zakochanie

4 Posts Back Home

Walentynki – święto szalonych

Ja wiem: Walentynki to święto miłości. Wiem, wiem, to komercja, zalew kiczu, amerykański kolonializm, a święty Walenty to patron chorych psychicznie i na epilepsję. Znam też ten argument, że kochać i okazywać to trzeba przez cały rok, a nie w ten jeden dzień. Ja to wszystko wiem. Ale ja zupełnie nie o tym chciałem dzisiaj. Nie będę opowiadał hagiografii świętego Walentego, patrona tego dnia. Nie będę cytował stosownego fragmentu I Listu św. Pawła do Koryntian ani czynił rozróżnień teologicznych między eros, agape, philia i caritas. Jeśli ktoś tego ciekawy, poradzi sobie – wszak “wujek Google naszym przyjacielem jest, a ciocia Wikipedia zawsze służy pomocą”. Podstawą związku – wybacz, Drogi Czytelniku, truizm – jest miłość. Bez niej niczego się nie zbuduje. To jasne. Miłość to decyzja, wybór i konsekwentne trwanie w nim. Nie – słowa, choć te są ważne, ale codzienne, czasem drobne, gesty, ale też i te większe. Gdy w…

Smak wykradzionych chwil

“Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz” – pisał wieki temu Jan Kochanowski. Obiecuję jednak, że ten tekst nie będzie formą profilaktyki zdrowotnej, a tym bardziej – wykładem z historii literatury ojczystej. Można bezpiecznie czytać dalej. Pamiętacie zapewne ze swojego życia chwile zakochania. Czasu spędzanego z tą drugą osobą jest zawsze zbyt mało, a ten, który ma się do dyspozycji, smakuje intensywnie. Lepiej dostrzegasz piękno; zapach jest bogatszy; każdy, choćby przypadkowy, dotyk odczuwasz mocniej. Wykradacie światu każde czułe słowo, każde miłosne spojrzenie, każdy pocałunek, każde przytulenie, każdą, nawet najbardziej niewinną, pieszczotę. A kiedy się nie widzicie, wracacie do tego, co udało się razem przeżyć, wspominacie, rozpamiętujecie – niczym bohater Marcela Prousta – smak magdalenek z dzieciństwa. Tęsknisz więc, czekasz z utęsknieniem, marzysz, by znów, by jak najszybciej przeżyć to ponownie. Im bliżej spotkania, tym silniejsze podekscytowanie i tym trudniej czekać. A gdy do spotkania już dochodzi,…

O czym poeci nie piszą?

Jeśli zapytać kogokolwiek o to, o czym najczęściej piszą poeci, zapewne bez namysłu odpowie, iż o miłości. To nasze pierwsze skojarzenie. Ale czy na pewno słuszne? Czy rzeczywiście poeci piszą o miłości? No jak to? – zdziwi się zapewne prawie każdy. Przecież wiadomo, no, każdy przecież dobrze to wie, że poezja i miłość są niemal nierozłączne jak papużki, jak Flip i Flap, tylko mniej zabawnie. Poeci jakoby karmią się miłością, z miłości tworzą i z miłością umierają. Zapewne z przeżarcia. Romantycznie do kwadratu. Czyżby? Poeci piszą nieraz o tęsknocie. Nie od dziś wszak wiadomo, że dobry poeta to nieszczęśliwy poeta. Poeta szczęśliwy to z reguły grafoman. Piszą zatem o rozłące, o tęsknocie, o odrzuceniu, o pragnieniu. Ale czy piszą o miłości? Poeci piszą o zakochaniu. To jest – mam wrażenie – ich wielka, trudna do odkupienia, wina wobec nas, czytelników: wmówili nam, że zakochanie jest miłością, a miłość – zakochaniem. Tymczasem…

Czas obecności, czas nieobecności

Długo nie pisałem. Nie mogłem. Starałem się, siadałem i nic. Pustka w głowie. A właściwie – to wcale nie była pustka. To był nadmiar właśnie, ale tak intensywny, że nie dało się pisać. A jednocześnie ten nadmiar łączył się z brakiem. Z nieobecnością. No, dobrze. Postaram się to jakoś rozjaśnić. Pewien zakonnik powiedział mi kiedyś, że w relacji z Panem Bogiem bardzo często mylimy kochanie z zakochaniem. Zakochanie to motyle w brzuchu, to ekscytacja, skrzydła, ale to stan, który na ogół jest intensywny, lecz nietrwały. Miłość zaś może nie daje takich uniesień, ale jest stała. W miłości jest czas nie tylko na wielkie uniesienia, ale i na codzienną zwyczajność. Jest czas dobry i jest czas zły. Czasem mówi się sobie czułe słowa, a czasem się kłóci. Albo nic się nie mówi, bo się obraziło, strzeliło focha i ma ciche dni. Zakochanie w Panu Bogu ma swój urok, ale kluczowe jest to, by…

Navigate