wieś

4 Posts Back Home

Lepsza wielka cukinia niż wielki świat

Jak wiadomo, porzuciłem miejskie życie i wyniosłem się na wiochę. Wiocha jest – tak na wszelki wypadek – na tyle blisko miasta, żeby dało się łatwo dojechać, ale staram się korzystać z tej opcji jak najrzadziej. Tu mi dobrze. Z dala od ludzi. Za cholerę nie chciałbym wrócić do tego, co było. Tu jest domek, w domku kominek, piec. Domek koślawy, bo ten, kto go budował, z talentem technicznym mocno się rozminął. Ale jest. Tu jest ogródek. Ziemia gliniasta, teren taki sobie. Ale jest. Rosną kwiatki, jakaś taka mieszanka, która miała przyciągać motyle, a przyciąga głównie bąki. Moje ukochane nasturcje i łubin. Maciejka, która pachnie obłędnie. Jest groszek, fasolka szparagowa, była sałata i rzodkiewki. Będą buraki, ogórki, marchewka, kalarepka. Jest szczaw (ukłony dla posła Niesiołowskiego), koperek. No, i rosną jak szalone cukinie i kabaczki. Dobrze, że są sąsiedzi i można ich obdarowywać. A cukinie rosną monstrualne. Ta duża na zdjęciu…

Wschód słońca

Wschód słońca był dziś o godzinie 4:19. Największe okno przesłonięte było na noc ciemną roletą, ale przez 2 małe okienka promienie wdarły się do domu. I choć położyłem się spać dość późno, to światło obudziło mnie. Próbowałem jeszcze spać. Odwracałem się do ściany, zakrywałem głowę kołdrą. Wytrzymałem tak pół godziny, przysypiając na chwilę, by zaraz obudzić się znowu. Nie pomogły nawet koty, choć cała piątka spała , pomrukując cicho i grzejąc swym miękkim, futrzanym ciepłem. Podniosłem się więc, założyłem kapcie i po skrzypiących schodach zszedłem na dół. Zerknąłem na zegarek: godzina 4:40. Za oknem radośnie świergotały ptaki, a jasne już niebo mieniło się jeszcze wieloma odcieniami wschodzącego słońca. Wyszedłem na nieduży taras. Poza ptakami nie było jeszcze słychać innych dźwięków. Sąsiedzi jeszcze spali. Rozejrzałem się po ogródku. Wspinająca się po metalowej konstrukcji wzdłuż ścieżki fasola nie otworzyła jeszcze swoich białych kwiatów. Dalej nieco groszek o liściach nieco ciemniejszych też piął…

Sielanka z szambem w tle

„Pod spód więcej nic nie wdziewam, od razu się lepiej miewam.” – mówi Pan Młody w “Weselu” Wyspiańskiego, kreśląc naiwną wizję sielankowego wiejskiego życia. Przyznam, że i ja dawniej wykazywałem się sporą naiwnością, pisząc w swej głowie marzenie o domku na wsi. Pisałem już o brutalnym zderzeniu moich wiejskich marzeń z rzeczywistością. Pisałem też o kłopotach z węglem. Moją wiejską sielankę zburzyło coś jeszcze, coś, co wyjątkowo z sielankową wersją się kłóci, a mianowicie szambo. Poprzedni najemcy domku nie opróżnili szamba, a właściciel też o to nie zadbał, radośnie wmawiając mi, czyli ignorantowi, przy wynajmowaniu, że zbiornik jeszcze na długo wystarczy. Wystarczył na 2 tygodnie, zbiornik, nie właściciel oczywiście, z czego przez tydzień prawie w ogóle nie dało się używać wody, bo jeszcze nie było ciepłej. No, to tak. Po pierwsze internetowa Panorama Firm ssie. Wchodzę na to badziewie, zaznaczam, że szukam firm zajmujący się wywozem szamba z terenu Mysiadła.…

Domek na wsi

Całe życie mieszkałem w bloku w dużym mieście. Teraz przeniosłem się pod miasto, do małego domku. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak wielka będzie to zmiana. W bloku nie musiałem się martwić o ciepłą wodę. Odkręcałem kran i leciała. Nie musiałem martwić się o kanalizację. Spuszczałem wodę w kiblu i już. Brałem kąpiel, czy zmywałem, a woda potem znikała. Nie interesowało mnie, jak i dokąd. Gdy robiło się zimno, administracja włączała centralne ogrzewanie i po prostu kaloryfery zaczynały grzać. Wyrzucałem śmieci do zsypu i już. Wszystko robiło się samo, bez mojego udziału. A teraz przeprowadziłem się do, niedużego co prawda, domku. I nagle okazuje się, że nic nie jest tak proste, jak mi się wydawało. Wodę lepiej oszczędzać. Raz, że musi się nagrzać, więc może też zabraknąć. Dwa, że jak napełnię zbyt szybko zbiornik, to albo szambo wybije albo częściej będę musiał opróżniać, czyli więcej zapłacę. Jeśli nie napalę w piecu, to zmarznę.…

Navigate