Sędzia kalosz

Nie jestem miłośnikiem tak zwanego społecznego poczucia sprawiedliwości. Kiedy więc przeczytałem pierwsze wyrazy oburzenia na decyzję wrocławskiego sądu apelacyjnego, odruchowo zareagowałem z dystansem. Ale potem poznałem szczegóły sprawy i wtedy się wkurzyłem.

Zacznijmy od samej historii.

14-letnia dziewczynka pojechała do rodziny na święta. Ze względu na brak miejsca rodzina postanowiła położyć ją i jej 26-letniego kuzyna w jednym łóżku. Kuzyn wrócił do domu późno w nocy mocno pijany. Położył się obok dziewczynki, zaczął się do niej dobierać, ta się opierała, ale on i tak odbył z nią stosunek. Potem ponoć “nawet” przeprosił ją za to w wiadomości wysłanej przez komunikator internetowy, ale w trakcie procesu twierdził, że to nie on napisał tę wiadomość.

Sąd okręgowy skazał mężczyznę na 3 lata pozbawienia wolności. Sąd apelacyjny zmienił ten wyrok i to ta decyzja wywołała oburzenie.

Sąd apelacyjny potwierdził, że doszło do obcowania płciowego z małoletnią poniżej lat 15, ale uznał, że nie było to zgwałcenie, bo – jak napisał sąd w uzasadnieniu – “dziewczyna nie krzyczała”. Na tej podstawie sąd apelacyjny uznał, że nie doszło do zgwałcenia, czyli czynu, o którym mówi art. 197. §3. Kodeksu karnego:

Art. 197. § 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego,
podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.
§ 2. Jeżeli sprawca, w sposób określony w § 1, doprowadza inną osobę do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności,
podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
§ 3. Jeżeli sprawca dopuszcza się zgwałcenia:

  1. wspólnie z inną osobą,
  2. wobec małoletniego poniżej lat 15,
  3. wobec wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposabiającego, brata lub siostry,

podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.
§ 4. Jeżeli sprawca czynu określonego w §1-3 działa ze szczególnym okrucieństwem,
podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5.

Sąd odrzucił argumenty obrony, która domagała się uniewinnienia, kwestionując w ogóle sam fakt popełnienia przestępstwa. Przyjmując, że oskarżony odbył stosunek seksualny z czternastolatką, sąd zmienił kwalifikację prawną czynu na Art 200. § 1.:

Art. 200. § 1. Kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadza ją do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania,
podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

Sąd apelacyjny postanowił jednak zmniejszyć karę z 3 lat bezwzględnego pozbawienia wolności na 1 rok w zawieszeniu. Kodeks karny przewiduje, że za ten czyn grozi kara co najmniej 2 lat więzienia, ale sąd postanowił skorzystać z możliwości nadzwyczajnego złagodzenia kary. Prawo wskazuje, kiedy sąd może podjąć taką decyzję:

Kodeks karny Art. 60. § 2. Sąd może również zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary w szczególnie uzasadnionych wypadkach, kiedy nawet najniższa kara przewidziana za przestępstwo byłaby niewspółmiernie surowa, w szczególności:

  1. jeżeli pokrzywdzony pojednał się ze sprawcą, szkoda została naprawiona albo pokrzywdzony i sprawca uzgodnili sposób naprawienia szkody,
  2. ze względu na postawę sprawcy, zwłaszcza gdy czynił starania o naprawienie szkody lub o jej zapobieżenie,
  3. jeżeli sprawca przestępstwa nieumyślnego lub jego najbliższy poniósł poważny uszczerbek w związku z popełnionym przestępstwem

Czy tu doszło do pojednania, naprawienia szkody lub uzgodnienia sposobu jej naprawienia? Raczej nie, skoro sprawca zaprzecza samemu faktowi odbycia stosunku. W związku z tym trudno też mówić o czynieniu starań o naprawienie szkody. Przesłankę poważnego uszczerbku sprawcy pominę litościwym milczeniem.

Sąd nadzwyczajne złagodzenie kary uzasadnił tym, że ofiara niedługo po zdarzeniu skończyła 15 rok życia, po którym czyn ten nie byłby już karalny, a także tym, że ofiara dopiero po kilku miesiącach zawiadomiła o przestępstwie.

