tata

7 Posts Back Home

Niebieski worek na śmieci

Szósta rano. Szpital jest cichy i sprawia wrażenie wyludnionego. Wychodzę przed budynek i zapalam papierosa. Coś przykuwa moją uwagę. Na ławeczce siedzi elegancko ubrana kobieta. Ma ciemne, zasłaniające pól twarzy, okulary, choć o tej porze słońce jeszcze nie świeci tak mocno, by były jej faktycznie potrzebne. Obok niej na ławeczce leży zawiązany niebieski worek na śmieci. Dyskretnie przyglądam się i nagle dostrzegam łzy spływające po sprawiającej wrażenie skamieniałej twarzy. Dopiero po dłuższej chwili dociera do mnie, co naprawdę widzę i obraz układa mi się w całość. W tym zwyczajnym niebieskim worku na śmieci spakowane są rzeczy kogoś jej bliskiego, kto właśnie tej nocy umarł w szpitalu. Kobieta nie szlocha. Patrzy jedynie bez ruchu w jakiś nieokreślony punkt przed nią i tylko w ciszy płyną jej łzy. Ktoś, kogo kochała, został właśnie zredukowany do niechlujnie zasupłanego worka na śmieci. Tak się złożyło, że tej nocy śnił mi się mój nieżyjący od…

Pomilczeliśmy sobie

Gdy umarł mój Tata, miałem 15 lat. Z tego dnia pamiętam dobrze dwa momenty. Pierwszy to chwila, gdy moja Mama obudziła mnie bardzo zbyt wcześnie, ujrzałem jej niemal nieżywą twarz i głos jak nie jej, którym powiedziała: “Tata nie żyje”. Drugi to moment, gdy wspólnie z ojcem Jackiem Salijem OP, który dotarł do naszego domu jako jeden z pierwszych, ubieraliśmy mojego Tatę w garnitur. Potem, jak przez mgłę pamiętam tłum ludzi, który przewijał się przez nasz dom. Zawsze był on pełny ludzi, ale wtedy nawet jak na to, do czego jako dzieci przywykliśmy, były to dzikie tłumy. Potem pamiętam pogrzeb, a z pogrzebu głównie to, że wychowawczyni przyszła z całą moją klasą. Znaliśmy się jako grupa od około dwóch miesięcy. Nikt z mojej klasy nie miał odwagi do mnie podejść. Nie mam o to pretensji, byliśmy dzieciakami, nikt z nas nie wiedział, jak zachować się w takiej sytuacji. Nikt poza…

Bo powiem tacie…

Młodszy Starszy miał wypadek na placu zabaw. Chłopiec, z którym się bawił, niechcący uderzył go niefortunnie patykiem w oko. Chłopiec sam przybiegł do mojej Mądrzejszej Połowy i był bardzo przejęty tym, co się stało. Mądrzejsza i Piękniejsza Połowa, nie mając pewności, że da radę wrócić sama z chłopcami do domu, powiedziała głośno naszym dzieciom, że wzywa mnie, czyli tatę, na pomoc. Chłopiec ze strachu zaczął płakać. Ostatecznie nic się Młodszemu Starszemu nie stało, a moja pomoc nie była potrzebna. Zastanowiła mnie jednak reakcja chłopca na słowa. W moim odczuciu świadczy ona jednoznacznie o tym, że wezwanie taty wywołuje w nim strach, czyli w jego domu rodzinnym tata jest kimś, kogo interwencji należy się bać – straszakiem. Dawniej w domach bywało tak, że udział ojca w wychowaniu dzieci ograniczał się właśnie do interwencji dyscyplinujących w przypadku rażących przewinień. Problemy mniejsze mama lub opiekunka rozwiązywały na bieżąco. Ojca powiadamiało się o sprawach naprawdę poważnych. Karząca ojcowska ręka wzbudzała w dzieciach…

