miłość

10 Posts Back Home

I żyli długo i szczęśliwie…

“I żyli długo i szczęśliwie” – słyszymy na ogół na końcu baśni, kiedy to dzielny rycerz bierze królewnę za żonę. W domyśle: dalej była już sielanka, słodko jak budyń z soczkiem, żadnych problemów, no, po prostu idylla. Fajnie. Tyle że nie. Pięć lat temu w kameralnej kaplicy w naszej parafii towarzyszyła nam najbliższa rodzina oraz świadkowie. Stanęliśmy przed ołtarzem i to był ten moment, chyba pierwszy w moim życiu, kiedy zabrakło mi języka w gębie. Gardło miałem tak ściśnięte ze wzruszenia, że ledwo mówiłem. Ja, Jakub, biorę Ciebie, Magdaleno, za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. Pięć lat. Dużo to i mało. Czy były sielankowe? Ani trochę. Czasami, gdy się modlę, proszę Pana Boga, żeby dał nam się wreszcie trochę ponudzić; żebyśmy nie miotali się od…

Walentynki – święto szalonych

Ja wiem: Walentynki to święto miłości. Wiem, wiem, to komercja, zalew kiczu, amerykański kolonializm, a święty Walenty to patron chorych psychicznie i na epilepsję. Znam też ten argument, że kochać i okazywać to trzeba przez cały rok, a nie w ten jeden dzień. Ja to wszystko wiem. Ale ja zupełnie nie o tym chciałem dzisiaj. Nie będę opowiadał hagiografii świętego Walentego, patrona tego dnia. Nie będę cytował stosownego fragmentu I Listu św. Pawła do Koryntian ani czynił rozróżnień teologicznych między eros, agape, philia i caritas. Jeśli ktoś tego ciekawy, poradzi sobie – wszak “wujek Google naszym przyjacielem jest, a ciocia Wikipedia zawsze służy pomocą”. Podstawą związku – wybacz, Drogi Czytelniku, truizm – jest miłość. Bez niej niczego się nie zbuduje. To jasne. Miłość to decyzja, wybór i konsekwentne trwanie w nim. Nie – słowa, choć te są ważne, ale codzienne, czasem drobne, gesty, ale też i te większe. Gdy w…

List do Mamy

Wiara i miłość to decyzje, które trzeba podjąć, a potem w nich wytrwać. Ani jedno, ani drugie nie jest wcale łatwe. A jeśli decyzja dotyczy sytuacji, w której wiara i miłość łączą się ze sobą, jest to podwójnie trudne. Święty Jan Paweł II napisał całą encyklikę Fides et ratio o tym, że rozum wymaga wiary, a wiara – rozumu i po to Pan Bóg nam ów rozum dał, abyśmy z niego korzystali. I ja staram się korzystać. Dlatego ciągle coś rozważam, ciągle wpadam na jakieś rafy. Można powiedzieć, że mój Ratio prowadzi moją Fides od jednego kryzysu do drugiego. Ci, którzy mnie czytają, wiedzą, że ciągle z czymś próbuję się i mierzę – na moją skalę i moje możliwości oczywiście. Moja wiara nie jest cukierkowo słodka, ciągle przeżywam w niej kryzysy i nieraz nie umiem sobie z nimi samodzielnie poradzić. Jakże prościej byłoby wierzyć bez tego rozumu, który każe wciąż…

