wojna

2 Posts Back Home

Moja ulica murem podzielona…

Żyją obok siebie dwa plemiona, które mówią różnymi językami, ale przede wszystkim, które nie tylko są wobec siebie wrogie, ale też – co ważniejsze – chcą być wobec siebie wrogie. Co jakiś czas coś mnie podkusi, nie wiem, może jakaś coachingowa gadka, postanawiam wyjść ze strefy komfortu i postanawiam dowiedzieć się, co tam, panie, w polityce. Jeden gębą pierdnął, drugi mu odbeknął, trzeci zachrumkał, a czwarty zakwiczał. To, że politycy to robią, już mnie nawet nie dziwi. Dawniej polityka była swoistym teatrem. Posłowie z przeciwnych partii wychodzili na mównicę, wrzucali sobie od najgorszych, a potem szli do poselskiego hotelu i razem pili wódkę. Dziś tego teatru jest jakby mniej i wcale nie jestem pewien, czy to na pewno dobrze. Dziś nie kłaniają się sobie na sejmowych korytarzach, a gdy wyzywają się od zdrajców ojczyzny, to – mam wrażenie – wierzą we własne obelgi. Ale to – powtórzę – mnie tak…

Rączki do góry

Obóz dla uchodźców w ogarniętej wojną domową Syrii. Fotoreporter unosi aparat z teleobiektywem i wycelowuje w kierunku dziecka, by zrobić mu zdjęcie. Dziecko myśli, że to broń i czym prędzej unosi rączki w uniwersalnym ogólnoświatowym geście poddania się. Patrzę na to zdjęcie i mieszają się we mnie dwa uczucia: ogromnego smutku i jeszcze większego wkurwienia. Nie, to nie jest złość czy gniew. To jest ogromne wkurwienie. Co musiały widzieć wcześniej, w tym krótkim życiu, te smutne dziecięce oczka? Jakie widoki musiały znieść, by napełniły się bezbronną rozpaczą? Czego musiało doświadczyć to dziecko, by jego pierwszym odruchem było podniesienie małych rączek? Czym świat dorosłych zbrukał to dzieciństwo? Rządzący tego świata będą radzić, konsultować, oficjalnie potępiać. A nieoficjalnie: kombinować, co można ugrać dla siebie, co i za co przehandlować. Będą kupczyć tymi uniesionymi rączkami. Przecież za kilka dni wszyscy zapomną o zdjęciu i o tym dziecku. Lepiej pohandlować. Dzieci rodzą się i…

Navigate