Słowo ma siłę – 15.04.2015

Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, ale, odkąd jest ten cykl, każda codzienna Liturgia Słowa przynosi przesłanie optymistyczne. Bo Pan Bóg, który mnie kocha, przychodzi z miłością, czyli z optymizmem.

(Dz 5,17-26): Wówczas arcykapłan i wszyscy jego zwolennicy, należący do stronnictwa saduceuszów, pełni zazdrości zatrzymali Apostołów i wtrącili ich do publicznego więzienia. Ale w nocy anioł Pański otworzył bramy więzienia i wyprowadziwszy ich powiedział: Idźcie i głoście w świątyni ludowi wszystkie słowa tego życia! Usłyszawszy to weszli o świcie do świątyni i nauczali. Tymczasem arcykapłan i jego stronnicy zwołali Sanhedryn i całą starszyznę synów Izraela. Posłali do więzienia, aby ich przyprowadzono. Lecz kiedy słudzy przyszli, nie znaleźli ich w więzieniu. Powrócili więc i oznajmili: Znaleźliśmy więzienie bardzo starannie zamknięte i strażników stojących przed drzwiami. Po otwarciu jednak nie znaleźliśmy wewnątrz nikogo. Kiedy dowódca straży świątynnej i arcykapłani usłyszeli te słowa, nie mogli pojąć, co się z nimi stało. Wtem nadszedł ktoś i oznajmił im: Ci ludzie, których wtrąciliście do więzienia, znajdują się w świątyni i nauczają lud. Wtedy dowódca straży poszedł ze sługami i przyprowadził ich, ale bez użycia siły, bo obawiali się ludu, by ich samych nie ukamienował.

Zawsze twierdziłem, że Pan Bóg ma poczucie humoru, czego zresztą najlepszym dowodem są jamnik i baset. Wyobrażacie sobie miny strażników i kapłanów? Wtrącili do więzienia, drzwi starannie zamknięte, a więźniów nie ma. No, dobrze. Ale nie dość, że ich nie ma, to jeszcze spokojnie chodzą po mieście i dalej nauczają. Nietęgie musieli mieć miny kapłani. I zdecydowanie nie było im do śmiechu.

Problem z kapłanami polegał na tym, że zupełnie odeszli od tego, co Pana Boga i skupili się na tym, co ludzkie. Zakładając złą wolę: na swojej pozycji. Zakładając wolę dobrą: na bezpieczeństwie ludu znajdującego się pod okupacją. Być może obawiali się, nie rozumiejąc nauczania najpierw tego od Pana Jezusa, potem tego od apostołów, obawiali się, że rosnąca w siłę grupą podburzy lud do powstania i poleje się krew? Patrzyli na to z perspektywy zamysłów ludzkich, a nie – Bożego planu. Brak odwagi to wielki problem kapłana. A drugi – rutyna. Trzeci zaś – skupienie na sobie, a nie na Panu Bogu. To przytrafiło się żydowskim kapłanom.

(Ps 34,2-9): Biedak zawołał i Pan go wysłuchał

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Wysławiajcie razem ze mną Pana,
wspólnie wywyższajmy Jego imię.
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
i wyzwolił od wszelkiej trwogi.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
aby ich ocalić.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

“Jak trwoga to do Boga” – mówimy czasem, opisując pewną postawę. Dodajmy: opisując krytycznie. Można by zadać pytanie: A właściwie do kogo, jeśli nie do Pana Boga, ma iść człowiek, gdy się trwoży? Do kogo, jeśli nie do Pana Boga, ma zwracać się w potrzebie? Komu ma powierzać swoje problemy, jeśli nie Panu Bogu właśnie?

Oczywiście to “jak trwoga to do Boga” opisuję postawę, w której do Pana Boga zwracamy się tylko w sytuacjach trudnych, a na co dzień Go lekceważymy.

Byłem dzieciakiem, no, nastolatkiem, bo miałem 14 lat, gdy umarł mój Tata. Wierzę, że patrzy na mnie z góry, że czuwa nade mną. Ale jednocześnie nieustająco zachwyca mnie, i lubię się tym zachwytem dzielić z innymi, to, że mam też takiego Ojca, że mogę zawsze od Niego przyjść, a On zawsze ma dla mnie czas.

(J 3,16-21): Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.

Lubimy sądzić. Lubimy potępiać. Wydawać wyroki. Wykonywać je. Ludzie korzystający aktywnie z internetu wiedzą to szczególnie dobrze. Internet nie wybacza, nie zapomina. Internet zawsze gotowy do linczu. Można rzec, że to takie ludzkie, ale wierzę, że człowiek jest zdolny do wielkości, a to jest takie małe.

Pan Bóg nie chce zaś potępiać. Chce zbawić. Jak rodzic, który, nawet, gdy wyciąga wobec swojego dziecka konsekwencje za złe uczynki, to robi to z bólem, po to, by pomóc w zmianie. Pan Bóg chce nas zmieniać na lepsze. Chce, byśmy, gdy przyjdzie czas sądu, nie musieli bać się światła.

Navigate