miszmasz

Mity o pracy petsittera

Pracuję jako petsitterka i z całego serca to uwielbiam. Decyzja o tym, by pełnoetatowo zajmować się psami, była jedną z najlepszych decyzji mojego życia. Wśród ludzi mój zawód budzi różne rekcje. Większość ludzi nie ma pojęcia, że takie zajęcie w ogóle istnieje i przez to reakcje na to, czym się zajmuję, są różne. Dziś jednak skupię się na tych najbardziej irytujących, a jednocześnie najczęstszych wśród ludzi. Zakładam, że nie wynikają ze zlej woli, a raczej błędnych wyobrażeń o tym, czym jest praca petsittera. W tym tekście chcę obalić mity na temat pracy opiekuna psów. Praca bezstresowa Przy okazji jakiejś luźnej, niezobowiązującej osoby z jakimś człowiekiem powiedziałam, że pracuje jako petsitterka, jego reakcji nie zapomnę jednak nigdy – “Fajna praca, bezstresowa”. Gdyby wzrok mógł zabijać, to facet momentalnie padłby trupem. Wiele mogę powiedzieć o mojej pracy, ale nie to, że jest bezstresowa. Niejednokrotnie pies mnie ugryzł. Zdarzało się, że wyskoczył z…

Chihuahua dla pani, amstaff dla pana czyli o seksizmie w psiej branży

Żebym ja uznała coś za seksizm, trzeba się bardzo napracować. Mam w tej kwestii daleko przesuniętą granicę tolerancji. Trudno mnie też nim wyprowadzić z równowagi. W „komplemencie” od osób nieupoważnionych „masz fajne cycki” dostrzegam seksizm, ale mnie on nie obraża, nie denerwuje. Ot, uznam, że rozmawiam z burakiem i tyle. Tyle słowem wstępu, który jest ważny dla dalszej części tego tekstu. Tak się złożyło, że nawet mnie udało się wyprowadzić z równowagi seksistowskim zachowaniem i dostrzegłam okropną dyskryminację ze względu na płeć, a miało to miejsce w mojej pracy. Prawdę mówiąc, do głowy mi nie przyszło, że mężczyzna może się uznać za lepszego petsittera od kobiety. Jestem dobra w swojej pracy, dlatego wielu klientów mam z polecenia. Część klientów podaje bezpośredni kontakt do mnie swoim znajomym, a część taguje mnie w komentarzach do postów na facebooku. Tak też było tym razem. Dziewczyna wrzuciła w lokalnej grupie ogłoszenie, że potrzebuje kogoś…

Witaj, świecie!

Prowadziliśmy swoje blogi, Magda jako “Dziewczyna z obrazka”, Kuba jako “Spesalvi”. W pewnym momencie skupiliśmy się na wspólnym blogu, którym byli “Mądrzy Rodzice”. Aż przyszedł czas, gdy swoim zwyczajem usiedliśmy wieczorem i zaczęliśmy rozmawiać, a w tej rozmowie doszliśmy do wniosku, że nie lubimy prowadzić tego bloga, że nie mamy do tego motywacji. Dlaczego? Jego nazwa nas ograniczała. Nasi czytelnicy przyzwyczaili się traktować Mądrych Rodziców jako stronę o rodzicielstwie, nawet niekoniecznie jako blog rodzicielski. Gdy pojawiały się inne tematy, reagowali niechętnie. Trudno im się dziwić – ludzie przecież na ogół nie lubią zmian. To była ogromna społeczność, i to bardziej portalowa niż blogowa, trudno było o głębsze więzi, jakie rodzą się wokół blogów. Rozmawialiśmy o tym, że coś musimy zmienić, bo nie ma sensu brnąć w coś, co nie sprawia nam frajdy. Tak zrodził się pomysł, by stworzyć nowy blog. Oczywiście to nie była prosta decyzja: Oznacza przecież rezygnację z…

Navigate