grzech

10 Posts Back Home

Nie rzucaj kamieniem w Natsu

Przyznam szczerze, że niewiele wiem o świecie polskich youtuberów, mam swoich ulubionych twórców, głównie muzycznych, z całego świata i tego naszego ojczystego światka nie śledzę na bieżąco. Kiedy więc zaczęły mi się wyświetlać informacje o skandalu związanym z jakąś Natsu, nie miałem pojęcia, o kogo w ogóle chodzi. Pytanie “a kto to jest X?” zadawane często przez internautów, by okazać swą wyższość i by umniejszyć owego X uważam za głupie, więc po prostu skorzystałem z wyszukiwarki. Sprawdziłem, kim owa Natsu jest i czego dotyczy afera. Natsu to youtuberka i instragramerka. Na Instagramie obserwuje ją ponad 1,1 miliona osób. Na YouTube tworzy treści skierowane raczej do młodszego odbiorcy. Okazało się, że kilka lat temu pani Natalia, bo tak ma naprawdę na imię, zarabiała prowadząc pokazy erotyczne online, a teraz wypłynęły nagrania, na których pręży się w bieliźnie i bez niej. Oczywiście wybuchła wielka afera. Jedni stanęli murem za panią Natalią, twierdząc, że…

Kara za wierność

Chcę Wam opowiedzieć dzisiaj historie – zmyślone, ale takie, które często się przecież zdarzają. Nie chciałem używać do tekstu historii autentycznych, ale i te doskonale obrazują problem, o którym musiałem po prostu tu napisać. A musiałem napisać, inaczej bym się udusił, o tym, jak mój Kościół karze ludzi za wierność, choć sam do niej na każdym kroku przecież wzywa. Historia Pani Barbary Pani Barbara miała męża. Doczekali się dwójki dzieci. Dziś mają po kilka lat. Mąż pani Barbary, odszedł od niej i od dzieci, bo poznał inną, młodszą i atrakcyjną fizycznie, kobietę, w której się zakochał. Pani Barbara bardzo to przeżyła. Była jednak atrakcyjna, choć mąż tego nie dostrzegał. Podobała się mężczyznom. Początkowo po odejściu męża zwątpiła w swoją kobiecość, ale zainteresowanie innych mężczyzn poprawiało jej nastrój. Choć była osobą wierzącą, a z wiarołomnym mężem łączył ją sakrament małżeństwa, rzuciła się w wir romansów. Za każdym razem odczuwała wyrzuty sumienia.…

Kainowy grzech

Rozżalony, przepełniony smutkiem i zazdrością brat zabija brata. Kainowy grzech. Z niego wyrasta kainowe plemię. Niemal wszyscy znamy tę historię. Ta historia wydarzyła się w pierwszym pokoleniu po wygnaniu z raju – Kain i Abel są wszak synami Adama i Ewy. Niby tak dawna opowieść, ale jest głębsza i bliższa współczesności, niż chcielibyśmy pomyśleć. Mężczyzna zbliżył się do swej żony Ewy. A ona poczęła i urodziła Kaina, i rzekła: «Otrzymałam mężczyznę od Pana». A potem urodziła jeszcze Abla, jego brata. Abel był pasterzem trzód, a Kain uprawiał rolę. Gdy po niejakim czasie Kain składał dla Pana w ofierze płody roli, zaś Abel składał również pierwociny ze swej trzody i z ich tłuszczu, Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę; na Kaina zaś i na jego ofiarę nie chciał patrzeć. Smuciło to Kaina bardzo i chodził z ponurą twarzą. Pan zapytał Kaina: «Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest…

Czy takim mnie kochasz?

