dzień ojca

2 Posts Back Home

Dzień Ojca – pierwszy taki. Dzień kwoka.

Blogi w założeniu miały być pamiętnikami. Tak jakoś się jednak porobiło, że coraz częściej tekst pamiętnikowy uznawany jest na blogu za przejaw obciachu. A ja się obciachu nie boję, bo większego to już i tak sobie nie narobię. Dzień Ojca zaś jest dobrą okazją do tekstu pamiętnikowego. I taki właśnie, taki pamiętnikowy, będzie ten tekst. Nie mam zamiaru pisać dziś uniwersalnie. Chcę po prostu podzielić się tym, co dla mnie radosne i ważne. Bo właściwie – dlaczego nie? Jako dziecko obchodziłem oczywiście Dzień Ojca. Im lat bardziej mi przybywało, tym pewnie mniej, bo łatwym we współpracy nastolatkiem to ja nie byłem. Gdy miałem 15 lat, przestałem obchodzić. Po śmierci Taty nie miałem komu składać życzeń. Potem przyszedł czas, gdy teoretycznie to mi można było składać życzenia, ale nadal nie obchodziłem Dnia Ojca. A właściwie moje dzieci nie obchodziły, bo nie dawałem im do tego powodów. Niewiele mnie było w ich życiu. Zamiast to zmienić…

Dzień Ojca

Tak bardzo pamiętam ten jesienny dzień. Tak bardzo. Był wczesny poranek, piąta, może szósta rano, gdy do mojego pokoju weszła Mama i obudziła mnie, żeby mi powiedzieć: “Tata nie żyje”. Pamiętam jak dziś jej nienaturalnie kamienną twarz. Tak bardzo starała się nie rozsypać. Przecież wiedzieliśmy. Od lat wszyscy żyliśmy z myślą, że przyjdzie ten dzień. Choroba Taty towarzyszyła nam na co dzień. Oswoiliśmy ją na swój sposób. Ale, choćby nie wiem co, nie da się przygotować na ten dzień. Nie da się. Wydaje się, że człowiek rozumie, spodziewa się, że jest przygotowany, a kiedy przychodzi ten moment, wszystko to wali się się w mgnieniu oka. Pamiętam ten dzień jak przez mgłę, przed oczami mam ojca Jacka, dominikanina, z którym ubieraliśmy Tatę. Więcej nic. Następnych dni nie pamiętam w ogóle. Aż do pogrzebu. Nie pamiętam mszy, kazania, ważnych i wielkich słów mówionych nad grobem. Z pogrzebu zapamiętałem 3 rzeczy: Zapamiętałem moją klasę. Jeszcze nie zdążyliśmy się zżyć, początki…

Navigate