Smak wykradzionych chwil

“Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz” – pisał wieki temu Jan Kochanowski. Obiecuję jednak, że ten tekst nie będzie formą profilaktyki zdrowotnej, a tym bardziej – wykładem z historii literatury ojczystej. Można bezpiecznie czytać dalej. Pamiętacie zapewne ze swojego życia chwile zakochania. Czasu spędzanego z tą drugą osobą jest zawsze zbyt mało, a ten, który ma się do dyspozycji, smakuje intensywnie. Lepiej dostrzegasz piękno; zapach jest bogatszy; każdy, choćby przypadkowy, dotyk odczuwasz mocniej. Wykradacie światu każde czułe słowo, każde miłosne spojrzenie, każdy pocałunek, każde przytulenie, każdą, nawet najbardziej niewinną, pieszczotę. A kiedy się nie widzicie, wracacie do tego, co udało się razem przeżyć, wspominacie, rozpamiętujecie – niczym bohater Marcela Prousta – smak magdalenek z dzieciństwa. Tęsknisz więc, czekasz z utęsknieniem, marzysz, by znów, by jak najszybciej przeżyć to ponownie. Im bliżej spotkania, tym silniejsze podekscytowanie i tym trudniej czekać. A gdy do spotkania już dochodzi,…

Czterej jeźdźcy miłosnej apokalipsy

Gdy dopada nas miłość albo kiedy w tej miłości dzieje się coś niedobrego, nasze życie zmienia się w armagedon. Skoro tak, to porozmawiajmy o czterech jeźdźcach miłosnej apokalipsy. Tak, mamy tu czwórkę. Noszą greckie imiona: Eros, Agape, Storge i Philia. Co ciekawe, to nie owi jeźdźcy robią najwięcej zamieszania, ale – my sami, nie odróżniając ich od siebie, myląc ich, przypisując nadmierne znaczenie jednemu z nich, a lekceważąc innych. Ale po kolei. Eros to zakochanie połączone z pożądaniem. To motylki w brzuszku, to podekscytowanie, to zauroczenie, to zachwyt urodą, to pragnienie fizycznej bliskości. To szaleństwo pełne romantycznych, choć niekiedy nierozsądnych gestów i zachowań. Większość z nas miłość kojarzy właśnie tak. Eros to płomień. Płomień jest hipnotyzujący, ale potrafi też być niebezpieczny. Zdarza się też, iż okazuje się ogniem słomianym – szybko wybucha, gwałtownie płonie, ale i szybko gaśnie. Agape to to miłość bezinteresowna i bezwarunkowa, ta, o której tak pięknie pisał…

Lekcja z grzechu

Są grzechy, które wracają do mnie notorycznie, czy też – by być uczciwym wobec siebie – do których ja wracam. Paradoksalnie, to one najwięcej uczą mnie o Panu Bogu i o mnie samym. Nie, nie napiszę tu, o jakie grzechy chodzi, wszak jesteśmy na blogu, a nie – w konfesjonale. Nie o tani ekshibicjonizm chodzi. Jeśli liczyłeś czy liczyłaś więc na publiczną spowiedź i jakieś ujawnione tu brudy, to spokojnie możesz przestać czytać. Te grzechy wracają do mnie mimo walki, którą z nimi toczę, raz bardziej skutecznej, raz zupełnie skuteczności pozbawionej. Wracają tak często i tak mocno, że od jednego ze spowiedników usłyszałem, iż są one de facto formą uzależnienia, która wyklucza dobrowolność. Przyjęcie tej tezy oznaczałoby, iż nie mieszczą się one w kategorii grzechu ciężkiego. Ten zaś musi wszak nie tylko dotyczyć materii ciężkiej, ale też być popełniony świadomie i w sposób wolny. Ja jednak, mimo sugestii owego spowiednika, nie tylko nadal uporczywie z tymi grzechami walczę, ale…

Sednem jest Miłość

Rzadko kiedy kalendarz liturgiczny przynosi tak spójną Liturgię Słowa jak ta, którą Kościół podał nam do rozważenia w niedzielę 30 października. Dzisiejsze czytania są niezwykle spójne i warto czytać je jako całość. Są przy tym, przynajmniej w moim odczuciu, niezwykle istotne dla rozumienia chrześcijaństwa, a zaraz po prostu piękne i zachwycające. Zacznijmy od pierwszego czytania, czyli fragmentu Starego Testamentu pochodzącego z Księgi Mądrości: Panie, świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię. Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie…

