kultura

6 Posts Back Home

Prezydent co się DJom nie kłaniał

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski bawił się na urodzinach znajomej i wyszła z tego gruba afera. Afera jest mocno dęta, ale Trzaskowski sam jest sobie winien. Ale po kolei. W sobotni wieczór urzędujący prezydent Warszawy i niedoszły prezydent Polski, nadzieja opozycji, czyli Rafał Trzaskowski poszedł ze znajomymi do modnego klubu nad Wisłą, aby świętować urodziny znajomej. Bawiącej się grupce nie odpowiadała muzyka, którą grał w klubie DJ, chcieli czegoś bardziej tanecznego, np. funku i prosili DJ o zmianę. Wśród proszących był prezydent, który jako argumentu użył m.in. tego, że “to jednak jego miasto”. Nagranie z tego zajścia trafiło do sieci i wywołało burzę. https://www.youtube.com/watch?v=4ZRThnrIqqY Powiedzmy sobie szczerze: Mamy w Polsce i w samej Warszawie naprawdę większe problemy niż to, do jakiej muzyki lubi tańczyć pan prezydent. Zdarzenie jest w gruncie rzeczy błahe i robienie z tego wielkiej afery jest przejawem zidiocenia mediów, polityków i opinii publicznej, ale… tylko do pewnego stopnia.…

Syn Szawła – recenzja filmu

Jeżeli lubisz kino lekkie, łatwe i przyjemne, to ten film omijaj szerokim łukiem. Ten film jest ciężki, trudny i nieprzyjemny, ale równocześnie wart jest obejrzenia. Kiedy oglądasz ten film, masz wrażenie, że niemal patrzysz oczami bohatera lub kogoś, kto stoi tuż za nim. Patrzysz tak, jak on patrzy – z perspektywy człowieka zgarbionego, ze spuszczonym wzrokiem. Reżyser świadomie wykorzystał tu specyficzny sposób prowadzenia kamery i budowania kadru, by właśnie taki efekt uzyskać. Kadry są wąskie, klaustrofobiczne, przygnębiające jak rzeczywistość, którą pokazują. Kamera wjeżdża wszędzie, razem z nią Twój wzrok zajrzy więc do pieca krematorium albo do komory gazowej. Ten film śmierdzi. Cuchnie śmiercią, strachem, brudem, poniżeniem, bezradnością. Cuchnie palonymi ciałami, rozsypywanymi popiołami i gazem wpuszczanym do komór. I choć nie ma tu turpistycznej dosłowności, to i tak ani na chwilę nie da się odetchnąć. Kulminacją jest scena masowej egzekucji w dołach, która kojarzy się z Piekłem Hieronima Boscha. Wszystko po to, by widz poczuł to, co czuli…

Lucky ma chłopaka

Z zawodowej konieczności śledzę rozmaite informacje agencyjne. Dziś do mojej skrzynki mailowej trafiła taka informacja, która całkowicie odmieniła moje życie, po której ten mój, jakże do tej pory bezbarwny, żywot już nigdy nie będzie taki sam. Serio. Nie wiem, czy uporam się emocjonalnie z ciężarem gatunkowym tego newsa. Mój psychiatra na pewno zaciera już ręce licząc na zyski. Tak! Lucky ma chłopaka. I do tego wielu wielbicieli. Gdybym ja jeszcze wiedział, kim, u diaska, jest Lucky… Wy wiecie? Otóż Lucky jest ponoć wokalistką. Serio? No, tak dokładnie rzecz ujmując, to wystąpiła w jednej z wielu edycji jednego z rozlicznych telewizyjnych programów typu talent show. Podkreślę: wystąpiła. Nie wygrała go nawet, lecz po prostu w nim wystąpiła. Życiowe osiągnięcie. No, ale dobrze, wystąpiła – to wystąpiła, nie wygrała – to nie wygrała. Jurorzy mogli się nie poznać na ogromie jej talentu. Może chociaż owa niewiasta ma jakiś godny docenienia dorobek artystyczny?…

