Rodzina

Jak uśpić dziecko? Pobłogosław je!

Gdy chłopcy byli u mnie, dotarło do mnie, że bardzo tęsknię za codziennym mówieniem im “dobranoc”, które w naszym przypadku zamieniło się w cały, dość rozbudowany, rytuał. Jego najważniejszą częścią jest błogosławieństwo. Błogosławić to inaczej dobrze mówić. Hebrajskie słowo ברך – (barak lub berech), które pojawia się w Starym Testamencie, można tłumaczyć jako klękać lub właśnie błogosławić. Pojawiają się w Nowym Testamencie greckie słowo słowo εὐλογέω (eulogeo) znaczy zaś właśnie “dobre słowo”. Słownik Języka Polskiego PWN podaje następujące znaczenia słowa “błogosławić”: udzielać błogosławieństwa wyrażać wdzięczność za coś aprobować coś, życzyć komuś w czymś szczęścia. Dla mnie błogosławieństwo ma oczywiście konotację religijną, ale dobrze mówić, dobrze życzyć, wyrażać wdzięczność mogą przecież również osoby niewierzące, znajdując własną formułę. Warto przecież zastanowić się: Czy mówię moim bliskim, że życzę im szczęścia? Czy wyrażam swoją wdzięczność za to, że są, jacy są? Czynię więc wieczorem znak krzyża na czołach moich chłopców, mówiąc: “Ja Ciebie…

I żyli długo i szczęśliwie…

“I żyli długo i szczęśliwie” – słyszymy na ogół na końcu baśni, kiedy to dzielny rycerz bierze królewnę za żonę. W domyśle: dalej była już sielanka, słodko jak budyń z soczkiem, żadnych problemów, no, po prostu idylla. Fajnie. Tyle że nie. Pięć lat temu w kameralnej kaplicy w naszej parafii towarzyszyła nam najbliższa rodzina oraz świadkowie. Stanęliśmy przed ołtarzem i to był ten moment, chyba pierwszy w moim życiu, kiedy zabrakło mi języka w gębie. Gardło miałem tak ściśnięte ze wzruszenia, że ledwo mówiłem. Ja, Jakub, biorę Ciebie, Magdaleno, za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. Pięć lat. Dużo to i mało. Czy były sielankowe? Ani trochę. Czasami, gdy się modlę, proszę Pana Boga, żeby dał nam się wreszcie trochę ponudzić; żebyśmy nie miotali się od…

Przepracowane dzieci

Ci z nas, którzy pracują na etacie, mają czterdziestogodzinny tydzień pracy. Jeśli pracodawca chce, byśmy pracowali dłużej, musi nam za to dodatkowo zapłacić. Kończymy pracę, wracamy do domu, możemy zająć się rodziną, odpocząć. Dzieci tak dobrze nie mają. Fabian, nasz jedenastolatek, jako uczeń szóstej klasy ma 28 godzin lekcyjnych tygodniowo. Co ciekawe: pensum nauczyciela to 18 godzin lekcyjnych. Dziecko ma zatem więcej lekcji niż dorosły nauczyciel. W starszych klasach i w szkole średniej uczniowie mają oczywiście jeszcze więcej lekcji. W odróżnieniu od nas, dorosłych, dzieci muszą jednak swoją pracę, bo przecież nauka w szkole to praca i to bardzo wyczerpująca, przynosić do domu. Nauczyciele zadają prace domowe, każdy wedle własnego uznania, nie porozumiewając się między sobą, bo przecież każdy z nich uważa swój przedmiot za najważniejszy. Do tego dochodzą sprawdziany i kartkówki, których pojawia się coraz więcej, bo nauczyciele nie mają czasu na przepytywanie w trakcie lekcji. Do kartkówek i…

