Słowo ma siłę – 08.04.2015

Bardzo lubię opowieść o spotkaniu w drodze do Emmaus. Dziś pisałem tekst (niedługo się ukaże), w którym pojawia się wątek rozpoznawania dobra. I oto odpowiedź: historia uczniów, którzy dobro znali, ale Go nie rozpoznali.

(Dz 3,1-10): Gdy Piotr i Jan wchodzili do świątyni na modlitwę o godzinie dziewiątej, wnoszono właśnie pewnego człowieka, chromego od urodzenia. Kładziono go codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby wstępujących do świątyni, prosił o jałmużnę. Ten zobaczywszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił ich o jałmużnę. Lecz Piotr wraz z Janem przypatrzywszy się mu powiedział: Spójrz na nas. A on patrzył na nich oczekując od nich jałmużny. Nie mam srebra ani złota – powiedział Piotr – ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź! I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go. A on natychmiast odzyskał władzę w nogach i stopach. Zerwał się i stanął na nogach, i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga. A cały lud zobaczył go chodzącego i chwalącego Boga. I rozpoznawali w nim tego człowieka, który siadał przy Pięknej Bramie świątyni, aby żebrać, i ogarnęło ich zdumienie i zachwyt z powodu tego, co go spotkało.

Czasem nie wiemy, o co prosić. Prosimy Pana Boga o rybę, zamiast prosić o wędkę. Pan Bóg jednak lepiej wie, czego tak naprawdę na potrzeba. Człowiek z tej opowieści przywykł do swojej choroby i swojego losu. Nie przyszło mu nawet do głowy, tak jak i nam czasem nie przychodzi, że ten los mógłby się zmienić. Prosił więc o to, co wydawało mu się realne. Skoro nie mógł wyzdrowieć, musiał żebrać. Nie pomyślał nawet o tym, że mógłby nie musieć żebrać.

Myślę sobie, że bardzo często w pierwszym odruchu, gdy nie dostajemy tego, czego chcemy, złościmy się. Prosiliśmy o coś, a ten ktoś nam odmawia i mówi: “mogę dać coś innego”. Nie tego innego chcieliśmy. Nie zawsze umiemy skakać i wielbić Boga.

Swoją drogą, uwielbienie przez skakanie budzi mój zachwyt. Wielbić Boga to być radosnym. To szalona radość. My zaś często jesteśmy sztywni, napuszeni i poważni. A ja sobie tak myślę, że właśnie fajnie jest poskakać dla Pana Boga.

(Ps 105,1-4.8-9): Pełna jest ziemia łaskawości Pana

Sławcie Pana, wzywajcie Jego imienia,
głoście Jego dzieła wśród narodów.
Śpiewajcie i grajcie Mu psalmy,
rozsławiajcie wszystkie Jego cuda.

Szczyćcie się Jego świętym imieniem,
niech się weseli serce szukających Pana.
Rozważajcie o Panu i Jego potędze,
zawsze szukajcie Jego oblicza.

Na wieki On pamięta o swoim przymierzu,
obietnicy danej tysiącu pokoleń,
o przymierzu, które zawarł z Abrahamem,
i przysiędze danej Izaakowi.

Psalmista potwierdza właściwie to, co pisałem wcześniej. Mamy śpiewać Panu Bogu. No, dobrze, ja może nie, bo to by chyba obrażało. Mamy grać Psalmy (polecam – nagrywałem w ramach projektu Dismas). Mamy być dumni z tego, że w Niego wierzymy, że z Nim rozmawiamy, że doświadczamy Jego łaski i mamy tę dumę głosić.

Nie chodzi tu o puste pajacowanie. Tej radości, skakaniu, graniu i śpiewaniu ma towarzyszyć rozważanie, świadomość Jego potęgi i ciągłe, nieustające, mozolne szukanie Jego oblicza.

(Łk 24,13-35): W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało. Zapytał ich: Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli. Na to On rzekł do nich: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały? I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Można oczywiście napisać tu elaborat. I niejeden taki powstał. Ale ja mam krótką, podwójną myśl na dzisiaj:

  1. Jakże łatwo jest nie rozpoznać Jezusa…
  2. Rozpoznać można Go w Eucharystii.

Po cóż więcej się wymądrzać.

Navigate