społeczeństwo

W końcu zostaną puste kościoły…

Wielu księży wypowiada się ostatnio na temat protestów w ramach Strajku Kobiet, budując narrację, że oto tu my, chrześcijanie, a tam – pogaństwo. To wygodna narracja, ale fałszywa. Wśród tych, którzy protestują, nie wszyscy domagają się aborcji na żądanie, ale nawet wśród tych najbardziej radykalnych, większość to zapewne osoby ochrzczone. Ci młodzi ludzie, którzy na ulicach krzyczą, że Kościół, biskupi, kler – wszyscy mają wypierdalać, jako oseski zostali ochrzczeni, jako dzieci przystąpili do I Komunii Świętej, a ci starsi – jako nastolatki byli też bierzmowani. A zdecydowana większość z nich przeszła cały proces szkolnej katechezy. To co najmniej 12 lat nauki religii. Według badań IPSOS, prowadzonych od 2016 do 2018 roku, ok. 40 procent Polaków opowiadało się za pozostawieniem ustawy antyaborcyjnej bez zmian, ok. 30 procent chciało jej złagodzenia, a tylko kilkanaście procent opowiadało się za jej zaostrzeniem, czego domagali się hierarchowie i ściślej lub luźniej powiązane z Kościołem tzw.…

Nie potrzebuję twojej obrony, panie Kaczyński

Dla tych, którzy mnie znają, choćby z tekstów, nie jest niespodzianką ani tajemnicą, że z obecnymi protestami kobiet nie jest mi po drodze. Nie będę jednak wdawał się teraz w dyskusję o aborcji, bo nie o tym ma być ten tekst. Obejrzałem wczoraj “orędzie” Jarosława Kaczyńskiego opublikowane na oficjalnym profilu jego partii: https://www.youtube.com/watch?v=RJFpNxPr81M A potem obejrzałem sobie jeszcze wystąpienie prezesa w Sejmie: https://www.youtube.com/watch?v=Zchtx9MS5lk Nigdy nie wątpiłem, że nie ma takich granic obrzydliwości, których politycy nie są w stanie przekroczyć. Nigdy nie wątpiłem też, że spośród nich pan prezes ma w tej kwestii wyjątkowe zdolności. Ale nie o polityce chciałem pisać. Kościół to nie tylko panowie biskupi, którzy uprawiają mowę trawę, uwikłani w sojusze z rządzącymi, niezależnie od tego, która partia akurat jest przy władzy. Kościół to też ja. To Ty, jeśli wierzysz. My wszyscy, którzy jesteśmy katolikami, tworzymy Kościół. Biskupi powinni być naszymi przewodnikami, choć niestety chyba z tej akurat…

Kuszący urok baniek

Wiele mówi się o tym, że internetowe algorytmy, czy to wyszukiwarek, czy serwisów społecznościowych zamykają nas w bańkach. Docieramy do informacji, które nam pasują, stykamy się z ludźmi podobnymi do nas. Algorytmy wiedzą, jakie media czytamy, co lubimy, są w stanie nas profilować pod kątem zainteresowań, upodobań, wyznania, poglądów politycznych i w zależności do tego dobierają treści, które nam serwują. W gruncie rzeczy wcale nie muszą jednak tego robić, bo my sami mamy skłonność, by tworzyć bańki wokół siebie. Sami otaczamy się ludźmi podobnymi do nas, czytamy autorów, z którymi się zgadzamy. Jak mawiał klasyk w filmie “Rejs”: “Ja, proszę pana, najbardziej lubię te piosenki, co to ja je już znam”. Odkąd sięgam pamięcią, starałem się funkcjonować inaczej – unikając zamykania się w bańce. Nie muszę z kimś we wszystkim się zgadzać, żeby go lubić i szanować. Możemy unikać drażliwych tematów. I tu nie chodzi o jakieś tchórzostwo, ale o…

