szczęście

2 Posts Back Home

Wschód słońca

Wschód słońca był dziś o godzinie 4:19. Największe okno przesłonięte było na noc ciemną roletą, ale przez 2 małe okienka promienie wdarły się do domu. I choć położyłem się spać dość późno, to światło obudziło mnie. Próbowałem jeszcze spać. Odwracałem się do ściany, zakrywałem głowę kołdrą. Wytrzymałem tak pół godziny, przysypiając na chwilę, by zaraz obudzić się znowu. Nie pomogły nawet koty, choć cała piątka spała , pomrukując cicho i grzejąc swym miękkim, futrzanym ciepłem. Podniosłem się więc, założyłem kapcie i po skrzypiących schodach zszedłem na dół. Zerknąłem na zegarek: godzina 4:40. Za oknem radośnie świergotały ptaki, a jasne już niebo mieniło się jeszcze wieloma odcieniami wschodzącego słońca. Wyszedłem na nieduży taras. Poza ptakami nie było jeszcze słychać innych dźwięków. Sąsiedzi jeszcze spali. Rozejrzałem się po ogródku. Wspinająca się po metalowej konstrukcji wzdłuż ścieżki fasola nie otworzyła jeszcze swoich białych kwiatów. Dalej nieco groszek o liściach nieco ciemniejszych też piął…

Małe szczęścia

W piecu napalone. Pogoda za oknem taka sobie, ale kiedyś przecież się poprawi. Tuż obok mojego ogrodu spacerował sobie dziś bażant. Chciałem zrobić mu zdjęcie, ale odleciał sobie. Może niczym prawdziwy Indianin wierzył, że fotografia kradnie duszę? Po drodze do sklepu podziwiałem stado kaczek. One mnie też chyba podziwiały, ale podejść nie chciały. Pewnie wyczuły, że i tak nie mam dla nich nic smakowitego. W sklepie wypatrzył mnie chleb. Szedłem między rzędami regałów, a on, ten chleb, sobie leżał na półce. I tak, leżąc, roztaczał świeżą, smakowitą woń. I tak leżąc wyglądał krucho i świeżo. I tak leżąc wołał całym sobą “chcesz mnie kupić”. I kupiłem. Kroiłem go w domu w grube pajdy, smarowałem masłem i tak jadłem. Wbijałem zęby w kruchą skórkę, wdychając zapach świeżego pieczywa, smakowałem miąższ. Przymykałem oczy, koncentrując się na smaku i zapachu. Tak. Właśnie tego było mi trzeba. Przypomniał mi się przeczytany kiedyś wywiad z…

Navigate