśl pojawi się znowu? Dziadziuszek to była opoka. Był zawsze. A jeśli potrzebna była pomoc, on zawsze był. W milczeniu, bo gadać za dużo nie lubił. Po prostu pojawiał się i pomagał. Nie oczekiwał wdzięczności, pochwał. Po prostu robił, co trzeba. Pamiętam opowieść mojej Mamy (mam nadzieję, że wybaczy mi wyciągnięcie tego), gdy wpadła w histerię przed egzaminem, chyba na studia, i oświadczyła, że nie idzie. Dziadek w milczeniu wstawił ją do wanny, tak, jak stała, w galowym stroju, odkręcił prysznic z zimną wodą i spokojnie dał jej ochłonąć. Kiedy jako dziecko przyjeżdżałem i nocowałem…

Pamiętam moje koty

Mówią, że koty mają nas w nosie; że przywiązują się do miejsc, a nie do ludzi. Bzdura. Odkąd mam koty, a właściwie one mnie mają, czyli od bardzo dawna, zawsze jest tak, że koty są związane z ludźmi. Może ci, którzy opowiadają bzdury o kotach, nigdy ich nie mieli? A może po prostu sami nie przywiązują się do ludzi i koty się od nich uczyły? Pierwszy mój kot to był Isaur. Myśleliśmy, że to kotka, więc nazwaliśmy kota Isaura. Miał zwyczaj wychodzić przez okno z siódmego piętra i schodzić po rusztowaniach na spacer po podwórku. Aż któregoś dnia zeżarł jedzenie, które sąsiadki staruszki wykładały bezdomnym kotom. Skąd mógł wiedzieć, że jakiś skurwiel do tego jedzenia wyłożył truciznę? Pamiętam kota Bojkota. Miał plamkę czarną na nosie, która wyglądała jak wąs Hitlera. Niestety, trafił do nas chyba już chory i żył u nas krótko. Pamiętam kota Mośka. Miał zeza, astygmatyzm i ogólny…

Lepsza wielka cukinia niż wielki świat

Jak wiadomo, porzuciłem miejskie życie i wyniosłem się na wiochę. Wiocha jest – tak na wszelki wypadek – na tyle blisko miasta, żeby dało się łatwo dojechać, ale staram się korzystać z tej opcji jak najrzadziej. Tu mi dobrze. Z dala od ludzi. Za cholerę nie chciałbym wrócić do tego, co było. Tu jest domek, w domku kominek, piec. Domek koślawy, bo ten, kto go budował, z talentem technicznym mocno się rozminął. Ale jest. Tu jest ogródek. Ziemia gliniasta, teren taki sobie. Ale jest. Rosną kwiatki, jakaś taka mieszanka, która miała przyciągać motyle, a przyciąga głównie bąki. Moje ukochane nasturcje i łubin. Maciejka, która pachnie obłędnie. Jest groszek, fasolka szparagowa, była sałata i rzodkiewki. Będą buraki, ogórki, marchewka, kalarepka. Jest szczaw (ukłony dla posła Niesiołowskiego), koperek. No, i rosną jak szalone cukinie i kabaczki. Dobrze, że są sąsiedzi i można ich obdarowywać. A cukinie rosną monstrualne. Ta duża na zdjęciu…

Podróż sentymentalna

O tej podróży myślałem już od dawna. Takie to było klasyczne “chciałabym, ale się boję”, tylko w męskim wykonaniu. Zawsze jakoś było nie po drodze, zawsze coś przeszkadzało. I tak przez wiele lat. Aż w końcu zebrałem się w sobie. Zapakowałem aparat fotograficzny w torbę, torbę – do bagażnika, założyłem portki, kurtkę, kask i całą resztę i wsiadłem na ukochany skuter. Jechałem Puławską, trasą, którą przemierzałem w dzieciństwie tyle razy, a która tak bardzo przez te lata się zmieniła. Minąłem szyld “Mysiadło”. Wtedy był tu PGR (dla tych, co nie pamiętają: Państwowe Gospodarstwo Rolne) oraz liczne szklarnie tzw. badylarzy. Mysiadło było bowiem zagłębiem pomidorowym. Dziś nie ma ani szklarni, ani PGR. Są biurowce, apartamentowce, centra handlowe. Ot, znak czasów. Minąłem w Piasecznie koszary policyjne. Wtedy były milicyjne. Stacjonowało w nich ZOMO, czyli Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej. Młodszych uświadamiam – to były takie oddziały obywatelskiej ponoć milicji wyspecjalizowane w palowaniu obywateli,…

40 lat minęło jak jeden dzień

To był zwyczajny dzień. Dzień jak co dzień. Nie odrosły mi zęby ani nie wypadły włosy. Nie straciłem wzroku ani słuchu. Chodzę tak samo, jak chodziłem wczoraj, chwytliwość dłoni utrzymuje się na tym samym poziomie. Pamiętam, jak się nazywam i mniej więcej podobnie kojarzę fakty. Nie zmieniły mi się poglądy, nie nawróciłem się nagle. Nie odczułem gwałtownej potrzeby ścięcia włosów i wyglądania poważnie. Wstałem rano, wziąłem się do pracy. Dziś była trudniejsza, bo co chwilę ktoś odzywał się na Facebooku. Na mojej tablicy nikt poza mną nie może dodawać wpisów, więc znajomi odzywali się, pisząc wiadomości z życzeniami. W mojej sytuacji te oznaki ludzkiej życzliwości są szczególnie cenne. Dziękuję za nie. Z drogi telefonicznej skorzystali tylko najbliżsi. Zgubiłem niedawno telefon, więc większość znajomych nowego numeru jeszcze nie ma. Zawsze lubiłem swój wiek. Choć równocześnie wprawia mnie on od jakiegoś czasu w pewną konsternację. No, bo przecież to już taki poważny wiek,…

Kazik, ja cię, kurwa, szanuję

Mam sąsiada. No, wiem, Każdy ma sąsiadów. Mało to oryginalne. Ale od czegoś musiałem zacząć. Kazik, mój sąsiad, jest nieco przygłuchy, a aparatu nosić nie lubi, więc trzeba do niego krzyczeć i – co gorsza – on sam krzyczy zamiast mówić, a głos i tak ma mocny. Kazik ma lat… cholera wie, pewnie pod siedemdziesiątkę. W zależności od pogody na nogach ma klapki lub gumofilce. Zawsze ubrany jest w te same spodnie i flanelową koszulę, która kiedyś była chyba koloru czerwonego. Na głowie zawsze ma mocno już wymęczoną przez czas czapeczkę z daszkiem. Kazik jest sąsiadem uczynnym. Kiedy wprowadziliśmy się do naszego domku, nie mieliśmy węgla, drewna, nie umieliśmy palić w piecu. Przywiózł taczką drewno, żebyśmy mogli napalić i przetrzymać pierwszą noc. Gdy odśnieżałem ścieżkę swoją węglową szuflą, Kazik przybiegł ze swoją wielgachną i bez słowa zaczął mi pomagać. Wiosną, gdy trawa urosła, Kazik przytargał kosiarkę i mówi: “Sąsiad, ja…

Navigate