Jak ja nie cierpię rowerzystów

Nie cierpię rowerzystów. Nie jestem kierowcą – nie tylko nie posiadam samochodu, ale nawet nie mam prawa jazdy. Od dawna nie mam też skutera. A mimo to, nawet jako pieszy, rowerzystów po prostu nie znoszę. Czuję się jak kot Klakier, powtarzając niemal codziennie: Jak ja nie cierpię rowerzystów. Jasne, zdaję sobie sprawę, że nie brakuje głupich kierowców i równie jak oni głupich pieszych, a i wśród skuterowców czy motocyklistów bez problemu znajdzie się sporo kretynów. A mimo to jakoś wyjątkową niechęcią darzę rowerzystów. Sami sobie zapracowali. Przepis mówi jasno, że przez przejście dla pieszych na rowerze można przejechać tylko wtedy, gdy jest na nim ścieżka rowerowa. Jeżeli ścieżki nie ma, należy zsiąść z roweru i przeprowadzić go przez ulicę. Wydawałoby się, że to jest coś, co można łatwo ogarnąć rozumem i pamięcią, a jeszcze łatwiej – zastosować. Gdzieżby tam! Notorycznie widzę na pasach rozpędzonych ludzi na rowerach, którzy manewrują między…

Sędzia kalosz

Nie jestem miłośnikiem tak zwanego społecznego poczucia sprawiedliwości. Kiedy więc przeczytałem pierwsze wyrazy oburzenia na decyzję wrocławskiego sądu apelacyjnego, odruchowo zareagowałem z dystansem. Ale potem poznałem szczegóły sprawy i wtedy się wkurzyłem. Zacznijmy od samej historii. 14-letnia dziewczynka pojechała do rodziny na święta. Ze względu na brak miejsca rodzina postanowiła położyć ją i jej 26-letniego kuzyna w jednym łóżku. Kuzyn wrócił do domu późno w nocy mocno pijany. Położył się obok dziewczynki, zaczął się do niej dobierać, ta się opierała, ale on i tak odbył z nią stosunek. Potem ponoć “nawet” przeprosił ją za to w wiadomości wysłanej przez komunikator internetowy, ale w trakcie procesu twierdził, że to nie on napisał tę wiadomość. Sąd okręgowy skazał mężczyznę na 3 lata pozbawienia wolności. Sąd apelacyjny zmienił ten wyrok i to ta decyzja wywołała oburzenie. Sąd apelacyjny potwierdził, że doszło do obcowania płciowego z małoletnią poniżej lat 15, ale uznał, że nie…

Prezydent co się DJom nie kłaniał

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski bawił się na urodzinach znajomej i wyszła z tego gruba afera. Afera jest mocno dęta, ale Trzaskowski sam jest sobie winien. Ale po kolei. W sobotni wieczór urzędujący prezydent Warszawy i niedoszły prezydent Polski, nadzieja opozycji, czyli Rafał Trzaskowski poszedł ze znajomymi do modnego klubu nad Wisłą, aby świętować urodziny znajomej. Bawiącej się grupce nie odpowiadała muzyka, którą grał w klubie DJ, chcieli czegoś bardziej tanecznego, np. funku i prosili DJ o zmianę. Wśród proszących był prezydent, który jako argumentu użył m.in. tego, że “to jednak jego miasto”. Nagranie z tego zajścia trafiło do sieci i wywołało burzę. https://www.youtube.com/watch?v=4ZRThnrIqqY Powiedzmy sobie szczerze: Mamy w Polsce i w samej Warszawie naprawdę większe problemy niż to, do jakiej muzyki lubi tańczyć pan prezydent. Zdarzenie jest w gruncie rzeczy błahe i robienie z tego wielkiej afery jest przejawem zidiocenia mediów, polityków i opinii publicznej, ale… tylko do pewnego stopnia.…

Dlaczego rodzi się za mało dzieci

Gdy wprowadzano program Rodzina 500+, politycy mówili, że ma on służyć zwiększeniu dzietności. Ale to nie zadziałało. Nie mogło, bo problem nie leży wcale w pieniądzach. Niedawno jedna z posłanek udostępniła wykres pokazujący tzw. współczynnik dzietności, czyli liczbę zgonów i narodzin. Wynika z niego jasno, że pieniądze, jakie rodziny dostają w ramach 500+ wcale nie zmieniły niekorzystnego trendu demograficznego: Powiedzmy sobie jasno: Politycy zabiegają o to, by rodziło się więcej dzieci, ale nie dlatego, że tak bardzo kochają malutkich ludzi. Chodzi oczywiście o pieniądze, bo, jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to zawsze chodzi właśnie o nie. Konkretniej rzecz ujmując, chodzi o to, że im mniej rodzi się dzieci, tym bardziej przybliża się załamanie systemu emerytalnego. Żyjemy coraz dłużej, więc coraz dłużej pobieramy emerytury, a skoro rodzi się coraz mniej dzieci, to będzie coraz mniej ludzi w tzw. wieku produkcyjnym, czyli płacących składki na ubezpieczenia społeczne. W efekcie prędzej czy…

