Nie rzucaj kamieniem w Natsu

Przyznam szczerze, że niewiele wiem o świecie polskich youtuberów, mam swoich ulubionych twórców, głównie muzycznych, z całego świata i tego naszego ojczystego światka nie śledzę na bieżąco. Kiedy więc zaczęły mi się wyświetlać informacje o skandalu związanym z jakąś Natsu, nie miałem pojęcia, o kogo w ogóle chodzi.

Pytanie “a kto to jest X?” zadawane często przez internautów, by okazać swą wyższość i by umniejszyć owego X uważam za głupie, więc po prostu skorzystałem z wyszukiwarki. Sprawdziłem, kim owa Natsu jest i czego dotyczy afera.

Natsu to youtuberka i instragramerka. Na Instagramie obserwuje ją ponad 1,1 miliona osób. Na YouTube tworzy treści skierowane raczej do młodszego odbiorcy. Okazało się, że kilka lat temu pani Natalia, bo tak ma naprawdę na imię, zarabiała prowadząc pokazy erotyczne online, a teraz wypłynęły nagrania, na których pręży się w bieliźnie i bez niej. Oczywiście wybuchła wielka afera.

Jedni stanęli murem za panią Natalią, twierdząc, że jej działalność, określana przez nich jako sex working, to żaden powód do wstydu i, kolokwialnie mówiąc, “niech się wstydzi ten, kto widzi”, a przede wszystkim – ten, kto te materiały rozpowszechnia. A oczywiście im bardziej rozmaite serwisy usuwały, tym intensywniej internauci publikowali je dalej na innych serwerach i przekazywali sobie linki, zwłaszcza na popularnym serwisie Wykop. Drudzy z kolei wyrażali swoje oburzenie, nazywając te pokazy prostytucją i obrażając bohaterkę skandalu. Inni komentowali, jak można domyślić się, w seksistowski sposób urodę pani Natalii oraz to, na ile jej pokazy były w ich ocenie podniecające.

Tak, prowadzenie odpłatnych pokazów erotycznych jest formą prostytucji. Jest to usługa o charakterze seksualnym, a prostytucję definiujemy wszak właśnie jako odpłatne świadczenie usług seksualnych. Nie znaczy to jednak, że osoba, która takie usługi świadczy, może być poniżana, wyszydzana i obrażana. Jednocześnie sama prostytucja jako sposób zarobkowania może podlegać krytycznej ocenie.

Jasne, teraz wypada ponoć używać określenia sex working zamiast prostytucja i głosić, że to praca jak każda inna. Jednak nawet bohaterka tej historii tak nie uważa. W udostępnionym na Instagramie nagraniu mówi wszak, że nie jest dumna z tego, co robiła, że była młoda i głupia oraz że nie chciałaby nigdy wrócić do tej działalności i tego okresu w jej życiu. Wygląda więc na to, że pani Natalia ma lepszy ogląd moralny sytuacji niż jej obrońcy.

Wśród argumentów krytyków pojawił się również i taki, że niedopuszczalnym jest, że pani Natalia zarabiała świadcząc online usługi seksualne, choć tworzy treści internetowe skierowane do dzieci. Ten argument jest manipulacją. Pokazy na kamerkach realizowała w okresie, zanim zaczęła tworzyć obecne materiały. Nie jest więc tak, że łączyła oba rodzaje działalności. Fakt, że popełniła, jak sama przyznaje, błędy młodości, nie pozbawia jej prawa do obecnej aktywności.

Warto też przypomnieć, że mówimy o pokazach na żywo. Teoretycznie więc żadnych nagrań i screenów w ogóle być nie powinno. Ten, kto je zrobił, naruszył regulamin serwisu, z którego korzystał. Przede wszystkim zaś naruszył przepis kodeksu karnego:

Art. 191a.
§ 1.
Kto utrwala wizerunek nagiej osoby lub osoby w trakcie czynności seksualnej, używając w tym celu wobec niej przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu, albo wizerunek nagiej osoby lub osoby w trakcie czynności seksualnej bez jej zgody rozpowszechnia,
podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2.
Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Pani Natalia, znając regulamin serwisu z kamerkami, miała prawo zakładać, że to, co pokazuje na żywo, nie zostanie w żaden sposób zarejestrowane. Ten, kto tego z naruszeniem regulaminu dokonał, posłużył się więc podstępem, wyczerpując znamiona obu czynów – utrwalenia wizerunku nagiej osoby oraz rozpowszechnienia tego wizerunku bez jej zgody.

To, co mnie uderzyło i sprowokowało do napisania tekstu, to fakt, że wiele osób, które potępiało i obrażało panią Natalię, powoływało się na wartości chrześcijańskie lub też w swoich profilach deklarowało się jako katolicy.

Nie ulega wątpliwości, że działalność pani Natalii z punktu widzenia nauczania Kościoła była moralnym nieuporządkowaniem, ale… No, właśnie, jest tu istotne “ale”. W listopadzie 2019 roku papież Franciszek mówił:

Bóg potępia grzech, ale stara się ocalić grzesznika.

To jest bardzo ważny element: Rozróżnienie między grzechem a grzesznikiem. Potępienie grzechu nie oznacza potępienia grzesznika. Warto tu przypomnieć spotkanie Pana Jezusa z cudzołożnicą, opisane w Ewangelii według świętego Jana (J 8, 1-11). Pan Jezus nie mówi, że nic się nie stało, bo przecież wie, że kobieta dopuściła się zarzucanego jej grzechu. Zwraca się jednak do innych: “Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”, a do niej: “Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!”.

Wszystkim, którzy tak ochoczo ruszyli do piętnowania, warto przypomnieć słowa z tego właśnie spotkania:

Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień.

J 8, 7

A gdyby ktoś jakimś cudem czuł się bezgrzesznym lub przynajmniej miał pewność, że nie popełniłby błędów, jakie ma na koncie pani Natalia i uznał, że to daje mu mandat do tego, by ją sądzić, to powinien rozważyć te słowa:

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.

Mt 7, 1-2

Navigate