Pierś kurczaka z żurawiną z szynkowaru

Od pewnego czasu z upodobaniem robię domowe wędliny, korzystając z szynkowaru. Ja je lubię, rodzina je uwielbia i właściwie jedyną ich wadą jest to, że błyskawicznie znikają z lodówki. Dziś przedstawię wędlinę, którą moja Mądrzejsza i Piękniejsza Połowa oraz nasze potomstwo lubią najbardziej, czyli pierś z kurczaka z żurawiną.

Tu dygresja i wyjaśnienie: Nie jestem i nie zamierzam być blogerem kulinarnym, więc przedstawię wszystko po swojemu. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.

Zestaw Szynkowar + garnek + termometr + worki BrowinZacznijmy od urządzenia. Jakiś czas temu stałem się szczęśliwym posiadaczem szynkowaru Browin o pojemności 1,5 kg – z całym zestawem niezbędnym do domowego wyrobu wędlin. Taki zestaw można kupić np. tutaj. Są mniejsze i większe, ale ten wydaje mi się optymalny do różnych rodzajów wędlin. Dalej, gdy będę opisywał proces tworzenia wędlin, wyjaśnię, co i do czego się przyda.

Robiłem tę wędlinę kilka razy, więc metodą prób i błędów dopracowałem proces produkcji niemal do perfekcji.

Zawsze kupowałem pierś z kurczaka pakowaną, konkretnej firmy, w opakowaniu 700 g, ale doświadczenie pokazało mi, że to jest za mało, bo szynkowar jest za lekki i nie opada na dno garnka z wodą. Optymalna ilość to 1-1,2 kg mięsa, więc teraz po prostu kupuję na wagę. Gdy mięsa jest zbyt dużo, zamknięcie szynkowaru może wymagać sporo siły i cierpliwości.

Mięso trzeba umyć, wykroić z niego ewentualne chrząstki i kostki. Ja wykrawam też kawałki białego tłuszczu i usuwam tę białą błonę.

Mięso nacinam nożykiem i w te dziurki wkładam suszoną żurawinę. Na ogół po kilka w jednym miejscu. Nie piszę, ile tej żurawiny, bo robię to “na oko”. Kupuję małe opakowanie i na ogół mi zostaje, więc dzieci wyjadają. Ale staram się w miarę gęsto, bo po prostu lubię. Następnie nacieram piersi kurczaka solą (można użyć soli peklowanej), czosnkiem (kupnym – w proszku, bo wygodniej) oraz – to jest kluczowy składnik – przyprawą do gyrosa. Ja kupuję “Przyprawę do gyrosa i kebabu” od Galeo, bo jest zawsze dostępna w moim sklepie i niedroga, ale można użyć oczywiście innej.

Doprawione mięso zawijam w folię spożywczą i odkładam do lodówki. Zostawiam je tak do rana. Można zacząć pracę wcześniej, co nawet zrobi wędlinie dobrze. Ja jestem niecierpliwy i leniwy, więc trochę sobie proces przygotowania skracam.

Rano nalewam do garnka wodę, w dziurkę w pokrywce wkładam termometr i gotuję do temperatury ok. 90°C. W tym czasie wykładam szynkowar workiem foliowym, tym z zestawu, wyciągam mięso z lodówki, wyjmuję z folii spożywczej i upycham w szynkowarze. Zawijam worek od góry, przykrywam pokrywką ze sprężynką i zamykam główną pokrywką.

Gdy woda osiągnie odpowiednią temperaturę, wyciągam termometr, który jeszcze bardzo się przyda, wstawiam garnek (dla bezpieczeństwa i wygody do zlewu). Wkładam termometr w szynkowar, od góry, by szpikulec wbił się w mięso i wstawiam szybkowar do garnka z wodą, a potem garnek stawiam z powrotem do gotowania. Gotuję tak długo, dopóki mięso nie osiągnie temperatury 75°C. Dobrze jest sprawdzać stan wody i ew. uzupełniać gorącą.

Gdy termometr wskaże właściwą temperaturę, ściągam całość do zlewu i ochładzam nieco szybkowar zimną wodą. Potem odstawiam go do całkowitego wystudzenia, co na ogół trochę trwa. Gdy jest całkowicie ostudzony, wstawiam go do lodówki i trzymam tam do rana. Rano otwieram, wyciągam mięso i voilá – gotowe. Dajcie znać, np. na naszym FB, jak Wam poszło 🙂

PS. Po wyjęciu z szynkowaru najprawdopodobniej wędlina rozdzieli Wam się na osobne kawałki – to normalne.

Autor

Navigate