Nie potrzebuję twojej obrony, panie Kaczyński

Dla tych, którzy mnie znają, choćby z tekstów, nie jest niespodzianką ani tajemnicą, że z obecnymi protestami kobiet nie jest mi po drodze. Nie będę jednak wdawał się teraz w dyskusję o aborcji, bo nie o tym ma być ten tekst.

Obejrzałem wczoraj “orędzie” Jarosława Kaczyńskiego opublikowane na oficjalnym profilu jego partii:

A potem obejrzałem sobie jeszcze wystąpienie prezesa w Sejmie:

Nigdy nie wątpiłem, że nie ma takich granic obrzydliwości, których politycy nie są w stanie przekroczyć. Nigdy nie wątpiłem też, że spośród nich pan prezes ma w tej kwestii wyjątkowe zdolności. Ale nie o polityce chciałem pisać.

Kościół to nie tylko panowie biskupi, którzy uprawiają mowę trawę, uwikłani w sojusze z rządzącymi, niezależnie od tego, która partia akurat jest przy władzy. Kościół to też ja. To Ty, jeśli wierzysz. My wszyscy, którzy jesteśmy katolikami, tworzymy Kościół. Biskupi powinni być naszymi przewodnikami, choć niestety chyba z tej akurat roli postanowili zrezygnować.

Ja nie chcę, żeby pan prezes Kaczyńscy i jego akolici bronili mnie jako Kościoła. Nie chcę, by blokowali wejścia do kościołów, bo każdy, kto tylko chce, ma prawo wejść do świątyni. Wiara nie potrzebuje miecza do obrony, bo – jak uczył sam Pan Jezus w chwili pojmania w ogrodzie Getsemani – “kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”.

Nie podobają mi się protesty – i te wulgarne hasła, i akty wandalizmu, i zakłócanie mszy, i przypadki agresji wobec osób duchownych i konsekrowanych. Ale budynek to tylko budynek. Jeśli go pomażą, to potem można odnowić elewację. Jeśli zakłócą mszę, to można ją przerwać i odprawić od nowa. Ale tego symbolicznego obrazu, gdy kordon policji albo szpaler bojówkarzy blokuje wejście do kościoła – tego obrazu nie da się wymazać z pamięci. I ja tego obrazu nie chcę.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko za świętym Pawłem uczył nas, by “zło dobrem zwyciężać”. Bojówki blokujące wejścia do kościołów to jest zło, a nie dobro. Podżeganie do przemocy, a to robił prezes w orędziu, to jest zło, a nie dobro. To nie jest chrześcijaństwo. To jest antychrześcijaństwo. To jest coś, co mnie jako katolika boli.

I ja wiem, że ci, którzy teraz chodzą w protestach, każą mi wypierdalać. I wiem, że teraz oni nie chcą rozmawiać. Co więcej: teraz to i ja nie za bardzo chcę. Ale kiedyś będziemy musieli rozmawiać, bo wszyscy tu żyjemy i jakoś dogadywać się musimy. Jeśli więc ktoś dziś dolewa oliwy do ognia, to hańba mu. I ja za tym nie chcę iść.

Nie wiem, jaką ewangelię czytał Jarosław Kaczyński, ale w tych, które ja czytałem, Pan Jezus uczył mnie, by nadstawiać drugi policzek, a nie – formować bojówki, które jak 28 października we Wrocławiu biją pałkami, atakują gazem i nożami. Przypomnę – to już po jego wezwaniu.

Liczyłem na to, że nasi biskupi, którzy obradowali i zapowiadali ważne oświadczenie, w końcu znajdą w sobie siłę i odwagę, by powiedzieć coś mądrego i dobrego. Cóż, nie doczekałem się. Zafundowali nam kolejny bełkot. Kościół przetrwa pomimo głupich biskupów. Ale za ich kunktatorstwo, głupotę, tchórzostwo zapłaci cała wspólnota.

Obraz Patricio Hurtado z Pixabay

Autor

Navigate