O co chodzi z tym aresztem dla aktywistki LGBT?

W piątkowy wieczór doszło w Warszawie do przepychanek między policją a aktywistami LGBT. Opowiedzmy historię po kolei, bo zrobił się w niej bałagan, który sprawia, że w publicznej dyskusji jest pojawiło się – mam wrażenie – sporo nieporozumień i manipulacji.

Zacznijmy od tego, że po Warszawie, ale i po innych miastach Polski, jeżdżą ciężarówki z plakatami szkalującymi osoby homoseksualne poprzez próbę łączenia ich orientacji z odrażającym przestępstwem, jakim są czyny pedofilne. Pisałem o tych ciężarówkach tu:

Niemoralne, niemądre, niekatolickie

Grupa osób próbowała w Warszawie zatrzymać ciężarówkę. Brał w tym udział niejaki Michał Sz., aktywista kolektywu o nazwie Stop Bzdurom. Michał Sz. identyfikuje się jako kobieta i posługuje imieniem Margot. To dość istotne, ale o tym za chwilę.

Prokuratura postawiła aktywiście zarzut zniszczenia mienia prywatnego, czyli samochodu należącego do fundacji i wyceniła szkodę na ok. sześć tysięcy złotych. Oprócz tego Michał Sz. usłyszał zarzut karny za szarpanie kierowcy tego auta i popchnięcie go. Kierowca upadł, miał uraz pleców i nadgarstka, ale – o ile dobrze zrozumiałem – nie nastąpił uszczerbek na zdrowiu uniemożliwiający pracę przez okres dłuższy niż siedem dni.

Widziałem filmik z Michałem Sz. w akcji. Niezależnie od tego, że nie podobają mi się te ciężarówki, zachowanie aktywisty przekraczało moim zdaniem dopuszczalne granice. Uważam zarzuty prokuratury za zasadne i mam nadzieję, że skończą się sprawiedliwym wyrokiem.

Prokuratura z jednej strony twierdziła, że dysponuje licznymi jednoznacznymi dowodami wskazującymi na winę podejrzanego, ale z drugiej wnioskowała o zastosowanie tymczasowego aresztowania. To nielogiczne, ale niestety częste. Areszt tymczasowy to nie kara, ale środek zapobiegawczy. Powinien być stosowany przy czynach zagrożonych wysoką karą i tylko wtedy, gdy istnieje ryzyko mataczenia lub ucieczki podejrzanego. Podejrzany nie uciekał, a prokuratura sama stwierdziła, że ma silne dowody, więc ryzyka mataczenia nie ma.

Sąd pierwszej instancji odmówił aresztowania, prokuratura złożyła zażalenie. Po co, skoro ma tak silne dowody? Sąd drugiej instancji przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował, że Margot ma trafić na dwa miesiące do aresztu śledczego.

Ta decyzja sądu jest niezrozumiała. Przy takim czynie oraz braku ryzyka mataczenia lub ucieczki sąd powinien rozpatrzyć wniosek, uwzględniając indywidualną sytuację podejrzanego.

Michał Sz. identyfikuje się jako kobieta, ale w świetle prawa jest mężczyzną. To znaczy, że musi trafić do aresztu męskiego. Łatwo domyślić się, że to oznacza realne zagrożenie. Nawet umieszczenie go w celi jednoosobowej i izolowanie podczas spacerów nie zapewni pełnego bezpieczeństwa, a – nie oszukujmy się – szanse na takie “luksusy” Margot ma niewielkie. Gdyby spełnione były przesłanki do zastosowania tymczasowego aresztowania, sam uważałbym, że kwestie identyfikacji płciowej tracą na znaczeniu. Ale spełnione nie są, więc decyzja sądu tym bardziej oburza.

Policja postanowiła zatrzymać aktywistę i doprowadzić do aresztu śledczego. Pretensje do policji o to nie mają sensu, bo to jest jej obowiązek. Jest postanowienie sądu, policjanci nie są od tego, by je oceniać i podważać – mają je zrealizować.