Zwierzenia kontestatora – Marek Piekarczyk

Pamiętam dobry czas, gdy dość często zdarzało się, że dzwoniliśmy i oznajmialiśmy “Marek, to my jedziemy do Ciebie na kolację”. A potem wsiadaliśmy w auto i jechaliśmy. Trasę Gliwice – Bochnia znałem niemal na pamięć. Nie uważam, bym był jego przyjacielem, to zbyt wielkie słowo, a ja na nie nie zasłużyłem. Byłem znajomym. I to było dużo. Ta znajomość wiele mi dała. I brakuje mi tych wypadów. Siadaliśmy przy stole. O tym stole jako swoim marzeniu Marek kiedyś nawet śpiewał na płycie TSA “52 dla przyjaciół”: Chciałbym kiedyś moc zbudować wielki dom Tak ogromny, żeby miał jasnych okien sto W środku wielki stół, na nim świeży chleb Żeby moi przyjaciele chcieli mieszkać w nim Dobrze byłoby przy tym stole siąść Zamiast błąkać się po świecie razem sobie żyć Chciałbym kiedyś moc zbudować wielki dom I zaprosić was do siebie, razem z wami być! [video_embed][/video_embed] Siedzieliśmy, a Marek odprawiał kulinarne nabożeństwo,…

Mike Oldfield – Man on the Rocks

Swego czasu przeprowadzałem ze studentami na rozpoczęcie zajęć z pisania kreatywnego ćwiczenie. Prosiłem ich, by zamknęli oczy i słuchali muzyki. Potem zaś prosiłem, by opowiedzieli o obrazach, które mieli w głowie podczas słuchania muzyki. Było to proste ćwiczenie, ale niezwykle inspirujące. Po pierwsze, zamknięcie oczu w grupie wymaga przełamania oporów i zaufania. Nie było to wcale łatwe, biorąc pod uwagę, że robiliśmy to podczas pierwszych zajęć z przedmiotu, a oni jako grupa jeszcze dobrze się nie znali. Po drugie, trzeba wyobraźni i otwartości, by poddać się muzyce i faktycznie eidzieć obrazy. Po trzecie zaś trzeba znów zaufania, ale i odwagi, by o tych widzianych obrazach publicznie opowiedzieć. Uwielbiałem przeprowadzać to ćwiczenie, bo to było dla mnie zawsze niezwykłe przeżycie. Doa nich chyba też, bo bardzo często prosili, byßmy do niego wrócili w trakcie zajęć. Przypominam o tym szkoleniu ze względu na muzykę, z której przy nim korzystałem. Musiał to być…

Muzyczne wzruszenia

Powiadają, że chłopaki nie płaczą. To prawda. Chłopaki nie płaczą, ale mężczyźni tak. Jeśli bowiem jesteś pewny swojej męskości, to nie musisz dodawać sobie animuszu udając twardziela pozbawionego emocji. Tak. Mężczyźni wzruszają się. I płaczą. Zacząłem od tego, bo oglądałem ostatnio finałowy odcinek Voice of Poland (pisałem o tym programie niedawno). Na scenie pojawiła się Edyta Górniak z Jagodą Kret. Nie kibicowałem jakoś Jagodzie. Pojawiły się, by zaśpiewać pożegnalny utwór, gdy Jagoda odpadła z dalszej rywalizacji. http://www.youtube.com/watch?v=5reXnLsXDCU Najpierw poczułem w kąciku oka pojedynczą łzę. Spłynęła po policzku. Po niej druga, trzecia. Aż w którymś momencie coś we mnie pękło i po prostu zacząłem płakać. Uwolniły się wszystkie nagromadzone we mnie trudne emocje: strach, gniew, żal, złość, smutek. Emocje, które – rzecz jasna – nie były związane z piosenką i jej wykonaniem. Ale pod ich wpływem uwolniły się i wypłynęły ze mnie z oczyszczającymi łzami. Parę dni później przeczytałem sławną już…

Navigate