Bo powiem tacie…

Młodszy Starszy miał wypadek na placu zabaw. Chłopiec, z którym się bawił, niechcący uderzył go niefortunnie patykiem w oko. Chłopiec sam przybiegł do mojej Mądrzejszej Połowy i był bardzo przejęty tym, co się stało. Mądrzejsza i Piękniejsza Połowa, nie mając pewności, że da radę wrócić sama z chłopcami do domu, powiedziała głośno naszym dzieciom, że wzywa mnie, czyli tatę, na pomoc. Chłopiec ze strachu zaczął płakać. Ostatecznie nic się Młodszemu Starszemu nie stało, a moja pomoc nie była potrzebna. Zastanowiła mnie jednak reakcja chłopca na słowa. W moim odczuciu świadczy ona jednoznacznie o tym, że wezwanie taty wywołuje w nim strach, czyli w jego domu rodzinnym tata jest kimś, kogo interwencji należy się bać – straszakiem. Dawniej w domach bywało tak, że udział ojca w wychowaniu dzieci ograniczał się właśnie do interwencji dyscyplinujących w przypadku rażących przewinień. Problemy mniejsze mama lub opiekunka rozwiązywały na bieżąco. Ojca powiadamiało się o sprawach naprawdę poważnych. Karząca ojcowska ręka wzbudzała w dzieciach…

Zastrzyki z rivanolu

Miłość potrafi zadziwić. Niby to wiem, a i tak co jakiś czas ogarnia mnie zdziwienie, które właściwie nie ma żadnego sensu. Bo miłość nie zna ograniczeń. Związek, wspólne życie – owszem, ale nie miłość. Był w moim życiu taki czas, gdy mieszkałem na warszawskiej Pradze. Praga to – przynajmniej w tamtych czasach tak było – zupełnie inny świat. Dziś wszystko się wymieszało, miasto, zwłaszcza stolica, to przecież wielki tygiel. Ale wtedy Praga to był naprawdę inny świat, który rządził się swoimi prawami. To była też zupełnie inna rzeczywistość, zwłaszcza dla mnie, młodego chłopaka z drugiego brzegu Wisły, wychowanego w inteligenckim domu. Powoli i z oporami uczyłem się reguł, które rządziły w moim nowym miejscu zamieszkania. Były może twarde, ale proste i honorowe. Chyba szkoda, że dziś już nie obowiązują. Ale ja nie o tym chciałem właściwie… Pewnego dnia, gdy stałem w kolejce w sklepie, podszedł do mnie obcy facet i rzucił: E, kup mi…

12 pewnych oznak, że to koniec – polemika

Z czasów młodości pamiętam często widziane szyldy różnych punktów napraw. Szewc, podnoszenie oczek, poprawki krawieckie, naprawy zegarków, sprzętu rtv i wszystkiego, co tylko naprawić się dało. Dzisiaj takie punkty są rzadkością. Dobrobyt nie sprzyja naprawianiu. Gdy coś się zepsuje, wyrzucamy to i kupujemy nowe. W miłości najwyraźniej robimy podobnie. Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie Marysia z Oczekujac.pl, którą skądinąd bardzo lubię i cenię. A właściwie – jej tekst pt. Jak poznać, że on już Cię nie kocha. 12 pewnych oznak, że to koniec!. Opublikowany na fanpage Mądry Rodziców z jednej strony sprowokował wiele czytelniczek do wyznań o tym, jak złe są związki, w których tkwią, a z drugiej – został też bardzo surowo przez część czytelniczek i czytelników skrytykowany. A mi bliżej do tej drugiej grupy odbiorców. Przejadę się po tym tekście “i w ogóle, i w szczególe, i pod każdem innem względem”. Zacznę od samej formuły wyliczanki, tak modnej wśród blogerów, a…

Navigate