religia

10 Posts Back Home

Po co się spowiadam? – odcinek 8. vloga

Wiele osób pyta, po co mają się spowiadać, dlaczego mieliby mówić o swoich grzechach obcemu człowiekowi, który przecież święty sam nie jest. Dla wielu ludzi to jest wyjątkowo trudny sakrament, niezależnie nawet od tego, że czasem nosimy w sobie wspomnienie nieudanych spowiedzi i spotkań z nieudolnymi spowiednikami. Nie wiem, po co Ty masz się spowiadać, ale mogę opowiedzieć, po co sam to robię – dlaczego i co mi to daje. A daje mi to wiele. Nie wyobrażam sobie, jeśli mam być szczery, funkcjonowania bez spowiedzi. Zdecydowanie wolę określenie sakrament pojednania niż sakrament pokuty, bo, choć pokuta jest ważna, to właśnie pojednanie jest moim zdaniem sednem tego, co dzieje się w konfesjonale. https://www.youtube.com/watch?v=EEaIT4RPjSI

Matka, która wszystko rozumie

Nie wiem jak innym, ale mi przytrafiają się okresy czegoś, co – z braku lepszego określenia – nazwałbym religijną abnegacją. Byłoby hipokryzją udawać, że ich nie ma. Czasem to grzechy, zwłaszcza te powracające, prowadzą mnie do owej religijnej abnegacji, a czasem to ona prowadzi do mnie do tych grzechów. Czym ta religijna abnegacja jest? Jest jednym wielkim “nie chce mi się”. Nie ma w niej niczego uduchowionego. To nie jest problem wątpliwości w wierze, czy jej osłabienia ani kwestia rozterek moralnych. To nie jest tak, jak przytrafiało się nawet świętym, że przestaje się czuć obecność Pana Boga. Nic z tych rzeczy. To jedno wielkie “nie chce mi się”. Bardzo lubię modlitwę, bo to jest czas rozmowy z Tatą. Mam swoje związane z nią rytuały, ale to nie jest dla mnie jakiś przykry obowiązek, który się odbębnia, bo tak wypada. A tu przychodzi czas, że zaniedbuję te rytuały, a co ważniejsze…

Zbroja, która nie istnieje

Fajnie jest sobie pisać. Blog, podobnie jak dawniej papier, jest cierpliwy i wszystko przyjmie. Może dlatego autor bloga na ogół wydaje się taki doskonały. Nie piszę tu o sensacjach, o polityce – raczej rzadko, nie jestem specjalistą w jakiejś bardzo wąskiej dziedzinie. Większość tekstów dotyczy wiary, a z nią na ogół wiąże się moralność. Człowiek wierzący, a przy tym religijny, bo to przecież nie to samo, na ogół w oczach innych jawi się jako moralny. Ba! Sam gotów jest w to wierzyć… A to już jest stan podwyższonego ryzyka. Fajnie jest myśleć, że wiara i religijność tworzą pancerz, który nas chroni. Dałeś mi, Panie, zbroję; Dawny kuł płatnerz ją. W wielu pogięta bojach, Wielu ochrzczona krwią. W wykutej dla giganta Potykam się co krok, Bo jak sumienia szantaż Uciska lewy bok. Jacek Kaczmarski, Zbroja https://www.youtube.com/watch?v=paRSd5CsbmA Wydaje się, że religijne wskazania, prawo, zasady – to wszystko chroni i pomaga być przyzwoitym.…

Dzieci to nie szkółka dla początkujących księży

Poznałem kiedyś pewnego księdza, który co tydzień odprawiał msze z udziałem dzieci i głosił im kazania. Na moje oko był w tym całkiem dobry. Kiedyś w rozmowie przyznał mi jednak, że z całego serca tego zadania nie znosi. Był dobrym księdzem, więc, choć nie lubił, to starał się robić to najlepiej, jak potrafił. Przygotowywał się rzetelnie do tych, wbrew pozorom – bardzo trudnych, homilii, przynosił rekwizyty, wymyślał, jak wytłumaczyć dzieciom to, co było w Liturgii Słowa, jak zainteresować je i włączyć do wspólnej rozmowy przed ołtarzem. Przywdziewał na twarz uśmiech i robił, co do niego należało. Nikt z wiernych chyba nigdy nie połapał się, że ksiądz nie lubi tego, co robi. W końcu w parafii pojawił się nowy ksiądz, świeżo po święceniach, więc ten trudny obowiązek spadł na niego. Poznałem też księdza, któremu kazano uczyć religii w szkole. Nie tylko tego nie lubił, ale też, w odróżnieniu od tego wcześniej wspomnianego,…

Nadaremno

Pamiętasz z katechizmu 10 przykazań? Na pewno pamiętasz. Każdy pamięta Dekalog. No, dobrze: każdy powinien pamiętać. Jest wśród dziesięciorga przykazań takie: “Nie będziesz wzywał imienia Pana Boga swego nadaremno”. Nie wiem jak Tobie, ale mi ono zdrowo namieszało w głowie. Takiej wersji przykazania uczono mnie, gdy byłem dzieckiem i taka zakodowała się głęboko w mojej świadomości. Właśnie przez tę wersję ciągle miałem wyrzuty sumienia, z których – co w sumie bardzo smutne – nie wyprowadził mnie żaden ze spowiedników, a przecież nieraz mówiłem o tym w konfesjonale, wyznając jako grzech coś, co – jestem o tym dziś przekonany – wcale grzechem nie było. Wydawało mi się, że zawracam Panu Bogu głowę duperelami i że to jest coś złego. Byłem przekonany, że grzeszę, zajmując go swoimi, przecież w gruncie rzeczy błahymi, problemami. Przytoczona przeze mnie wersja z katechizmu różni się jednak znacząco od wersji biblijnej, która (cytuję za Biblią Tysiąclecia Pallotinum)…

