Czy pozwolilibyśmy nauczać prostaczkom?

Czasami tak się zastanawiam, czy dziś święty Paweł albo święty Piotr mogliby działać? I obawiam się, że nie. Nie dopuścilibyśmy ich w Kościele do głosu.

Rybacy, celnik – magistrów teologii to wśród dwunastu wspaniałych nie było. Kłócili się o pozycję i zaszczyty, jakich się spodziewali, byli zapalczywi, często nie rozumieli, co Nauczyciel do nich mówi, w chwili próby uciekli, zostawili Go samego i zamknęli się w ukryciu, a Piotr, ten pierwszy z nich, trzykrotnie publicznie wyparł się swego Mistrza. Cóż, nienajlepszą wzorce do naśladowania.

A Paweł? Jako Szaweł był wrogiem Kościoła, mordował chrześcijan. Po nawróceniu stał się niejako kodyfikatorem teologii, zakładał wspólnoty w wielu miastach i nimi zarządzał, również listownie. Cały czas jednak pozostawał grzesznikiem, co sam zresztą wyznał:

Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa.

2 Kor 12, 7-9

Gdyby Paweł żył dziś, gdyby był tak zajadłym wrogiem Kościoła, jakim był, a potem nawrócił się, to oczywiście Kościół by go przyjął. A potem posadzilibyśmy go gdzieś w kącie, żeby siedział cicho, nie wyrywał się, bo ma przecież powody do wstydu, co zresztą zapewne co jakiś czas byśmy mu przypominali. Ale żeby miał głosić Dobrą Nowinę? Albo jeszcze stać się kimś istotnym, wpływowym? No, bez przesady, niech zna swoje miejsce w szeregu.

Pan Jezus do głoszenia Dobrej Nowiny wybrał sobie pomocników – prostych, bez wykształcenia, za to z mnóstwem wad i słabości. Tak naprawdę, jedyni, którzy mieli wykształcenie, to właśnie święty Paweł i… Judasz.

Kościół działa inaczej niż Pan Jezus: Kościół limituje. No, musisz być wystarczająco godny, mieć zaświadczenie od proboszcza, że się dobrze prowadzisz, studia skończ, egzaminy zdaj, to wtedy pogadamy.

Słucham czasem homilii wygłaszanych przez księży, czyli tych, którzy to zaświadczenie mieli, studia skończyli, egzaminy zdali, placet od biskupa otrzymali. Często nie da się tego słuchać. I to nie chodzi o to, że jakiś ksiądz nie ma talentu homiletycznego, bo nie każdy musi mieć; nawet nie o to, że są i tacy, którym się nie chce, więc odczytują gotowce ściągnięte z internetu, bo czasem człowieka dopada wypalenie. Problem w tym, że nie czytają Pisma, a jeśli – nie rozumieją.

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.

Mt 11, 25

Nepioi – greckie słowo, którym określono w tekście prostaczków, oznacza ludzi, którzy nie byli uczonymi w Piśmie, znawcami prawa. Tymczasem my w Kościele wybieramy tych “mądrych i roztropnych”. I widać tego potem efekty. Coraz częściej patrzę na tych kościelnych wpływowych i myślę sobie, że stali się bardziej podobni do faryzeuszy niż do uczniów Jezusa. Trochę jak te świnie u Orwella, które upodobniły się do ludzi.

Dlatego lubię te wspólnoty, które w swoim charyzmacie mają dzielenie się słowem – gdy wszyscy na równych prawach czytają Pismo Święte i mówią, co do nich przemówiło, jak odczytują Słowo.

A czasami zastanawiam się, czy my w Kościele pozwolilibyśmy mówić z ambony Jezusowi. Metryki chrztu nie miał, pochodzenie takie nie za bardzo, bo “cóż dobrego może być z Nazaretu?”, życie prowadził mocno nieuporządkowane, obracał się wśród grzeszników, stałego miejsca zamieszkania nie miał, wędrował z przypadkowymi ludźmi, w tym zdaje się również z prostytutkami, nawet wykształcenia brak…

ilustracja: Rembrandt van Rijn, Święty Paweł w więzieniu, 1627, domena publiczna

Autor

Navigate