związki

6 Posts Back Home

Strefa osobista

Przeczytałem ostatnio tekst, którego autorka z zadziwieniem połączonym z niesmakiem, a może oburzeniem, opisywała związki, w których jedna osoba nie chce, jak to zdefiniowała czymś dzielić się z drugą. Zdefiniowała to jako związek z ograniczonym zaufaniem. Wyrazy współczucia. Przeczytaj wspomniany tekst w Mamadu → Gdy moja Żona prosi mnie, bym podał jej coś z portfela, podaję jej całą jej torebkę, w której trzyma portfel. Nie chcę grzebać nie tylko w samym portfelu, ale nawet w torebce, w której on jest. Bo to jest jej przestrzeń, jej sfera. I ja w tę przestrzeń nie chcę wkraczać. Nie korzystam z telefonu swojej Żony, tak, jak nie chcę, by ona korzystała z mojego. Nie dlatego, że mam w nim coś, co chciałbym przed nią ukryć, bo nie mam. To moja przestrzeń osobista. Każdy człowiek ma swoją osobistą przestrzeń, a przynajmniej powinien ją mieć, choć oczywiście u każdego może ona być inna. Nie znoszę, gdy ktokolwiek, nawet moja…

Jak się kłócić? Jak się godzić?

Każde, mniej lub bardziej szanujące się, pismo kobiece, każdy portal, każdy blog o związkach publikuje złote rady dotyczące kłótni. Zapomnij o nich. Serio. Oto kilka typowych porad. Powtarzają się na ogół w większości tekstów: – Trzymaj się tematu. – Używaj komunikatu “ja”. – Nie uogólniaj. – Nie porównuj. – Nie krzycz. – Słuchaj. – Zadbaj o czas. – Partner pozostawiony sam sobie z trudną sytuacją, może czuć odrzucenie. – Szanuj. – Dąż do rozwiązania. – Otwórz się na pojednanie. – Nie poddawaj się. To wszystko pięknie brzmi. Serio. Ale w teorii. To taki psychobełkot, który się świetnie pisze, czasem nawet świetnie czyta, za to – na ogół w ogóle się nie da stosować w praktyce. Dlaczego? Czym jest tak naprawdę kłótnia? Co odróżnia ją od rozmowy, dyskusji? Na pewno cechą kluczową jest różnica zdań. Ale sama różnica zdań nie czyni kłótni. Możemy mieć różne poglądy, różne stanowiska, a rozmawiać, dyskutować się, spierać, może nawet ostro, ale – nie kłócić. Kiedy “staje się kłótnia”? Słownik Języka Polskiego…

12 pewnych oznak, że to koniec – polemika

Z czasów młodości pamiętam często widziane szyldy różnych punktów napraw. Szewc, podnoszenie oczek, poprawki krawieckie, naprawy zegarków, sprzętu rtv i wszystkiego, co tylko naprawić się dało. Dzisiaj takie punkty są rzadkością. Dobrobyt nie sprzyja naprawianiu. Gdy coś się zepsuje, wyrzucamy to i kupujemy nowe. W miłości najwyraźniej robimy podobnie. Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie Marysia z Oczekujac.pl, którą skądinąd bardzo lubię i cenię. A właściwie – jej tekst pt. Jak poznać, że on już Cię nie kocha. 12 pewnych oznak, że to koniec!. Opublikowany na fanpage Mądry Rodziców z jednej strony sprowokował wiele czytelniczek do wyznań o tym, jak złe są związki, w których tkwią, a z drugiej – został też bardzo surowo przez część czytelniczek i czytelników skrytykowany. A mi bliżej do tej drugiej grupy odbiorców. Przejadę się po tym tekście “i w ogóle, i w szczególe, i pod każdem innem względem”. Zacznę od samej formuły wyliczanki, tak modnej wśród blogerów, a…

Kolega dobra rada

Spotkałem ostatnio znajomego. Nie widzieliśmy się dobrych kilka lat i wpadliśmy na siebie zupełnie przypadkowo. Porozmawialiśmy chwilę, uaktualniliśmy numery telefonów i pożegnaliśmy zapewnieniem o konieczności spotkania się na jakieś piwo w niedalekiej, bliżej nieokreślonej, przyszłości. Ów znajomy to ktoś, kogo lubię i kto – jak sądzę – lubi mnie. Nie byliśmy przyjaciółmi, nie łączyła nas jakaś głęboka towarzyska zażyłość. Ot, spotkaliśmy się kilka razy na piwie, gadaliśmy, mieliśmy nawet jakieś wspólne plany biznesowe, których nigdy nie zrealizowaliśmy, parę razy w jakichś drobiazgach sobie wzajemnie pomogliśmy. Gdy o mało nie zderzyliśmy się w sklepie, ucieszyliśmy się tak, jak się cieszy na ogół ze spotkania lubianego znajomego po długim czasie niewidzenia się. “Co u ciebie słychać?” – padło z jego strony standardowe pytanie. “Za 2 tygodnie żenię się” – odpowiedziałem pogodnie i z pewną dumą. “Nie rób tego błędu!”- powiedział stanowczo, nagle poważniejąc. Pamiętałem, że kolega był żonaty, wybrankę jego poznałem, wydawała…

Zanim zrobicie dzidziusia

Jako administrator strony dla rodziców często mam do czynienia z Matkami, ale i z Ojcami, którzy narzekają na drugiego z rodziców swojego dziecka. Większość odbiorców strony stanowią kobiety, więc oczywiście częściej czytam narzekania na mężczyzn. Często z dużym wysiłkiem powstrzymuję się przed odpowiedzią, która sama ciśnie mi się na usta. W sytuacji konfliktu dwóch osób mamy na ogół do czynienia z trzema prawdami. (I nie, nie mam tu na myśli trzech prawd góralskich według ks. Józefa Tischnera, czyli “tyz prowdy”, “świyntej prowdy” i “gówno prowdy”). Te trzy prawdy to prawda obiektywna, której i tak nikt nigdy nie pozna, a oprócz niej – prawdy każdej ze stron. Każda z nich postrzega wszak rzeczywistość po swojemu i na ogół głęboko wierzy, iż to, jak ją widzi, jest faktycznie prawdą. W przypadku konflktu matka-ojciec, z którym na ogół się stykam, mamy więc prawdę matki, prawdę ojca oraz prawdę w miarę obiektywną, która leży gdzieś pośrodku. Na ogół znam tylko jedną z nich,…

Z dziwką bardziej się opłaca

My, faceci, to mamy przerąbane. Gdy facet chce seksu, to (z reguły) musi poznać kobietę. Dla wielu, nie oszukujmy się, jest to bariera nie do przejścia. Załóżmy jednak, że delikwent już jakąś zna albo poznać umie. Kiedy już zna, musi sprawić, by ta zechciała łaskawie nim się zainteresować. Ludzkość od lat stosuje rozmaite rytuały tańca godowego, jedne mniej skuteczne, drugie bardziej, jedne działają na daną samicę, inne na inną, a jeszcze inne – na żadną. Na ogół rytuał ten obejmuje randkę. Rzadko jedną. Z biznesowego punktu widzenia jest to zupełnie bez sensu. Idziemy na randkę. Weźmy wariant ekonomiczny. Dojeżdżamy komunikacją miejską, każde na swój koszt, kupujemy damie tani wiecheć, wydajemy na 2 bilety do kina (niestety, nie zawsze da się załapać na promocję), 1 zestaw barowy (popcorn + cola), następnie odwozimy damę do domu, czyli płacimy za 2 bilety w jedną stronę oraz 1 w drugą. No, chyba że podrywamy…

Navigate