krzyż

3 Posts Back Home

Krzyż nie był ofiarą złożoną Panu Bogu

Popularny jezuita o. Grzegorz Kramer SJ powtarza nieustająco, że #BógJestDobry i wierzę głęboko, że ma rację. Czy ten dobry Bóg obraził się tak bardzo na ludzi, że, żeby się przebłagać, musiał skazać Swego Syna, więc niejako i Samego Siebie, na okrutną śmierć na krzyżu, bo inaczej nie mógłby wybaczyć? To się jakoś nie klei. Wróćmy jednak na chwilę do Edenu: A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: «Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?» Niewiasta odpowiedziała wężowi: «Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli». Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak…

Wielki Piątek to nadzieja

W Wielki Piątek uwaga wierzących skupia się na ostatniej drodze i śmierci Pana Jezusa na krzyżu. To zrozumiałe. Moje myśli tego dnia zwracają się tego dnia w kierunku jeszcze jednej osoby. Wspominanie tego, co ludzie zgotowali Bogu, wspominanie Jego męki i śmierci jest ważne, choć dobrze byłoby, gdybyśmy wszyscy pamiętali, że ta historia wcale nie kończy się śmiercią. Te ostatnie chwile ludzkiego życia Pana Jezusa są jednak nie tylko chwilami straszliwej samotności wyrażonej krzykiem “Boże, mój Boże, czegoś mnie opuścił”, nie tylko trudnych do wyobrażenia cierpień, jakie Mu zadano, nie tylko rozpaczy stojącej pod krzyżem Matki, ale też chwilami nadziei, którą umierający Jezus daje wiszącemu obok niego człowiekowi: Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: «Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas». Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego…

Kolejny kroczek

Na swojej drodze stawiam krok za krokiem. A częściej – kroczek za kroczkiem. Powoli, spokojnie i ostrożnie. To trochę jak maraton. Jeśli wyrwiesz się za bardzo do przodu zaraz po starcie, to może Ci zabraknąć energii w połowie trasy i wypadniesz z biegu. Już taki błąd popełniłem (przeczytaj tu) i nie chcę popełnić go ponownie. Któregoś dnia poczułem impuls. Pojechałem więc i kupiłem sobie krzyżyk z łańcuszkiem. Nie założyłem go jednak od razu. Odłożyłem i czekałem na moment, gdy będę pewny tego, że chcę go założyć i nosić. Czasami obawiam się, że ta moja ostrożność może, wbrew moim intencjom, utrudniać drogę. Z jednej strony oczywiście chroni przed słomianym zapałem i neoficką nadgorliwością, ale z drugiej – może pozbawiać spontaniczności, takiego momentu zawierzenia, w którym zamyka się oczy i poddaje się działaniu łaski. Wracając jednak do krzyżyka na szyi: Myślę sobie, że Pan B. tak naprawdę nie potrzebuje tego, bym nosił…

Navigate