wspomnienia

3 Posts Back Home

Dawno do nich nie dzwoniłem

Podczas porządków znalazłem niewielką kopertę, a w niej zdjęcia, takie do dokumentów, mojej Babci i mojego Dziadka. Tacy, jakich ich zapamiętałem: Babciuszka i Dziadziuszka, jak ich w rodzinie nazywaliśmy. Ciągle łapię się na tym, że muszę koniecznie zadzwonić i opowiedzieć o czymś Babciuszkowi. Bo to Babciuszek więcej gadała. Dziadziuszek odzywał się raczej rzadko, ale kiedy już to zrobił, to na ogół z grubej rury. Coś się dzieje, więc myślę, że muszę zadzwonić. Czasami dopada mnie myśl, że powinienem ich odwiedzić. I dopiero po chwili dociera do mnie, że przecież mieszkam w ich mieszkaniu, że trasa, którą zawsze do nich szedłem, jest teraz trasą do mojego domu. I już nie zadzwonię ani nie odwiedzę. Ostatnio w urodziny czekałem, aż zadzwoni Dziadziuszek, bo zawsze to on wykonywał telefon, złoży życzenia, a potem odda słuchawkę Babciuszkowi, a ona powie swoje “życzę Ci” i na tym urwie. Taki mieliśmy zwyczaj. Przychodzą święta, czy to…

Kuferki pamięci

Moja Babcia, mama mojego Taty, gdy odwiedzałem ją sam zimą, w tajemnicy przed rodzicami częstowała mnie herbatą Earl Grey z kropelką rumu. To wspomnienie utkwiło we mnie, choć, jak się potem okazało, proceder ten nie był dla moich rodziców wcale tajemnicą, podobnie jak pomysł Babci na smakołyk w postaci śniegu z konfiturą z wiśni. Smaku tego smakołyku nie zapamiętałem, ale aromat Earl Grey’a i wspomnienie tej herbaty z rumem (którego w ogóle nie było czuć, bo babcia traktowała go naprawdę symbolicznie) tkwią we mnie do dziś tak mocno, że, gdy sięgam po herbatę, to niemal zawsze jest to właśnie taka. Do dziś pamiętam też zapach mieszkania Babci. Zachował się w skrzyneczce z bursztynami, która po Niej została i stoi u mojej Mamy. uchylam czasem tę skrzyneczkę i wdycham woń, która przywołuje tyle dobrych wspomnień. Kiedy Babcia umarła, a pamiętam ten dzień bardzo dobrze, byłem dzieckiem. Dziś czytam Notatnik i myślę…

Podróż sentymentalna

O tej podróży myślałem już od dawna. Takie to było klasyczne “chciałabym, ale się boję”, tylko w męskim wykonaniu. Zawsze jakoś było nie po drodze, zawsze coś przeszkadzało. I tak przez wiele lat. Aż w końcu zebrałem się w sobie. Zapakowałem aparat fotograficzny w torbę, torbę – do bagażnika, założyłem portki, kurtkę, kask i całą resztę i wsiadłem na ukochany skuter. Jechałem Puławską, trasą, którą przemierzałem w dzieciństwie tyle razy, a która tak bardzo przez te lata się zmieniła. Minąłem szyld “Mysiadło”. Wtedy był tu PGR (dla tych, co nie pamiętają: Państwowe Gospodarstwo Rolne) oraz liczne szklarnie tzw. badylarzy. Mysiadło było bowiem zagłębiem pomidorowym. Dziś nie ma ani szklarni, ani PGR. Są biurowce, apartamentowce, centra handlowe. Ot, znak czasów. Minąłem w Piasecznie koszary policyjne. Wtedy były milicyjne. Stacjonowało w nich ZOMO, czyli Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej. Młodszych uświadamiam – to były takie oddziały obywatelskiej ponoć milicji wyspecjalizowane w palowaniu obywateli,…

Navigate