Słowo ma siłę – 21.03.2015

Dzisiejsza Liturgia Słowa jest dla mnie inspiracją do napisania osobnego tekstu. Z jednej strony wszak mamy Pana Boga miłosiernego, z drugiej – pałającego gniewem.

(Jr 11,18-20): Pan mnie pouczył i dowiedziałem się; wtedy przejrzałem ich postępki. Ja zaś jak potulny baranek, którego prowadzą na zabicie, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany: Zniszczmy drzewo wraz z jego mocą, zgładźmy go z ziemi żyjących, a jego imienia niech już nikt nie wspomina! Lecz Pan Zastępów jest sprawiedliwym sędzią, bada nerki i serce. Chciałbym zobaczyć Twoją zemstę nad nimi, albowiem Tobie powierzam moją sprawę.

No, dobra. Przyznaję. Mam z tym tekstem problem. I już nawet nie chodzi o pytanie, dlaczego akurat nerki. Problem mam z ostatnim zdaniem: “Chciałbym zobaczyć Twoją zemstę nad nimi, albowiem Tobie powierzam moją sprawę.” O ile zrozumiałe jest dla mnie zawierzenie swojej sprawy, swoje życia Panu Bogu, to z tą zemstą mam kłopot. Trochę to brzmi, jakby prorok podjudzał Pana Boga. I to do zemsty. Na szczęście, i to prostuje moje myślenie, po prorokach przyszedł Zbawiciel i wskazał jasno, by nadstawić drugi policzek, a wybaczać nie siedem, lecz siedemdziesiąt siedem razy.

(Ps 7,2-3.9bc-12): Panie, mój Boże, Tobie zaufałem

Panie, Boże mój, do Ciebie się uciekam,
wybaw mnie i uwolnij od wszystkich prześladowców,
zanim jak lew ktoś nie porwie i nie rozszarpie mej duszy,
gdy zabraknie wybawcy.

Panie, przyznaj mi słuszność według mej sprawiedliwości
i niewinności, która jest we mnie.
Niech ustanie nieprawość występnych, a sprawiedliwego umocnij:
Boże sprawiedliwy, który przenikasz serca i sumienia.

Bóg jest dla mnie tarczą,
co zbawia ludzi prostego serca.
Bóg sędzia sprawiedliwy,
Bóg codziennie pałający gniewem.

Bardzo często mi samemu wydaje się, że jestem silny. Pewnie jestem. Ważne tylko, by właściwie ustalić źródło tej siły. To nie jest moja siła. Sam z siebie jestem słaby. Silny staję się wtedy, gdy zaufam Panu Bogu.

Kim może być ten ktoś, kto “jak lew porwie i rozszarpie moją duszy, gdy zabraknie wybawcy”? Odpowiedź nasuwa się sama. Nieraz próbuję iść ze złym na czołowe zderzenie i wydaje mi się, że wygram. Sam na pewno nie. Wygrywam, gdy “Bóg jest dla mnie tarczą”.

Psalm kończą słowa: “Bóg codziennie pałający gniewem”. Tu się zatrzymałem znów. No, bo, jakże to? Piszę tu ciągle o miłosierdziu, że Pan Bóg jest miłosierny, że kocha. A tu łup! Pałający gniewem. Ale to temat na osobny tekst. I obiecuję, że ten tekst niedługo powstanie.

(J 7,40-53): Wśród słuchających Go tłumów odezwały się głosy: Ten prawdziwie jest prorokiem. Inni mówili: To jest Mesjasz. Ale – mówili drudzy – czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem? I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie odważył się podnieść na Niego ręki. Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszów, a ci rzekli do nich: Czemuście Go nie pojmali? Strażnicy odpowiedzieli: Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia. Odpowiedzieli im faryzeusze: Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty. Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha, i zbada, co czyni? Odpowiedzieli mu: Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei. I rozeszli się – każdy do swego domu.

Skąd przychodzisz? To dobre pytanie. Tylko odpowiedź nie zawsze jest oczywista. Pierwszy poziom to ewidentny błąd przeciwników Jezusa. Wiedzieli, że pochodzi on z Galilei. Nie wiedzieli jednak, iż urodził się w Betlejem, czyli tam, gdzie zgodnie z zapowiedziami miał narodzić się Mesjasz. Nie wiedzieli też, że pochodzi z rodu Dawida. Drugi poziom to niewiedza o tym źródle, które jest najważniejsze. Najważniejsze nie jest wszak to, gdzie urodził się Pan Jezus, ale to, Kto Go posłał. Tego pytania faryzeusze nawet sobie nie zadali. Trzeci poziom to fakt, że odpowiedź na pytanie Skąd przychodzisz? wcale ich interesowała. Oni szukali pretekstu. A gdy się chce kogoś uderzyć, to kij zawsze się znajdzie.

 

Navigate