krytyka

2 Posts Back Home

Nie daj się wciągnąć w wir

Przez długi czas słyszałem nieustannie, że wszystko robię źle. Zalewał mnie potok nieustających, wyrażanych w agresywnej formie, pretensji i krytyki. Targany poczuciem winy przyjmowałem wszystkie zarzuty “na klatę”. Dowiedziałem się, że “wszystko, co robię, robię źle, a jeśli robię coś dobrze, to tylko złe rzeczy”. Zacząłem wierzyć w to, co słyszałem. Przygniatało mnie to. Moja samoocena spadła do poziomu Rowu Mariańskiego. Widziałem w sobie złego człowieka. Krytyka jest bardzo cenna. Pozwala dostrzec to, co trzeba w sobie poprawić i podjąć ten trud. Ale cenna jest wtedy, gdy nie służy wgnieceniu kogoś w podłogę, pognębieniu, gdy wynika z życzliwości, z miłości. To, czego doświadczałem, nie było jednak taką krytyką. Ta krytyka miała właśnie gnębić i ranić. W dodatku w tym czasie zmagałem się z narastającą depresją, więc te ataki pogłębiały tylko moją chorobę. I w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że nie mogę przyjmować narracji kogoś, kto w sposób ewidentny mnie nienawidzi…

Kupa nosorożca

Ostatnio pewna osoba w pół-publicznej dyskusji napisała mi, że moja muzyka brzmi jak kupa nosorożca. Odpowiedziałem, że dziękuję za opinię i nie wezmę jej sobie do serca, po czym…wyrzuciłem tę osobę z grona znajomych. Czy to było niekonsekwentne? Nie, nie było. Czy to było słuszne? Gdybym tak nie uważał, postąpiłbym przecież inaczej. Dlaczego w ogóle o tym piszę? Bo moim zdaniem z całej tej historii płynie wykraczający poza nią morał. Chciałem  nawet odpowiedzieć, że to nie jest kupa nosorożca, tylko plwociny pterodaktyla wymieszane ze smarkami mamuta, ale… Wiecie, jak to jest? Najlepsze riposty przychodzą na ogół wtedy, gdy już nie są potrzebne. Tak było i tym razem. Najpierw napisałem w dyskusji magiczne EOT, a dopiero potem wymyśliłem tę jakże błyskotliwą ripostę. Nie wezmę sobie do serca… Komponuję muzykę i nagrywam, bo sam proces tworzenia i sama ta praca daje mi mnóstwo przyjemności i zabawy. Ot, taka forma odreagowania, takie hobby.…

Navigate