Oceny nie są ważne, ale powinny być

Pewien nauczyciel fizyki wystawił we wrześniu wszystkim swoim uczniom szóstki na koniec roku, aby uwolnić ich od presją na zdobywanie ocen i zainteresować swoim przedmiotem. Rozumiem intencje, ale pomysł wydaje mi się jednak chybiony. Dlaczego? “Uczysz się nie dla ocen, ale dla wiedzy” – powtarzają ciągle dzieciom rodzice, ale mimo wszystko na ogół oczekują, że dziecko będzie miało dobre stopnie w szkole. Chwalą się tymi stopniami, wrzucając nawet do sieci zdjęcia świadectw, chwalą dzieci i nagradzają za dobre noty, a za słabe ganią, a niekiedy nawet karzą. Całkowicie w ten sposób zaprzeczają temu zdaniu. Również sama szkoła wywiera presję na uczniów, by zdobywali dobre oceny. Rozumiem więc pomysł owego nauczyciela, by zmniejszyć presję, jakiej podlegają jego uczniowie. Ta presja nie jest dobra, bo rzeczywiście sprawia, że dzieci zakuwają, by zdobyć dobre stopnie, tracąc po drodze całkowicie przyjemność ze zdobywania wiedzy i umiejętności. Bez względu na to, czy zastosujemy skalę ocen…

Dlaczego rodzi się za mało dzieci

Gdy wprowadzano program Rodzina 500+, politycy mówili, że ma on służyć zwiększeniu dzietności. Ale to nie zadziałało. Nie mogło, bo problem nie leży wcale w pieniądzach. Niedawno jedna z posłanek udostępniła wykres pokazujący tzw. współczynnik dzietności, czyli liczbę zgonów i narodzin. Wynika z niego jasno, że pieniądze, jakie rodziny dostają w ramach 500+ wcale nie zmieniły niekorzystnego trendu demograficznego: Powiedzmy sobie jasno: Politycy zabiegają o to, by rodziło się więcej dzieci, ale nie dlatego, że tak bardzo kochają malutkich ludzi. Chodzi oczywiście o pieniądze, bo, jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to zawsze chodzi właśnie o nie. Konkretniej rzecz ujmując, chodzi o to, że im mniej rodzi się dzieci, tym bardziej przybliża się załamanie systemu emerytalnego. Żyjemy coraz dłużej, więc coraz dłużej pobieramy emerytury, a skoro rodzi się coraz mniej dzieci, to będzie coraz mniej ludzi w tzw. wieku produkcyjnym, czyli płacących składki na ubezpieczenia społeczne. W efekcie prędzej czy…

Nie lubię pierwszego września

“Nie lubię tego dnia w roku” – oświadczył z mocą mój starszy syn. Jego młodszy brat przytaknął, kiwając głową. “Większość dzieci nie lubi powrotu do szkoły” – odparłem i dotarło do mnie, jak smutna jest moja odpowiedź. Dzieci mają w sobie naturalną chęć poznawania świata, ciekawość, zapał do eksplorowania tego, co je otacza. Dlatego na ogół, gdy idą do pierwszej klasy, są jeszcze podekscytowane i radosne. Obaj moi chłopcy chcieli iść do szkoły. Dziś Fabian poszedł do szóstej klasy, a Benio do drugiej i obaj zgodnie stwierdzili, że początek roku szkolnego to wydarzenie niefajne. Rok szkolnej nauki wystarczył, by chłopcy zrozumieli, że szkoła jest miejscem niefajnym. Czy to znaczy, że nie chcą poznawać świata wokół siebie? Oczywiście, że chcą. Wiedzą jednak, że szkoła raczej będzie im w tym przeszkadzać, a nie – pomagać. Mamy XXI wiek, a nasze szkoły funkcjonują w systemie wymyślonym w Prusach na początku XIX wieku. Ten…

Powrót do szkoły – ale po co?