Nadaremno

Pamiętasz z katechizmu 10 przykazań? Na pewno pamiętasz. Każdy pamięta Dekalog. No, dobrze: każdy powinien pamiętać. Jest wśród dziesięciorga przykazań takie: “Nie będziesz wzywał imienia Pana Boga swego nadaremno”. Nie wiem jak Tobie, ale mi ono zdrowo namieszało w głowie. Takiej wersji przykazania uczono mnie, gdy byłem dzieckiem i taka zakodowała się głęboko w mojej świadomości. Właśnie przez tę wersję ciągle miałem wyrzuty sumienia, z których – co w sumie bardzo smutne – nie wyprowadził mnie żaden ze spowiedników, a przecież nieraz mówiłem o tym w konfesjonale, wyznając jako grzech coś, co – jestem o tym dziś przekonany – wcale grzechem nie było. Wydawało mi się, że zawracam Panu Bogu głowę duperelami i że to jest coś złego. Byłem przekonany, że grzeszę, zajmując go swoimi, przecież w gruncie rzeczy błahymi, problemami. Przytoczona przeze mnie wersja z katechizmu różni się jednak znacząco od wersji biblijnej, która (cytuję za Biblią Tysiąclecia Pallotinum)…

Dzień Ojca – pierwszy taki. Dzień kwoka.

Blogi w założeniu miały być pamiętnikami. Tak jakoś się jednak porobiło, że coraz częściej tekst pamiętnikowy uznawany jest na blogu za przejaw obciachu. A ja się obciachu nie boję, bo większego to już i tak sobie nie narobię. Dzień Ojca zaś jest dobrą okazją do tekstu pamiętnikowego. I taki właśnie, taki pamiętnikowy, będzie ten tekst. Nie mam zamiaru pisać dziś uniwersalnie. Chcę po prostu podzielić się tym, co dla mnie radosne i ważne. Bo właściwie – dlaczego nie? Jako dziecko obchodziłem oczywiście Dzień Ojca. Im lat bardziej mi przybywało, tym pewnie mniej, bo łatwym we współpracy nastolatkiem to ja nie byłem. Gdy miałem 15 lat, przestałem obchodzić. Po śmierci Taty nie miałem komu składać życzeń. Potem przyszedł czas, gdy teoretycznie to mi można było składać życzenia, ale nadal nie obchodziłem Dnia Ojca. A właściwie moje dzieci nie obchodziły, bo nie dawałem im do tego powodów. Niewiele mnie było w ich życiu. Zamiast to zmienić…

Dzień Ojca

Tak bardzo pamiętam ten jesienny dzień. Tak bardzo. Był wczesny poranek, piąta, może szósta rano, gdy do mojego pokoju weszła Mama i obudziła mnie, żeby mi powiedzieć: “Tata nie żyje”. Pamiętam jak dziś jej nienaturalnie kamienną twarz. Tak bardzo starała się nie rozsypać. Przecież wiedzieliśmy. Od lat wszyscy żyliśmy z myślą, że przyjdzie ten dzień. Choroba Taty towarzyszyła nam na co dzień. Oswoiliśmy ją na swój sposób. Ale, choćby nie wiem co, nie da się przygotować na ten dzień. Nie da się. Wydaje się, że człowiek rozumie, spodziewa się, że jest przygotowany, a kiedy przychodzi ten moment, wszystko to wali się się w mgnieniu oka. Pamiętam ten dzień jak przez mgłę, przed oczami mam ojca Jacka, dominikanina, z którym ubieraliśmy Tatę. Więcej nic. Następnych dni nie pamiętam w ogóle. Aż do pogrzebu. Nie pamiętam mszy, kazania, ważnych i wielkich słów mówionych nad grobem. Z pogrzebu zapamiętałem 3 rzeczy: Zapamiętałem moją klasę. Jeszcze nie zdążyliśmy się zżyć, początki…

Rodzinnie

Tym razem do liturgii Słowa na dziś zerknąłem późnym piątkowym wieczorem. Wynotowałem fragment i zacząłem pisać. Ale było już późno, więc postanowiłem, że tekst muszę przeczytać jeszcze raz, na spokojnie, odłożyłem więc sobie jego publikację na później. Lepiej dopracować tekst niż publikować coś nieprzemyślanego i nieprzepracowanego, zwłaszcza że temat jest dla mnie ważny i szczególny. (1 J 2,29-3,6) Jeżeli wiecie, że jest sprawiedliwy, to uznajcie również, że każdy, kto postępuje sprawiedliwie, pochodzi od Niego. Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty. Każdy, kto grzeszy, dopuszcza się bezprawia, ponieważ grzech jest bezprawiem.…

Navigate