Pytanie tylko – w jaki sposób. To, co wydarzyło się w piątkowe popołudnie i wieczór można oceniać albo jako przejaw skrajnej niekompetencji, albo jako świadome prowokowanie zamieszek. Osobiście obstawiam to pierwsze, ale niestety drugiej opcji nie można wykluczać, zwłaszcza że obecna władza wielokrotnie pokazała, że lubi “przykrywać” medialnie niewygodne dla siebie tematy, a tych ostatnio nie brakuje.

Policjanci pojechali pod siedzibę organizacji wspierającej osoby LGBT, gdzie przebywał Michał Sz. Grupa osób próbowała nie dopuścić funkcjonariuszy do siedziby. Michał Sz. sam wyszedł jednak do funkcjonariuszy i chciał oddać się w ich ręce, ale ci nie podjęli czynności. Dlaczego? Dobre pytanie.

Policjanci dopuścili do tego, że Margot i wspierające go osoby przeszli na Krakowskie Przedmieście. Dopiero tam doszło do zatrzymania. Dlaczego wtedy, gdy sytuacja już wymykała się spod kontroli? Aktywiści zablokowali samochód policji i uniemożliwi mu odjazd. Policja rozpędziła tłum. Przy okazji zatrzymała kilkadziesiąt osób, pobiła dziennikarza Radia Zet i jedną posłankę. Do tego wszystkiego nie musiało wcale dojść.

Tu dodatkowa okoliczność, która może zaciemniać obraz sytuacji: Margot uczestniczyła w happeningu polegającym na wieszaniu tęczowych flag na warszawskich pomnikach, w tym na figurze Jezusa Chrystusa “Sursum corda” sprzed kościoła Świętego Krzyża. Niektórzy powtarzają, że Margot idzie do aresztu za to. Nie, idzie za coś innego. To są odrębne postępowania. W sprawie znieważenia pomników policja doprowadziła podejrzanych na komendę, przesłuchała i zwolniła do domu.

Podsumujmy więc:

  1. Ciężarówki szkalujące osoby LGBT – ZŁE
  2. Zniszczenie samochodu i pobicie kierowcy przez aktywistę LGBT – ZŁE
  3. Zarzuty karne za zniszczenie i pobicie – SŁUSZNE
  4. Wniosek o tymczasowe aresztowanie i decyzja o nim – ZŁE
  5. Doprowadzenie przez policję do aresztu – SŁUSZNE
  6. Utrudnianie czynności policji – ZŁE
  7. Sprowokowanie zamieszek przez policję – ZŁE
  8. Zatrzymanie osób utrudniających czynność zatrzymania – SŁUSZNE
  9. Pobicie dziennikarza i posłanki – ZŁE
  10. Eskalowanie agresji w przestrzeni publicznej – ZŁE

Sursum corda na tęczowo

Wiele działań środowisk LGBT mi się nie podoba. Niektóre mnie osobiście ranią. Nie podoba mi się też wiele zachowań np. ludzi Kościoła. Znam nauczanie mojego Kościoła, nieraz o nim już w życiu pisałem i identyfikuję się z tym, co jest zapisane w Katechizmie Kościoła Katolickiego.

Ale trzeba powiedzieć jasno: nie ma symetrii.

Narasta agresja, pogarda i nienawiść wobec osób LGBT. Kościół ma tu swoje za uszami, a obecna władza z premedytacją szczuje na osoby LGBT, traktując to zresztą, mam wrażenie, nie ideologicznie, ale czysto instrumentalnie. Mogą nie podobać mi się różne akcje środowisk LGBT, ale nawet jeśli oceniam je negatywnie, to one nie usprawiedliwiają złych zachowań drugiej strony, zwłaszcza że to my, katolicy, lubimy za ks. Popiełuszką powtarzać: “Zło dobrem zwyciężaj”.

Gdy dziennikarz Radia Zet zamieścił na Twitterze informację, że on i jedna z posłanek zostali pobici przez policję, pojawiło się pod tym wpisem wiele komentarzy od osób, które deklarują się jako chrześcijanie. Pisali: “widać za słabo cię pobili, skoro masz siłę pisać”. I to przeraża.

Ci, którzy instrumentalnie nakręcają spiralę nienawiści, będą prędzej czy później mieli krew na rękach.

Autor

Navigate