Nowy rok szkolny za pasem, a ja nic nie wiem. Rząd twierdzi, że wszystko jest super, dzieci mogą bezpiecznie wrócić do szkoły, a jeśli nie – to niech decyduje dyrektor. Zaglądam na stronę naszej podstawówki, a tam pan dyrektor życzy wszystkim udanych wakacji. Super. Czy dzieci wrócą normalnie? Będą musiały nosić maseczki? A może będzie system zmianowy? Albo hybrydowy? A może w ogóle zdalna edukacja? Czy świetlica będzie działała? Co z obiadami w szkolnej stołówce? A apel na inaugurację roku szkolnego? Amba. Nie wiadomo. Udanych wakacji życzy pan dyrektor. Uczciwie przyznam, że niespecjalnie cenię dyrektora naszej szkoły, ale tym razem nawet tak bardzo go nie winię. Zapewne sam niewiele wie. Ministerstwo oświaty już o to zadbało, żeby był bałagan. To potrafią. Ale ja nawet nie o tym chciałem, choć pomarudzić zawsze fajnie. Te kilka miesięcy tak zwanej zdalnej edukacji dały się nam mocno we znaki, jak większości rodziców. Pokazały jednocześnie,…

Pieluszkowe zapalenie opon mózgowych

Znów w sieci pojawił mi się jakiś idiotyczny tekst o madkach i ich pieluszkowym zapaleniu opon mózgowych. Takie teksty pojawiają mi się rzadko, bo staram się unikać idiotów. Czasem jednak coś przejdzie przez sito. Wyjaśnię więc, dlaczego autorów takich tekstów uważam właśnie za idiotów. Przede wszystkim po prostu wkurza mnie zawsze, gdy ktoś odnosi się do jakiejś grupy z pogardą. I tak, wiem, że czasem niektóre mamy zadają w sieci niezbyt mądre pytania lub piszą niezbyt mądre rzeczy. Wiem, że potrafią być męczące i roszczeniowe. Wszystko to wiem. Wyśmiewanie ich służy jednak wyłącznie poprawie humoru i samooceny tym, którzy się śmieją. Nic więcej dobrego z tego nie wyniknie, a za to wyniknie coś złego: Gdy kogoś wyśmiewamy, budzimy w nim frustrację i zamykamy na jakiekolwiek zmiany. Nie chcę tu uchodzić za świętszego od papieża i być hipokrytą, więc przyznam bez bicia, że sam dawniej potrafiłem się śmiać. Przestałem, gdy dotarło…

Jesteśmy artystami

Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński? Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia? Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym Bóg was obdarzy? Dopiero gdy na te trzy pytania zgodnie odpowiedzieliśmy “chcemy”, gdy wszyscy wezwali Ducha Świętego, padły w liturgii słowa przysięgi małżeńskiej: Ja, Jakub, biorę ciebie, Magdaleno, za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczą aż do śmierci. Tak mi dopomóż, Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy jedyny i wszyscy święci. Pamiętam to tak, jakby to było dzisiaj: jak trząsł mi się głos ze wzruszenia, jak ściskało mnie w gardle, jak trzęsły mi się nogi, kiedy mówiłem te słowa. Nie chciałem pisać tego tekstu i publikować go w rocznicę ślubu. To byłoby zbyt proste, zbyt oczywiste. Moja żona napisała na swoim blogu tekst o…

Nie tęsknię za przeszłością

Jest takie chińskie przekleństwo: “Obyś żył w ciekawych czasach”, ale przecież czasy zawsze są ciekawe. Może więc raczej powinno się mówić: “Obyś miał ciekawe życie?” Kiedyś to ja miałem ciekawe życie, a teraz? No, właśnie… Co mam teraz? Swoją karierę zaczynałem jako dziennikarz. Byłem młody, niedoświadczony, ale miałem dużo szczęścia, a przy tym najlepszego szefa, o jakim mógłbym marzyć (jak zawsze ukłony dla Pana Andrzeja Jonasa, twórcy i redaktora naczelnego “The Warsaw Voice”). Do redakcji właściwie się wprosiłem. Po prostu przyszedłem i powiedziałem, że będę tam pracował. Niczego nie chciałem – przynosiłem teksty i albo się podobały, albo nie. Przychodziłem do redakcji i jakoś zostałem. W końcu zaczęto powierzać mi teksty o tematyce kryminalnej. To był awans po pisaniu depesz. A potem odszedł z pracy człowiek, który zajmował się działką polityczną, ja byłem na miejscu i, choć moje doświadczenie było wciąż niewielkie, zastąpiłem go, bo byłem pod ręką. Mogłem relacjonować gorącą…

Navigate