Jaki naród, tacy politycy

Politycy to egoistyczne i głupie świnie, które myślą tylko o tym, żeby dorwać się do koryta i nachapać. Pod takim zdaniem podpisałoby się zapewne sporo czytelników, a może nawet i większość z nich. Nie wiem, czy wszyscy politycy, ale pewnie spora ich część, a nawet zdecydowana większość, rzeczywiście pasuje do tego opisu. Bez względu na to, która partia rządzi, obserwujemy podobne zjawiska: zatrudnianie swoich bez względu na kompetencje, ciągnięcie do siebie, pazerność, korupcję. Jedni robią to w białych rękawiczkach, inni bez skrępowania. Skupieni na swoich gierkach, walce o władzę, wpływy, pieniądze, a nie na rozwiązywaniu problemów państwa i obywateli. To, co piszę, to banał, truizm – wszyscy to wiemy. A jednak nic się nie zmienia. Z jednej strony oczywiście polityka degeneruje. Gdy jeszcze bywałem w naszym parlamencie, jako dziennikarz czy działacz społeczny, obserwowałem wiele razy podobny scenariusz: Pojawiał się ktoś nowy, idealista, pracowity, kto chciał coś naprawdę zdziałać. Żeby przeforsować jakąś…

Strach się bać

Niedawno Magda poszła do fryzjera z planem ufarbowania włosów. Do tej pory lubiła bawić się szalonymi kolorami. Tym razem poprosiłem ją, by szaleństwa sobie odpuściła. Codziennie czytam bowiem o przypadkach ataków, również pobić, osób z kolorowymi włosami czy ubraniami, z elementami tęczowymi w ubiorze. A to ktoś napisał na ścianie budynku, wskazując na konkretne okno “tu mieszkają pedały”, a to ktoś pobił homoseksualistów pod ich domem. A to jakaś pani zrobiła awanturę w autobusie drugiej pani, bo jej córka ma tęczową spinkę do włosów. A to ktoś zelżył dziewczyny za tęczowe torby, a inne pobił za różowe włosy. Wiadomo, jak każda lesbijka ma różowe włosy i każdy, kto ma różowe włosy, jest lesbijką. Uczą tego na uniwersytetach. Ta agresja nie bierze się znikąd. A to gminy uchwalają, że są strefami wolnymi od LGBT, a to radny domaga się zmiany nazwy żłobka, bo “tęczowy zakątek” kojarzy mu się – no, pewnie…

Ale śmieszne: baba go bije!

Na polskim Tik Toku popularny jest ostatnio pewien trend, czyli kolejne osoby nagrywają filmiki według tego samego scenariusza. Filmiki, co ważne, mają w założeniu charakter żartobliwy. Oto siedzi mężczyzna z podbitym okiem, za nim stoi żona z wałkiem lub innym przedmiotem, który nadaje się do bicia i toczą następujący dialog: – Jakie leczo zrobiłam? – Dobre. – Jakie leczo zrobiłam? – Wyśmienite. – A co powiesz w pracy? – Że się przewróciłem. – Zuch chłopak. Zresztą, obejrzyjcie sami przykładowy filmik: https://www.youtube.com/watch?v=t79GSDnGN_U Jak to mówią, uśmiałem się jak norka, a śmiechom nie było końca. A teraz wyobraźmy sobie zamianę ról – to kobieta ma podbite oko, a mężczyzna pyta ją, co powie w pracy. Czy reakcja byłaby taka sama? Śmiem twierdzić, że nie. Podniósłby się krzyk, że to są żarty z przemocy w rodzinie, jej wyszydzanie, lekceważenie, relatywizowanie, a może nawet i gloryfikowanie. I byłby to krzyk ze wszech miar słuszny,…

Navigate