I żyli długo i szczęśliwie…

“I żyli długo i szczęśliwie” – słyszymy na ogół na końcu baśni, kiedy to dzielny rycerz bierze królewnę za żonę. W domyśle: dalej była już sielanka, słodko jak budyń z soczkiem, żadnych problemów, no, po prostu idylla. Fajnie. Tyle że nie.

Pięć lat temu w kameralnej kaplicy w naszej parafii towarzyszyła nam najbliższa rodzina oraz świadkowie. Stanęliśmy przed ołtarzem i to był ten moment, chyba pierwszy w moim życiu, kiedy zabrakło mi języka w gębie. Gardło miałem tak ściśnięte ze wzruszenia, że ledwo mówiłem.

Ja, Jakub, biorę Ciebie, Magdaleno, za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

Pięć lat. Dużo to i mało. Czy były sielankowe? Ani trochę. Czasami, gdy się modlę, proszę Pana Boga, żeby dał nam się wreszcie trochę ponudzić; żebyśmy nie miotali się od kryzysu do kryzysu, od kłótni do choroby, od kłopotów finansowych do rozterek wychowawczych; żebyśmy tak mogli po prostu trochę pożyć rutynowo. Ale On najwyraźniej ma inny plan.

Nie chodzi wszak o to, żeby było sielankowo. Ta przysięga nie gwarantuje sielanki, ona zobowiązuje do bycia ze sobą mimo trudności, wbrew kryzysom – do ich przezwyciężania, do trwania razem, obok siebie, ze sobą. I my tak właśnie trwamy. Bywa ciężko, bo mamy trudne charaktery, każde z nas ma swoje za uszami, ale koniec końców – zasypiamy przytuleni. No, dobra, nie zawsze, bo czasem dog niemiecki układa się między nami.

Koniec końców oboje lubimy usiąść wieczorem razem i pogadać. Czasami o tym, co dzieje się na świecie. Innym razem o naszych dzieciach. Magda opowiada o psach, ja o syntezatorach. I nawet jeśli moje syntezatorowe fascynacje czasem ją nudzą, a ja nie podzielam fascynacji kynologią, to po prostu lubimy się słuchać nawzajem. Czasem te wieczorne posiadówki kończą się kłótnią, ale potem się godzimy. Bo – jak śpiewał klasyk – “po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój”.

To “długo i szczęśliwie” oznacza bowiem to, że jest z kim przezwyciężać problemy, a nie to, że tych problemów nie będzie. W małżeństwie jest wszak czasem jak z socjalizmem, który najlepiej rozwiązuje problemy, jakie sam stworzył. 🙂

Autor

Navigate