Sprawiedliwie nie znaczy tak samo

Stanęliśmy przed nowymi rodzicielskimi wyzwaniami. Odnoszę wrażenie, że nasz młodszy syn zgotował nam rodzicielski horror. Choć przechodziliśmy podobną batalię ze starszym synem, to wiemy dokładnie tyle samo co wtedy – nic. Bo prawda jest taka, że nie ma uniwersalnej metody wychowawczej.

Jesteśmy skłonni przyjąć, że dzieci są różne, ale raczej na zasadzie, że dziecko koleżanki jest inne niż moje. Gdy chodzi o dzieci w obrębie tej samej rodziny, tych samych rodziców, na ogół patrzymy na dzieci jednakowo. Część ludzi dostrzega w tym sprawiedliwość, wszak wszystkie swoje dzieci wychowuje w ten sam sposób. Niby to jest traktowanie na równych zasadach. Ja w tym jednak dostrzegam wielką niesprawiedliwość, gdyż drugie, trzecie i kolejne dziecko nie jest wtedy traktowane jako odrębny człowiek z własnym charakterem i temperamentem, a jako kopia pierwszego dziecka. Mam dwie starsze siostry. Moja mama nauczona doświadczeniem z nimi nie dała mi szansy pokazać, że ze mną może być inaczej. Nie są to jakieś wielkie sprawy, ale do dziś to we mnie siedzi, bo zostałam potraktowana jak ktoś, kim nie jestem.

Pierwsze dziecko to na ogół metoda prób i błędów. To na nim uczymy się rodzicielstwa, to na nim testujemy różne metody wychowawcze. Rzecz w tym, że ono ani trochę nie przygotowuje nas na to, co zgotują nam kolejne nasze dzieci. Każde kolejne dziecko to kolejny człowiek do poznania, temperament do okiełznania, nowe problemy do rozwiązania. To, co działało lub nie działało przy pierwszym dziecku, niekoniecznie da taki sam skutek przy drugim.

Metodę wychowawczą powinniśmy dostosować do dziecka, a nie dziecko do metody wychowawczej. To jest sprawiedliwość, a nie traktowanie wszystkich pod linijkę. Naprawdę nie rozumiem, jak można z dumą powiedzieć, że wszystkie dzieci wychowuje się tak samo, bo jest się sprawiedliwym rodzicem.

Nie twierdzę, że każde kolejne dziecko niczego nas nie uczy i wciąż jesteśmy tak samo ciemną masą jak przy pierwszym. Mnie moje dzieci nauczyły m,in. właśnie tego, że, choćbym miała jeszcze piątkę dzieci, to stanę w takim momencie mojego macierzyństwa, że rozłożę z bezradności ręce, bo nie będę wiedziała, co robić. Nauczyły mnie też tego, że przy dobrych wiatrach szybko te problemy miną i trzeba to przeczekać, jednocześnie starając się być najlepszym rodzicem, jakim potrafię. Nauczyły mnie, że bez względu na ilość dzieci przez rodzicielstwo nie przejdzie się bez robienia błędów.

Autor

Navigate