Jaki naród, tacy politycy

Politycy to egoistyczne i głupie świnie, które myślą tylko o tym, żeby dorwać się do koryta i nachapać. Pod takim zdaniem podpisałoby się zapewne sporo czytelników, a może nawet i większość z nich. Nie wiem, czy wszyscy politycy, ale pewnie spora ich część, a nawet zdecydowana większość, rzeczywiście pasuje do tego opisu.

Bez względu na to, która partia rządzi, obserwujemy podobne zjawiska: zatrudnianie swoich bez względu na kompetencje, ciągnięcie do siebie, pazerność, korupcję. Jedni robią to w białych rękawiczkach, inni bez skrępowania. Skupieni na swoich gierkach, walce o władzę, wpływy, pieniądze, a nie na rozwiązywaniu problemów państwa i obywateli. To, co piszę, to banał, truizm – wszyscy to wiemy. A jednak nic się nie zmienia.

Z jednej strony oczywiście polityka degeneruje. Gdy jeszcze bywałem w naszym parlamencie, jako dziennikarz czy działacz społeczny, obserwowałem wiele razy podobny scenariusz: Pojawiał się ktoś nowy, idealista, pracowity, kto chciał coś naprawdę zdziałać. Żeby przeforsować jakąś propozycję musiał iść na kompromisy. Tu w czymś ustąpił, tu zagłosował niezgodnie z przekonaniami, ale “tak trzeba było”, ale przecież “w polityce trzeba być skutecznym”. I to działało jak grzęzawisko: małe kompromisy stawały się z czasem coraz większe i coraz bardziej brudne. I – jak u Orwella – z czasem stawał się taki sam jak ci, z którymi walczył.

Ale tak naprawdę istotne jest coś innego:

Po pierwsze: Politycy nie biorą się znikąd. Sami ich sobie wybieramy. To my na nich głosujemy. To my wolimy zło sprawdzone i znane. To my powtarzamy nieraz, że ci przynajmniej już się nakradli, to może teraz już będą kradli mniej, zapominając, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. To my wybieramy ludzi, którzy często nigdy w życiu nie przepracowali ani dnia poza polityką, a rzekome kwalifikacje zdobywali nosząc teczkę za kimś ważniejszym od siebie.

Po drugie: Politycy to nie przybysze z innej planety. Wywodzą się spośród nas, ktoś ich wychował, ktoś ich uczył. Czasami słucham głupot, które opowiadają, zastanawiając się, jakim cudem takie nieuki zdały maturę. A czasami słucham plugastw, kłamstw, które głoszą, zastanawiając się z kolei, czy ich rodziny, ich wychowawcy wstydzą się za nich.

Po trzecie wreszcie: Mamy takich polityków, na jakich zasługujemy. Politycy zabiegają o poparcie i popularność. Mówią to, co chcemy usłyszeć i robią to, co tego poparcia im przysporzy. Jeśli gadają rzeczy plugawe, to dlatego, że wiedzą, iż to spodoba się ich wyborcom. Gdyby z badań wyszło im, że coś jest dla elektoratu nieakceptowalne, to by tego nie robili. Gdyby widzieli, że opłaca im się zachowywać mądrze i przyzwoicie, bo znajdą w ten sposób uznanie w oczach wyborców, to by się tak zachowywali.

Możemy narzekać na polityków: u fryzjera, w taksówce, u cioci na imieninach i w internetowych dyskusjach. Ale jeśli chcemy, by politycy byli lepsi, to zacznijmy od tego, byśmy sami byli lepsi i bycia dobrym od polityków wymagali.

Foto: Krzysztof Białoskórski, Sejm RP, licencja CC BY 2.0

Autor

Navigate