Kazik, ja cię, kurwa, szanuję

Mam sąsiada. No, wiem, Każdy ma sąsiadów. Mało to oryginalne. Ale od czegoś musiałem zacząć. Kazik, mój sąsiad, jest nieco przygłuchy, a aparatu nosić nie lubi, więc trzeba do niego krzyczeć i – co gorsza – on sam krzyczy zamiast mówić, a głos i tak ma mocny. Kazik ma lat… cholera wie, pewnie pod siedemdziesiątkę. W zależności od pogody na nogach ma klapki lub gumofilce. Zawsze ubrany jest w te same spodnie i flanelową koszulę, która kiedyś była chyba koloru czerwonego. Na głowie zawsze ma mocno już wymęczoną przez czas czapeczkę z daszkiem.

Kazik jest sąsiadem uczynnym. Kiedy wprowadziliśmy się do naszego domku, nie mieliśmy węgla, drewna, nie umieliśmy palić w piecu. Przywiózł taczką drewno, żebyśmy mogli napalić i przetrzymać pierwszą noc. Gdy odśnieżałem ścieżkę swoją węglową szuflą, Kazik przybiegł ze swoją wielgachną i bez słowa zaczął mi pomagać. Wiosną, gdy trawa urosła, Kazik przytargał kosiarkę i mówi: “Sąsiad, ja ci pokażę, jak to się robi i trzeba wykosić, bo ma być zebranie naszych działkowców, szefowa przyjedzie, co się mają czepiać”.

Kiedy zobaczył, że chodzimy na piechotę do hipermarketu, a to jednak 2,5 km od nas i że niosę na grzbiecie 20 kg drewna, ochrzanił mnie. “Co ty, sąsiad? Trzeba było powiedzieć, zawiozę was, co będziesz dźwigał. Musimy sobie pomagać.” No, i faktycznie. Wsadził nas do swojego rozklekotanego autka, zawiózł, poczekał i przywiózł z kupionymi zapasami. Kupiliśmy mu flaszeczkę w podziękowaniu. Ucieszył się.

W swojej pomocy bywa czasem męczący, bo pomaga również nieproszony. Kilka krzaków pomidorowych połamał, gdy postanowił zrobić nam niespodziankę i podlać nam rano ogród. No, chciał dobrze. Chyba miał żal, gdy poprosiłem, by więcej tego nie robił. “Jeszcze będziesz mi dziękował, że ci podlałem”, upierał się. Cierpliwie wyjaśniałem, że bardzo dziękuję i bardzo jestem mu wdzięczny za chęć pomocy, ale swój ogród wolę podlewać sam.

Nie mam pojęcia, jaki tok myślowy przeprowadził w swej głowie mój sąsiad, ale następnego dnia słyszałem, jak perorował sam do siebie, choć kierowane było to do mnie. Perora brzmiała mniej więcej tak:

“Kuba, ja cię lubię. Hep. A ty wiesz? Jest taka wyspa Kuba? Wiedziałeś? Hep. Na Kubie czeka na mnie Zosia. Hep. Ona do mnie przyjedzie. Hep. Ty pewnie myślisz, że ja ci żonę podrywam? Hep. Właściwie to nie jest twoja żona. Hep. Ja ci żony, właściwie to nie jest twoja żona, nie podrywam. Hep. Kuba, ty masz świetną żonę, właściwie to nie jest twoja żona. Szanuj ją. Hep. I nie myśl, że ja ci żonę podrywam. Hep. Kazik nie jest taki, żeby ci żonę, właściwie to nie jest twoja żona, podrywać. Hep. Ja za młody jestem, żeby podrywać ci żonę, hep, właściwie to nie jest twoja żona. I ty się kultury naucz. Jeszcze Kazikowi podziękujesz, że ci ogród podlał. Wdzięcznym trzeba być. Hep. Ale ty fajny jesteś facet, tylko się kultury naucz i żonę swoją szanuj, właściwie to nie jest twoja żona.”