Obejrzałem niedawno wywiad z Agnieszką Chylińską. Całe to nagranie zawierające rozmowy z artystką przeprowadzone przez jej przyjaciół wgniotło mnie w fotel, jest – w moim odczuciu – przejmujące, bardzo osobiste i szczere. Znalazł się w nim jednak fragment, który szczególnie przykuł moją uwagę. Agnieszka Chylińska mówi Marcinowi Prokopowi: Jestem łajdakiem, który przychodzi do Pana Jezusa. Już nie jestem tą narysowaną przez siebie matką-Polką, która ma wszystko ułożone w szufladce, tylko ja przychodzę jako łobuz i mówię: Czy taką mnie kochasz? Czy taką mnie kochasz, kurwa? Czy to prawda, że właśnie taką będziesz mnie kochał? Właśnie taką? Niedobrą, egoistyczną, pojebaną, robiącą rzeczy złe, robiącą rzeczy podłe? Czy taką mnie pokochasz? I teraz ta modlitwa jest żarliwsza i myślę, że teraz ta modlitwa jest bardziej prawdziwa. Mogę tylko mieć nadzieję, że Agnieszka Chylińska zna odpowiedź na pytanie. A odpowiedź brzmi: Tak, własnie taką Pan Bóg cię kocha. To nie znaczy, że podoba…

Zbroja, która nie istnieje

Fajnie jest sobie pisać. Blog, podobnie jak dawniej papier, jest cierpliwy i wszystko przyjmie. Może dlatego autor bloga na ogół wydaje się taki doskonały. Nie piszę tu o sensacjach, o polityce – raczej rzadko, nie jestem specjalistą w jakiejś bardzo wąskiej dziedzinie. Większość tekstów dotyczy wiary, a z nią na ogół wiąże się moralność. Człowiek wierzący, a przy tym religijny, bo to przecież nie to samo, na ogół w oczach innych jawi się jako moralny. Ba! Sam gotów jest w to wierzyć… A to już jest stan podwyższonego ryzyka. Fajnie jest myśleć, że wiara i religijność tworzą pancerz, który nas chroni. Dałeś mi, Panie, zbroję; Dawny kuł płatnerz ją. W wielu pogięta bojach, Wielu ochrzczona krwią. W wykutej dla giganta Potykam się co krok, Bo jak sumienia szantaż Uciska lewy bok. Jacek Kaczmarski, Zbroja https://www.youtube.com/watch?v=paRSd5CsbmA Wydaje się, że religijne wskazania, prawo, zasady – to wszystko chroni i pomaga być przyzwoitym.…

Bóg, który strzela focha

“Ostatni raz u spowiedzi byłem… Obraziłem Pana Boga następującymi grzechami…” – każdy katolik zna tę regułkę na pamięć i – przynajmniej teoretycznie – powtarza ją wielokrotnie w swoim życiu. Utrwala sobie przy tym w głowie przedziwną wizję Pana Boga. Bóg jest miłością. Miłością absolutną. Taką, której nie jestem w stanie pojąć; której nie jestem w stanie sobie wyobrazić; której nie jestem w stanie poczuć; której nie jestem godzien. W każdej Mszy Świętej, tuż przed przyjęciem Eucharystii powtarzam za setnikiem z Kafarnaum (Łk 7, 1-10): “Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Bóg jest miłością. Nie ma chyba piękniejszej definicji miłości niż słowa św. Pawła Apostoła, zwane “Hymnem o miłości”, pochodzące z I Listu do Koryntian: Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz…

Wiara w nawrócenie grzesznika – o Jacku Międlarze i o. Grzegorzu Kramerze

Najdelikatniej ujmując, Jacek Międlar nie jest postacią z mojej bajki. Ceniony przeze mnie jezuita, o. Grzegorz Kramer SJ, napisał do Międlara drugi już publiczny list. Przeczytałem, obejrzałem video byłego samozwańczego duszpasterza narodowców i przyznam – mam mieszane uczucia. Powiedzieć o Jacku Międlarze, że się pogubił, to jak nic nie powiedzieć. Swoim postępowaniem doprowadził do zakazu wypowiedzi nałożonego przez zakonnych przełożonych. Zakazowi nie podporządkował się i kolejnymi wyskokami doprowadził do kary suspensy, czyli zawieszenia w uprawnieniach kapłańskich. Na tę karę zareagował opuszczeniem zakonu i zrzuceniem sutanny. Jego pełne nienawiści, jadu, ksenofobii występy w publikowanych na Youtube filmikach przerażają. Wiem, że nie to nie jest dobre, gdy czuje się obrzydzenie na myśl o innym człowieku, ale przyznaję ze wstydem, że to właśnie czuję, gdy słucham tego, co mówi Jacek Międlar. Obrzydzenie, ale połączone z litością. Litością, bo myślę sobie, że to musi być straszne – żyć z takim pokładem trucizny w sobie.…

