Chihuahua dla pani, amstaff dla pana czyli o seksizmie w psiej branży

Żebym ja uznała coś za seksizm, trzeba się bardzo napracować. Mam w tej kwestii daleko przesuniętą granicę tolerancji. Trudno mnie też nim wyprowadzić z równowagi. W „komplemencie” od osób nieupoważnionych „masz fajne cycki” dostrzegam seksizm, ale mnie on nie obraża, nie denerwuje. Ot, uznam, że rozmawiam z burakiem i tyle. Tyle słowem wstępu, który jest ważny dla dalszej części tego tekstu.

Tak się złożyło, że nawet mnie udało się wyprowadzić z równowagi seksistowskim zachowaniem i dostrzegłam okropną dyskryminację ze względu na płeć, a miało to miejsce w mojej pracy. Prawdę mówiąc, do głowy mi nie przyszło, że mężczyzna może się uznać za lepszego petsittera od kobiety.

Jestem dobra w swojej pracy, dlatego wielu klientów mam z polecenia. Część klientów podaje bezpośredni kontakt do mnie swoim znajomym, a część taguje mnie w komentarzach do postów na facebooku. Tak też było tym razem. Dziewczyna wrzuciła w lokalnej grupie ogłoszenie, że potrzebuje kogoś do wyprowadzania jej staffika. Ktoś mnie oznaczył, więc odpowiedziałam, że owszem, mogę i zapraszam do kontaktu. Przejrzałam jeszcze inne komentarze, ot chciałam zobaczyć ile mam konkurencji na osiedlu i kogo, a tam komentarz jakiegoś faceta „ polecam xyz, bo do tej rasy tylko mężczyzna”.

To był pierwszy raz gdy spotkałam się w mojej pracy z sugestią, że gorzej zajmę się psem tylko dlatego, że nie mam penisa. Nie wiem jak ten pan, ale ja smycz trzymam w ręce, więc przyrodzenie nie jest mi do niczego potrzebne.

Tak dodam tylko, że ten staffik miał panią, a nie pana, więc, jak by nie patrzeć, ten komentarz obraził również dziewczynę, która pomocy szukała. Wtedy pracę dostałam ja, a nie pan xyz.

Ostatnio szukałam w internecie czegoś związanego z moją pracą i całkowicie przez przypadek natknęłam się na tekst „5 cech idealnego petsittera”. Kliknęłam z ciekawości. Okazało się, że tekst został napisany przez profesjonalnego opiekuna psów. Po przeczytaniu tego tekstu trochę w ten profesjonalizm zaczęłam wątpić.

W jednym z punktów było coś takiego:

„Co innego, gdy naszego spokojnego “laba” ma czasem wyprowadzić na spacer nastoletnia sąsiadka. Ale jeśli mamy dużego, wymagającego psa, który potrzebuje konsekwentnej i stanowczej osoby, to śmiem wątpić, czy delikatna osoba podoła takiemu zadaniu. Wilczarz, dog argentyński, czy nowofunland to psy, którym przydałby się rosły mężczyzna z charakterem”

No tak, bo kobieta to taka delikatna osóbka, nadaje się tylko do yoreczków i maltańczyków, a duże psy zostawmy „rosłym mężczyznom z charakterem”. Może ja się mylę, ale zawsze mi się wydawało, że konsekwencja i stanowczość to cechy charakteru, które można mieć niezależnie od płci. Do psa trudnego nie jest potrzebny „rosły mężczyzna z charakterem”, a osoba umiejąca pracować z psem. Postura tu nie ma nic do rzeczy.

W swojej pracy spotkałam wiele psów. Każdy z nich był inny, miał inne potrzeby, charakter. Miałam więc pod opieką psy, które były mi przedstawiane jako psy, które nie lubią: psów, suk, kotów, dzieci i MĘŻCZYZN. O żadnym jednak nigdy nie powiedziano „on nie lubi kobiet”. Nie twierdzę, że takie nie istnieją, choć sama nie spotkałam. Miałam do czynienia tylko z psem, który miał problem z uznaniem zwierzchnictwa kobiety, ale nie, że jej nie lubił.

Czy zatem, jeśli ten nowofundland albo dog argentyński nie lubi mężczyzn, to na pewno mężczyzna będzie lepszym petsitterem?

Już pomijając moją pracę, to całe to twierdzenie, że do dużych psów czy tych z ras TTB (terriery typu bull: amstaff, pitbull, staffik) potrzebna jest twarda męska ręka, obraża mnie jako właścicielkę dwóch molosów. Zakłada, że nie daję sobie rady z moimi psami. Jakoś mojego męża, który jest od mnie z dobre 10 kg lżejszy, nikt nie pyta, jak on sobie poradzi z takimi dużymi psami, a mnie nieustannie, choć w naszym domu to ja jestem przewodnikiem stada i to ja znacznie lepiej radze sobie z naszymi psami.

Ja się nie wyśmiewam z wielkich facetów z chihuahuą na spacerze, bo przecież facet to powinien mieć amstaffa, bo to także byłby seksizm. Psa się nie dobiera do płci, a trybu życia, sytuacji materialnej i rodzinnej. Petsittera nie dobiera się ze względu na płeć, a umiejętności i doświadczenie.

Możliwe, że są zawody, w których lepiej sprawdzają się mężczyźni. Może są takie, w których lepiej sprawdzają się kobiety, bo płeć definiuje ich predyspozycje do danej pracy. Możliwe, nie wiem, nie znam. Tak, tak mityczny górnik, myślę, że znajdzie się facet, który ani trochę nie daje się na górnika, jak i kobieta, która byłaby w tym zawodzie świetna. To samo tyczy się pracy z psami. Mogę być świetną petsitterką i można być beznadziejnym petsitterem. Płeć tu nie ma nic do rzeczy.

Autor

Navigate