Zacznijmy więc od tego, że to nie są przesłanki do nadzwyczajnego złagodzenia kary, czyli orzeczenia kary poniżej dolnego progu wskazanego w Kodeksie karnym.

Argument, że dziewczynka niedługo potem skończyła 15 lat, jest po prostu idiotyczny. Ważny jest jej wiek w momencie zdarzenia. Nawet gdyby doszło do niego na dzień przed urodzinami, to niczego nie powinno to zmieniać. Jest określona w prawie granica 15 roku życia i tego sąd ma się trzymać. Nie mam pojęcia, o czym miałoby świadczyć to, że dziewczynka zgłosiła sprawę po kilku miesiącach. Że może jednak chciała? No, w końcu zdaniem sądu nie krzyczała. A może to opóźnienie pozbawia oskarżenie wiarygodności? Jeśli tak, to sąd powinien oskarżonego uniewinnić.

Mamy więc oto pijanego 26-letniego mężczyznę, który odbywa stosunek seksualny z 14-letnią kuzynką, wbrew jej woli. Sąd apelacyjny uznaje, że nie był to gwałt, bo dziewczynka nie krzyczała. Definiuje to jako czyn pedofilny i nadzwyczajnie łagodzi karę, choć sprawca nie tylko nie naprawia szkody, nie okazuje skruchy, ale w ogóle zaprzecza zdarzeniu.

Tu nie chodzi naprawdę o społeczne poczucie sprawiedliwości, bo opinia publiczna niemal zawsze oczekuje od sądu jak najsurowszych wyroków, a sąd czasem musi podjąć decyzję wbrew tym oczekiwaniom. Tu chodzi o to, że ten wyrok to obraza dla rozumu i logiki. Sędzia, który wydaje taki wyrok, kompromituje się nie tylko jako sędzia, jako prawnik, ale też jako człowiek. Co gorsza: kompromituje też wymiar sprawiedliwości.

Z jednej strony niezawisłość sędziowska jest czymś niezmiernie istotnym. Z drugiej jednak trudno nie dostrzec absurdu w tym, że łatwiej ukarać sędziego za wykroczenie drogowe niż za wydawanie niesprawiedliwych wyroków.

Sędzia pierwszej instancji podlega pod względem orzecznictwa ocenie. Od jego wyroku można wszak się odwołać. Tu mamy jednak do czynienia z sędzią apelacyjnym, czyli właśnie tym, który dokonuje oceny sądu pierwszej instancji. I to nie jest taki byle jaki sędzia. Warunkiem powołania na sędziego apelacyjnego jest posiadanie dziesięcioletniego doświadczenia w orzekaniu.

Prokuratura, która oskarżała w tej sprawie, zgadza się z wyrokiem sądu apelacyjnego. Mam oczywiście nadzieję, że nie zgodzi się z nim Prokurator Generalny i wykorzysta swoje uprawnienia, składając w tej sprawie skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Nie tylko sam wyrok bowiem, ale jeszcze bardziej jego uzasadnienie są bowiem po prostu oburzająco niesprawiedliwe.

Gdy czytam takie historie, a to przecież nie jest ani pierwsza, ani ostatnia tego typu sytuacja, trudno mi wierzyć w wymiar sprawiedliwości. Nie dziwię się też, że ludzie nie chcą bronić sądów przed zakusami polityków. Trudno nie dostrzec, że jest coś nie tak z sądami, skoro wydają tak niesprawiedliwe wyroki.

I ja nie wiem, jak to równoważyć, jak to rozwiązać, ale mam takie poczucie, że to nie może być tak, że sędzia nie podlega ocenie za to, jakie wydaje wyroki. Przecież to jest właśnie sedno jego pracy. Skoro za tę pracę mu płacimy, to mamy prawo go za nią oceniać. I myślę sobie, że potrzebny jest sensowny mechanizm takiej oceny. Mądrzejsi ode mnie są na pewno w stanie wymyślić, jak to zrobić, by nie podważać niezawisłości sądów.

W demokracji mamy trójpodział władzy: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Te władze mają się równoważyć i kontrolować. Problem w tym, że władza sądownicza wyrwała się całkowicie z tego mechanizmu. A ona też powinna podlegać zasadzie “checz & balance”.

Autor

Navigate