Lekcja z grzechu

Są grzechy, które wracają do mnie notorycznie, czy też – by być uczciwym wobec siebie – do których ja wracam. Paradoksalnie, to one najwięcej uczą mnie o Panu Bogu i o mnie samym. Nie, nie napiszę tu, o jakie grzechy chodzi, wszak jesteśmy na blogu, a nie – w konfesjonale. Nie o tani ekshibicjonizm chodzi. Jeśli liczyłeś czy liczyłaś więc na publiczną spowiedź i jakieś ujawnione tu brudy, to spokojnie możesz przestać czytać. Te grzechy wracają do mnie mimo walki, którą z nimi toczę, raz bardziej skutecznej, raz zupełnie skuteczności pozbawionej. Wracają tak często i tak mocno, że od jednego ze spowiedników usłyszałem, iż są one de facto formą uzależnienia, która wyklucza dobrowolność. Przyjęcie tej tezy oznaczałoby, iż nie mieszczą się one w kategorii grzechu ciężkiego. Ten zaś musi wszak nie tylko dotyczyć materii ciężkiej, ale też być popełniony świadomie i w sposób wolny. Ja jednak, mimo sugestii owego spowiednika, nie tylko nadal uporczywie z tymi grzechami walczę, ale…

Barabasz, syn ojca – czyli idź do spowiedzi

Współcześni Panu Jezusowi Żydzi raz w roku udawali się do Jerozolimy, by tam obchodzić święto Pesach. Mniej więcej w tym samym momencie roku chrześcijanie masowo udają się do kościołów, żeby się wyspowiadać. Udałem się i ja. No, dobra, przyznaję: ja robię to częściej. Grzeszę wszak tyle, że raz w miesiącu to dla mnie minimum. Odkładałem to ciągle na później, aż do niemal ostatniej chwili, bo wciąż czułem, że jeszcze nie jestem do tego dobrze przygotowany. I tak właśnie było. W noc przed planowaną wyprawą do konfesjonału – wierzę, że nieprzypadkowo – trafiłem na jedną z dostępnych w sieci homilii biskupa Grzegorza Rysia (zamieszczam na końcu tekstu). Niezawodny biskup Grzegorz po raz kolejny poprzestawiał mi w głowie. Gdy Piłat próbował doprowadzić do uwolnienia Pana Jezusa, zaproponował Żydom dwóch więźniów, z których jednego, zgodnie z obyczajem, miał uwolnić. Jak wiadomo, wybrali uwolnienie Barabasza. W swojej homilii biskup zwraca uwagę na to, że…

Strzelisz! Zdławi cię strach!

Czy zabiłbym w obronie mojej rodziny? Tak. Czy byłbym z tego dumny? Nie. Czy strzeliłbym do człowieka, widząc, że trzyma rękę na detonatorze? Tak. Czy czułbym się grzesznikiem? Tak. Tak. Umiem posługiwać się bronią. Dawno tego nie robiłem, ale pamiętam, że nauka posługiwania się pistoletem, czy np. bronią gładkolufową, sprawiała mi sporo frajdy. I chyba nawet całkiem nieźle mi szło. Mam mamę, żonę, czwórkę dzieci. Zastanawiałem się w ostatnich dniach wiele razy, co zrobiłbym, gdybym miał broń i znalazł się w sytuacji, w której użycie tej broni mogłoby obronić moją rodzinę. Jasne, to tylko gdybanie, bo mogę tylko domyślać się, ale nie wiem, jak naprawdę zachowałbym się w takiej sytuacji. Jestem jednak przekonany, że postąpiłbym właśnie tak: strzeliłbym. Więcej: jestem przekonany, że nie miałbym momentu wątpliwości. Dla wielu ludzi, którzy nawet uczyli się strzelania, granica między tarczą strzelecką a mierzeniem do człowieka jest nie do przekroczenia. A jeśli nawet ją przekroczą,…

Navigate