Syn Szawła – recenzja filmu

Jeżeli lubisz kino lekkie, łatwe i przyjemne, to ten film omijaj szerokim łukiem. Ten film jest ciężki, trudny i nieprzyjemny, ale równocześnie wart jest obejrzenia.

Kiedy oglądasz ten film, masz wrażenie, że niemal patrzysz oczami bohatera lub kogoś, kto stoi tuż za nim. Patrzysz tak, jak on patrzy – z perspektywy człowieka zgarbionego, ze spuszczonym wzrokiem. Reżyser świadomie wykorzystał tu specyficzny sposób prowadzenia kamery i budowania kadru, by właśnie taki efekt uzyskać. Kadry są wąskie, klaustrofobiczne, przygnębiające jak rzeczywistość, którą pokazują. Kamera wjeżdża wszędzie, razem z nią Twój wzrok zajrzy więc do pieca krematorium albo do komory gazowej.

Ten film śmierdzi. Cuchnie śmiercią, strachem, brudem, poniżeniem, bezradnością. Cuchnie palonymi ciałami, rozsypywanymi popiołami i gazem wpuszczanym do komór. I choć nie ma tu turpistycznej dosłowności, to i tak ani na chwilę nie da się odetchnąć. Kulminacją jest scena masowej egzekucji w dołach, która kojarzy się z Piekłem Hieronima Boscha.

Wszystko po to, by widz poczuł to, co czuli więźniowie – członkowie sonderkommando.

Nie będę streszczał fabuły. Mam zresztą wrażenie, że była ona tylko pretekstem do pokazania rzeczywistości obozu koncentracyjnego. To nie jest zadanie łatwe i wielu artystów kina na nim poległo. László Nemes, który tym filmem zadebiutował jako reżyser, poradził sobie z wyzwaniem.

Obejrzyj ten film, zasłużył na wszystkie nagrody, które otrzymał. Ale przygotuj się na to, że będzie Ci się potem śnił po nocach.

szorty-nie-zawsze-kulturalne

Navigate