Pochwała przeciętności

Jesteś wyjątkowy – powtarzają. Musisz być wyjątkowy – powtarzają. Ty nad poziomy wylatuj – wzywa Cię romantyczny wieszcz. Oni wszyscy kłamią. Nie wylatuj. Czasem lepiej jednak twardo stąpać po ziemi.

Nie daj im się oszukać. Całe to gadanie o wyjątkowości, o sukcesie, całe to „jesteś zwycięzcą” to potworny bełkot. To jedna wielka obrzydliwa w smaku pseudomotywacyjna papka.

Jesteś normalny czy nienormalny? Zwróć uwagę: zaprzeczeniem do słowa “normalny” jest “nienormalny”, a nie – “wyjątkowy”.

Oczywiście, każdy z nas w pewnym sensie jest unikalny. Różnimy się wszak kodem DNA, mamy niepowtarzalne linie papilarne, niepowtarzalne uszy oraz siatkówkę. Kształtowani przez różne uwarunkowania biologiczne, psychologiczne i społeczne, przez różne doświadczenia, różnimy się – rzecz jasna – między sobą w jakimś zakresie.

Gdyby się jednak naprawdę poważnie zastanowić, to w gruncie rzeczy nie różnimy się aż tak bardzo, jak by się mogło nam z pozoru wydawać. Nasze pragnienia i marzenia, choć mogą różnić się w szczegółach, są zarazem do siebie dość podobne.

Chcemy mieć pracę, której przynajmniej byśmy nie nienawidzili i która zapewniałaby nam bezpieczeństwo materialne. Jasne, różnie definiujemy próg tego bezpieczeństwa, a niektórzy idą dalej i chcą tę pracę lubić. Chcemy mieć ładny dom czy mieszkanie. Oczywiście, różnie definiujemy piękno, ale łączy nas dążenie do niego. Chcemy mieć rodzinę. Jedni liczniejszą, drudzy bardziej kameralną, ale na ogół pragniemy oparcia w ludziach, którzy by nas kochali i których my byśmy kochali. I tak dalej, i tak dalej.

Jedni z nas marzą o podróżach, inni o cichym wędkowaniu. Ale czy rzeczywiście jesteśmy jedynymi podróżnikami lub jedynymi wędkarzami na świecie? Jeśli marzysz o Astonie Martinie, to naprawdę sądzisz, że tylko Ty jeden na świecie masz takie pragnienie? Naprawdę nikt poza Tobą nie śni o rejsie dookoła świata w samotnej szalupie?

Nawet wśród artystów, których wszak postrzegamy jako wyjątkowych, nie każdy marzy o zawojowaniu najbardziej prestiżowych scen, platynowych płytach i rozdawaniu autografów na ulicach. Znam wielu artystów, którzy po prostu chcą czerpać przyjemność z tworzenia. Przychodzi mi na myśl od razu tak lubiany przeze mnie Jarosław Chojnacki – niezwykły głos, niezwykła charyzma sceniczna, niezwykła wrażliwość. Mieszka sobie na wsi, tworzy, czasem koncertuje, zarabia tyle, by mieć za co, dość skromnie skądinąd, żyć i… i nic więcej. Nie pcha się do telewizji, nie występuje więcej niż musi. Czy to coś złego?

[video_embed][/video_embed]

Czy każdy przedsiębiorca musi marzyć o wejściu na giełdę i milionach na koncie? A jeżeli ktoś po prostu chce spokojnie prowadzić sklep warzywniczy, zarabiając tyle, by mu na życie starczyło, to czyni go to gorszym? Naprawdę zakładając osiedlowy warzywniak trzeba koniecznie marzyć o sieci sklepów, najlepiej międzynarodowej?

Pozwól sobie na przeciętność. Pozwól sobie na jedzenie małą łyżką, a nie chochlą. Przynajmniej mniejsze ryzyko, że się zadławisz albo rozboli Cię brzuch z przejedzenia. Nie musisz być pierwszy, nie musisz „nad poziomy wylatywać”. Ciepła woda w kranie, że tak zacytuję byłego już premiera, ciepłe kapcie – te marzenia wcale nie są powodem do wstydu.

Co więcej – te marzenia są na ogół w zasięgu naszej ręki. Możemy je spełnić i cieszyć się szczęściem. Ciągła pogoń za niespełnionymi marzeniami, ciągłe przesuwanie poprzeczki do przeskoczenia, ciągłe ściganie się z innymi – to może prędzej rodzić frustrację niż dawać radość i satysfakcję.

Wyobraź sobie świat, w którym każdy marzyłby o jego podboju. Każdy chciałby być najbogatszy, najbardziej wpływowy, najpiękniejszy i mieć największego siusiaka. To dość przerażająca wizja, nie sądzisz?

Navigate