wspólnota

3 Posts Back Home

Razem i osobno, czyli o modlitwie

Lubię modlić się sam. Ja i Pan Bóg. Intymnie. Rozmowa w ciszy. Naprawdę, bardzo to lubię. Ale to za mało. Gdy odprowadzę najmłodsze z dzieci do przedszkola, wracam sobie powoli do domu. Nikt mi wtedy nie przeszkadza, nic mnie nie rozprasza; jeszcze nie zacząłem dnia roboczego, ale jestem już przebudzony i rześki. To jest mój czas. Mam ze sobą swój mały notesik, w którym ręcznie przepisałem wszystkie swoje ulubione modlitwy, w tym samodzielnie ułożony “zestaw” poranny. Czas powolnego powrotu do domu jest idealny na to, by odmówić poranny pacierz. Gdy odmówię te gotowe, wybrane przez siebie, modlitwy, mam jeszcze zawsze chwilę na to, by po swojemu podziękować, poprosić o to, co dla mnie ważne i przeprosić za to, co mi ciąży na sumieniu. Czasem rozmawiam sobie wtedy z Panem Bogiem, czasami z Matką Bożą, a czasami ze świętym Józefem, który przecież był mężem i niejako ojczymem, więc jakoś czuję do niego silny sentyment. Jeżeli w ciągu dnia dokądś się…

Jest nadzieja

We środy chodzę sobie na spotkania wspólnoty. To taki dzień w ciągu tygodnia, na który czekam bardzo mocno. Bardzo kojące dla mnie są te spotkania z Najświętszym Sakramentem i czynione Nim błogosławieństwo. Bardzo ważne jest dla mnie wspólne czytanie Liturgii Słowa i dzielenie się refleksjami. Bardzo często mam wrażenie, że Pan B. podsuwa mi swoje słowa – właściwe słowa w odpowiednim dla nich momencie. Za każdym bowiem razem w czytaniach trafiam na taki fragment, który idealnie pasuje do chwili: do tego, co przeżywam; do tego, co akurat czuję; do tego, o czym myślę; do tego, na czego odbiór jestem gotowy. O tym dawaniu przez Pana B. właściwych darów we właściwym czasie napiszę jeszcze osobny tekst, a tym razem skupię się na Psalmie 130, który odnalazłem w Liturgii Słowa na nadchodzącą niedzielę. Psalm 130 Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, Panie, wysłuchaj głosu mego. Nachyl Twe ucho na głos mojego błagania.…

We wspólnocie

Wiara wydawała mi się od dawna czymś bardzo intymnym, czymś indywidualnym, przeżywanym w zaciszu własnej duszy. Modlitwa była dla mnie rozmową z Panem B., taką prowadzoną w myślach, po cichu. Nie rozumiałem koncepcji tzw. dawania świadectwa, ani nawet idei wspólnotowego przeżywania wiary. Między innymi dlatego długo nie mogłem zdecydować się na udział w mszy świętej. W końcu zdecydowałem się na to. Okoliczności były więcej niż sprzyjające – najwyraźniej Pan B. postanowił pomóc mi w podjęciu i realizacji takiej decyzji. (Przeczytaj tekst: Ważny dla mnie dzień). Opowiedziałem o tym przyjaciółce. Ta zaś zaproponowała mi, bym wybrał się z nią na pewne spotkanie. A ja, co mnie samego zdziwiło, zgodziłem się bez namysłu. Spotkanie składało się z pięciu części: wspólnej modlitwy, wspólnego czytania Liturgii Słowa na nadchodzącą niedzielę i rozważania przewidzianych fragmentów Pisma Świętego, adoracji Najświętszego Sakramentu, błogosławieństwa oraz rozmowy w grupie. Pierwsza część, przyznam szczerze, umknęła mi. Wiem, to dziwne i…

Navigate