Czasem wygodniej jest nie myśleć

Moje skojarzenia związane z wiarą, jej przeżywaniem, ze Słowem Bożym, idą czasem dziwnymi tropami, a bodźce do rozmyślania bywają zaskakujące. Wierzę jednak, że “w tym szaleństwie jest metoda”. Czasem mnie samego zaskakuje, bo coś z pozoru niezwiązanego z tematyką końcową staje się impulsem, który pozwala połączyć różne elementy, które do tej pory nie w mojej głowie się nie łączyły i zobaczyć problem z innej niż wcześniejsza perspektywy. Tak było i tym razem. Przeczytałem felieton o. Jacka Siepsiaka SJ o rozwodnikach. Cały wart jest uwagi, bo to dość odważny jak na polskie realia głos w kwestii komunii sakramentalnej dla rozwodników żyjących w nowych związkach. Ale ja dzisiaj nie chciałem wcale o rozwodnikach. Moją uwagę zwróciła myśl: Chodzi o prawo. Dzieci, patrząc na takie sytuacje swoich najbliższych, jak mają się nauczyć miłości bezwarunkowej? Skoro w pełni (np. sakramentalnej pełni) ramiona Pana Boga mogą się dla nich otworzyć pod warunkiem wypełnienia prawa. Są kochani pod warunkiem?…

Słowo ma siłę – 25.03.2015

Tak jak jest political fiction, tak ja, zainspirowany dzisiejszą Liturgią Słowa, poszedłem w religious fiction, czyli rozważanie “co by było, gdyby”. (Iz 7,10-14): Pan przemówił do Achaza tymi słowami: Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze! Lecz Achaz odpowiedział: Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę. Wtedy rzekł [Izajasz]: Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami. Wiele razy już pisałem o oczekiwaniu znaków od Pana Boga i wystawianiu Go na próbę oraz o tym, że czynić tego nie wolno. Zawsze przypomina mi się ewangeliczna scena w wieczerniku z udziałem świętego Tomasza i słowa Pana Jezusa: “Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Myślę sobie wtedy, że człowiek, ja też,…

Urodziny starszego Brata

Zawsze chciałem mieć starsze rodzeństwo. Mam młodsze. Ale chciałem starsze. Tak po prawdzie, to ono było dość konkretne, kiedyś je wyśniłem: chciałem mieć starszą siostrę. No, trudno tego wymagać od mojej Mamy, żeby spełniła takie marzenie. A mimo to mam starsze rodzeństwo. Mam starszego Brata. I to takiego Super Brata, który ma Super Moce. Skoro ja jestem dzieckiem Bożym, a Pan Bóg zesłał nam swojego Syna, to, na logikę, ten Syn jest moim Bratem. Paradoksem jest to, że, będąc starszym Bratem, jest zarazem moim Bogiem. To w sumie fajne. No, bo, wiecie, taki starszy Brat, który jest mega mądry i mega silny, wszechmocny, i to różne fajne rzeczy pokaże, i podpowie czasem, i pomoże, a, gdy trzeba, to i obronić umie. No, kto by nie chciał mieć takiego Brata? I właśnie ten starszy Brat obchodził teraz urodziny. Żadnych “wesołych świąt”, żadnego “happy holidays” czy innych takich bełkotów. Z okazji urodzin najlepsze…

Czas obecności, czas nieobecności

Długo nie pisałem. Nie mogłem. Starałem się, siadałem i nic. Pustka w głowie. A właściwie – to wcale nie była pustka. To był nadmiar właśnie, ale tak intensywny, że nie dało się pisać. A jednocześnie ten nadmiar łączył się z brakiem. Z nieobecnością. No, dobrze. Postaram się to jakoś rozjaśnić. Pewien zakonnik powiedział mi kiedyś, że w relacji z Panem Bogiem bardzo często mylimy kochanie z zakochaniem. Zakochanie to motyle w brzuchu, to ekscytacja, skrzydła, ale to stan, który na ogół jest intensywny, lecz nietrwały. Miłość zaś może nie daje takich uniesień, ale jest stała. W miłości jest czas nie tylko na wielkie uniesienia, ale i na codzienną zwyczajność. Jest czas dobry i jest czas zły. Czasem mówi się sobie czułe słowa, a czasem się kłóci. Albo nic się nie mówi, bo się obraziło, strzeliło focha i ma ciche dni. Zakochanie w Panu Bogu ma swój urok, ale kluczowe jest to, by…

Ważny dla mnie dzień

To był dla mnie ważny dzień. Ważny? To mało powiedziane. To był też dla mnie dobry dzień. Dobry? Mało powiedziane. Bardzo ważny i bardzo dobry dzień. Pokazał mi, że nic nie dzieje się przypadkowo. Opowiem o tym, głównie po to, by pisząc  jednocześnie dla siebie samego uporządkować i przemyśleć to wszystko, co zostało mi dziś dane. Na swojej drodze stawiam kroki powoli i ostrożnie. Pisałem o tym już wiele razy tutaj: zależy mi na tym, bym każdego kolejnego kroku był pewien, tzn. by był szczery, prawdziwy. Staram się unikać bycia neofitą, robienia czegoś na pokaz. Chcę uniknąć pułapki stawiania konstrukcji na słabych fundamentach. Dlatego długo zwlekałem z tym kolejnym krokiem, jakim był udział we mszy świętej. Tak, wiem, że to jest ważne. Tak, wiem, że to wzmacnia. Tak, wiem też, że to jest obowiązkiem chrześcijanina. Ale chciałem do tego dojrzeć. I kiedy już pomyślałem, że chyba jestem gotów, jeszcze miałem…

Navigate