ludziofobia

2 Posts Back Home

Ludziofobia wirtualna

Ludzie w autobusie, ludzie na przystanku, ludzie w centrum handlowym, ludzie na ulicy. Za dużo ludzi. Nie ufam. Nie lubię. Nie chcę. Obawiam się. Są za blisko. Jest ich za dużo. Stanowią zagrożenie. Ludziofobia działa nie tylko realnie, ale i wirtualnie. Regularnie ograniczam liczbę znajomych w portalach społecznościowych, zwłaszcza na Facebooku. Coraz rzadziej czuję potrzebę komentowania czegokolwiek w sieci. Czytam, oglądam, ale nie czuję potrzeby wypowiedzenia się. A przecież kiedyś aż mnie palce swędziały i natychmiast czyniłem im ulgę. Komentowałem, wdawałem się w długie dysputy, spory. Dzisiaj myśl o dyskusjach, sporach, o aktywności w sieci zwyczajnie mnie odrzuca. No, po co mi to? Coraz częściej też łapię się na tym, że najzwyczajniej nie chce mi się gadać. Widzę znajomych w sieci. Są dostępni, na wyciągnięcie ręki, na jedno kliknięcie, ale ja po prostu nie mam ochoty się odzywać i lubię, gdy nikt nie odzywa się do mnie. Kiedy się odzywa, jestem rozdrażniony lub…

Moja ludziofobia

Siedzę w autobusie. Otaczają mnie ludzie. Nie ma nawet wielkiego tłoku. Ale i tak jest ich za dużo, są za blisko. Wolałbym, by ich nie było. Ich obecność mnie drażni, niepokoi i fizycznie boli. Jestem wściekły, że musiałem wyjść z domu, że muszę znosić ich obecność, ale i o to, że w taki sposób ją odczuwam. Był czas, że nie wyobrażałem sobie funkcjonowania bez ludzi. Otaczał mnie niemal nieustająco ich tłum. Gdy nie było ich realnie, wirtualnie towarzyszyło mi około 3.000 znajomych na Facebooku. Większości z nich tak naprawdę nie znałem, ani tych realnych, ani tych wirtualnych. Mimo to lubiłem ich towarzystwo. Czułem się w tym tłumie jak ryba w wodzie. Spora część tych ludzi odwróciła się ode mnie z powodu moich powszechnie znanych win. Nie byli przecież moimi przyjaciółmi. Gdy przestali mnie podziwiać, do czego wszak mieli pełne prawo, po prostu zniknęli. To dla mnie zrozumiałe. Prawdę rzekłszy: całe szczęście, że…

Navigate