Mity o pracy petsittera

Pracuję jako petsitterka i z całego serca to uwielbiam. Decyzja o tym, by pełnoetatowo zajmować się psami, była jedną z najlepszych decyzji mojego życia.

Wśród ludzi mój zawód budzi różne rekcje. Większość ludzi nie ma pojęcia, że takie zajęcie w ogóle istnieje i przez to reakcje na to, czym się zajmuję, są różne. Dziś jednak skupię się na tych najbardziej irytujących, a jednocześnie najczęstszych wśród ludzi. Zakładam, że nie wynikają ze zlej woli, a raczej błędnych wyobrażeń o tym, czym jest praca petsittera. W tym tekście chcę obalić mity na temat pracy opiekuna psów.

Praca bezstresowa

Przy okazji jakiejś luźnej, niezobowiązującej osoby z jakimś człowiekiem powiedziałam, że pracuje jako petsitterka, jego reakcji nie zapomnę jednak nigdy – “Fajna praca, bezstresowa”.

Gdyby wzrok mógł zabijać, to facet momentalnie padłby trupem. Wiele mogę powiedzieć o mojej pracy, ale nie to, że jest bezstresowa. Niejednokrotnie pies mnie ugryzł. Zdarzało się, że wyskoczył z szelek i zaczął dziko biegać wokół mnie. Zdarzyło się, że pies się przestraszył, wyswobodził ze smyczy i uciekł, więc szukaliśmy go całą rodziną i z pomocą internetu. Spotykam agresywne psy, które próbują zaatakować moich podopiecznych. Bywa, że pies będący u mnie zachoruje. Opiekuję się psami z problemami behawioralnymi, z którymi spacer to nie swobodne człapanie z nogi na nogę, a chodzenie z nieustanną czujnością. Naprawdę nazwiesz to bezstresowym? Biorę odpowiedzialność nierzadko za najważniejszego członka rodziny. Jeśli coś się stanie, to ja za to odpowiadam. Jesli chihuahuę mojej klientki coś zagryzie, to ja za to odpowiem, nawet jeśli, obiektywnie rzecz biorąc, nie będzie to moja wina. Ostatnie, co można powiedzieć o pracy z psem, to, że jest bezstresowa.

Dorabianie sobie

Gdy na pytanie „czym się zajmujesz” odpowiadam, że jestem petsitterką, najczęstszą reakcją jest „dorabiasz sobie”, „fajnie, ale czym zajmujesz się zawodowo”, „zajęcie dodatkowe, póki nie znajdziesz pracy?”, „a Twoja prawdziwa praca?” itp. Niewiele osób bierze pod uwagę, że to może był pełnoetatowe zajęcie. Zwłaszcza, że, kiedy już wyjaśnię, że to jest moja PRAWDZIWA praca to kolejnym pytaniem jest „i z tego da się utrzymać?” Nie wiem, mi się udaje utrzymać 4-osobową rodzinę, 3 psy i 3 koty, a na tle konkurencji stawki mam niskie. Zakładam więc, że tak. Część osób ma też taką wizję, że jestem za głupia, bez kwalifikacji i wykształcenia by mieć „normalną” pracę, więc sobie pieski wyprowadzam. Ta reakcja jest dla mnie o tyle przykra, że jej następstwem jest nieszanowanie mnie i mojego zajęcia.

Zdrowa praca

100% reakcji to stwierdzenie, że moja praca jest zdrowa, bo na świeżym powietrzu i w ruchu.

Po pierwsze: ja pracuję w Warszawie, a nie w bieszczadzkim lesie więc nie chodzę po świeżym powietrzu, a w spalinach, kurzu, a zimą w smogu. Mam klientów, którzy mieszkają na terenach zielonych, ale i takich, którzy mieszkają w krainie betonem płynącej. U jednych i drugich gdzieś tego psa wyprowadzić muszę.

Po drugie: ruch jest spoko, gdy traktujemy go rekreacyjnie. Kiedy jednak dzień w dzień musisz przejść 30 km, a bywały dni, że ponad 40, to przestaje być zdrowo. Dają się we znaki kolana, kręgosłup, a nawet barki. O stopach szkoda wspominać. Dodatkowo to nie tak, że ja spaceruję tylko z psami grzecznymi, chodzącymi przy nodze. Miewam psy ciągnące jak parowóz, psy z agresją smyczową, psy silne i duże. Taki spacer angażuje całe ciało, bo ja muszę tego psa utrzymać, stąd wspomniany ból barków. Bywa, że wracam do domu wykończona i obolała.

Po trzecie: wychodzę z psami bez względu na pogodę. Czy na dworze jest 35 stopni w cieniu czy -15 albo pada deszcz, ja muszę iść do pracy. Wchodzenie z zimna w ciepło i tak kilka razy dziennie, codziennie sprzyja przeziębieniu. Kilka razy zdarzyło mi się, że deszcz nagle tak lunął, ze po paru sekundach wyglądałam, jakbym wpadła do basenu i w takim stanie musiałam jeszcze kilka godzin chodzić telepiąc się z zimna.

Tak że praca petsittesra jest tak samo zdrowa jak siedzenie w korpo przed kompem.

Jeśli miałabym wskazać, której reakcji nie lubię najbardziej, to traktowania mnie i mojego zajęcia niepoważnie, bo ja swoją pracę, moich klientów i ich psy traktuję bardzo poważnie. Uważam, że mam odpowiedzialne zajęcie i do głowy nie przyszło mi myślec o nim inaczej. Jak by jednak nie było, powtórzę: kocham swoją pracę.

Autor

Navigate