Kazik zawsze ma coś do roboty. Od rana widzę go krzątającego się. Nie uprawia warzyw, ale ma kwiaty i krzewy, o które dba. Zadbany ogródek kontrastuje z domem. To mógłby być ładny domek, ale, choć Kazik ciągle coś przy nim robi, to i tak domek jest paskudny, stanowiąc jedną wielką prowizorkę. A to skombinował skądś jakieś stare szyldy i zrobił z nich osłonę do donic, a to powiesił balon z nadmuchanej lateksowej rękawiczki. No, żeby ładniej było. W środku też nie lepiej, ale za to ma przepiękny piec – kozę, który grzeje zimą jak szalony.

Kazika na działkach znają wszyscy. No, bo i ciężko go nie znać. Do każdego zagaduje, każdemu gotów pomagać, nawet jeśli ktoś tej pomocy wolałby uniknąć. Poza tym Kazik mieszka przy samej bramie. I to jest pewien problem.

Kiedy ktoś przyjeżdża, Kazik zawsze chętnie otworzy mu bramę, witając słowem serdecznym, np. “Dzień dobry, jaśnie panie hrabio”. Niektórzy uznali to za coś tak oczywistego, że pozwalają sobie, co w moim odczuciu jest przejawem zwykłego chamstwa, zatrąbić, gdy wyjeżdżają, a Kazik się nie pojawia. Co gorsza, nie wszyscy pamiętają o zasadzie dla Kazika świętej: bramę trzeba za sobą zamykać. I ta brama staje się częstym zarzewiem konfliktów.

Kazik bowiem wieczorami, a czasem i popołudniu, no, uczciwie mówiąc to zdarza się, że i przedpołudniem, lubi sobie wypić. A kiedy sobie wypije, jak to u Polaka, pojawia się u niego nastrój waleczny. I wtedy Kazik staje przy furtce i swym donośnym głosem skarży się na swoją krzywdę. Bo przecież nie o taką wolność walczył i kultura być musi, a bramę zamykać trzeba. Dla podkreślenia wagi swoich słów Kazik lubi trzasnąć porządnie bramą. Ostatnio trzasnął tak, że wyleciała szyba z gablotki z ogłoszeniami. Pijackie opowieści bywają nawet zabawne, ale przestają być, gdy chce się iść spać, a zasnąć się nie da, bo – jak już wspomniałem – głos Kazik ma donośny.

Co jakiś czas dochodzi więc wieczorami między nami do starć. “Kazik, napiłeś się, idźże spać, chlopie” – tłumaczę mu czasem. No, ale Kazik nie z tych. Nie po to pił, żeby spać. W końcu przed nim misja nauczania kultury. I nie szkodzi, że w nocy większości działkowców nie ma, bo tylko nielicznie pobudowali tu domki pozwalające na mieszkanie.

“Kazik, ja cię, kurwa, szanuje, bo ty porządny facet jesteś” – tłumaczę mu ostatnio – “Ale jak jeszcze raz pierdolniesz tą bramą po nocy, to ja pierdolnę tobie”.

“Nie szkodzi. Kuba, ja cię i tak kocham” – odpowiada mi na to Kazik. Stoi jeszcze chwilę przy furtce, pomstując, ale nieco ciszej, po czym trzaska drzwiami od domu i idzie spać.

Nasze wieczorne starcia nie zmieniają faktu, że sobie pomagamy. A to Kazik mi pomógł, kiedy złamałem klucz w zamku i pracowicie rozwiercał ten zamek, żebym mógł dostać się do domu, a to ja podjadę skuterem do sklepu po kiełbasę podwawelską czy flaszkę dla niego.

I kiedy tak spoglądam na krzątającego się u siebie Kazika, to myślę sobie, że wolę po stokroć szorstką przyjaźń z moim sąsiadem niż moich dawnych niby-przyjaciół, nieraz znanych i popularnych. Bo Kazik, przy wszystkich swoich wadach, jest szczery, życzliwy i można na niego liczyć. Czego o moich dawnych niby-przyjaciołach powiedzieć raczej się nie da. I za cholerę nie chciałbym wrócić do tamtego świata, pełnego fałszu. Wolę swoje wieczorne utarczki z Kazikiem.

Kazik, ja cię, kurwa, szanuję.

PS. Nie, to zdjęcie nie przedstawia mojego sąsiada, pochodzi z banku SXC.hu

Navigate