Bezsenność w Warszawie

Od długiego czasu miewam kłopoty ze snem. Jeśli ktoś liczy, że to sumienie mnie gryzie i spać mi nie daje, to rozczaruję go. Internetowi znawcy moralności i natury ludzkiej zgodnie orzekli wszak, iż sumienia nie mam, a skoro nie mam, to nie może mnie ono gryźć. Logiczne, prawda?

Ale ja nie o sumieniu dzisiaj chciałem…

Czasami po prostu kładę się późno, gdy Już Dzisiaj Mądrzejsza i Piękniejsza Przyszła Połowa smacznie już śpi; czasem zaś budzę się w nocy i kręcę po mieszkaniu, a potem wracam do łóżka; innym razem z kolei budzę się skoro świt, gdy wszyscy w domu w najlepsze pozostają pod władzą Morfeusza.

Tak czy siak, niezależnie od powodów, oznacza to, iż niemal codziennie mam sposobność, by sobie w ciszy poleżeć i pomyśleć, patrząc na śpiącą obok mnie Już Dzisiaj Mądrzejszą i Piękniejszą Przyszłą Połowę. Czasem pocałuję ją delikatnie w ramię, tak, by jej nie obudzić. Innym razem delikatnie pogłaszczę po włosach. A kiedy indziej – tak po prostu sobie patrzę i się napawam. Napawanie się jest fajne.

Pierwszy raz spotkaliśmy się w czerwcu 2014 roku. Miesiąc później pierwszy raz przyjechała do Warszawy specjalnie do mnie.

W marcu tego roku ze szczegółami zaplanowaliśmy przeprowadzkę, w kwietniu poznałem dzieci, a w czerwcu, czyli w niespełna rok po naszym pierwszym spotkaniu, wprowadziła się już na stałe.

Teraz mamy wrzesień – i właśnie zanieśliśmy do księdza proboszcza dokument potwierdzający brak przeszkód formalnych do zawarcia związku małżeńskiego. Szybko poszło, prawda?

Lubię tak w nocy leżeć sobie i myśleć. Nie wracam do wspomnień z początków naszego związku. To było i minęło. Jesteśmy już w zupełnie innym miejscu. Wolę patrzeć do przodu niż oglądać się za siebie, choć wiem oczywiście, że to, co było, doprowadziło nas do miejsca, w którym jesteśmy teraz, a to, gdzie jesteśmy teraz, ma wpływ na to, dokąd zawędrujemy w bliższej czy dalszej przyszłości.

Gdyby ktoś, powiedzmy, półtora roku temu powiedział mi, że dziś będę szykował się do ślubu kościelnego, a już teraz pełnił obowiązki nie tylko przyszłego męża, ale i aktualnego taty dla dwóch kilkuletnich chłopców, to nie tylko nie uwierzyłbym w to, ale pewnie bym tego kogoś z całego serca wyśmiał. Ba! Gdyby mi w styczniu tego roku ktoś powiedział, że to nastąpi tak szybko, to też bym nie uwierzył. A jednak.

Siedzę więc sobie sam w nocy i patrzę na tę moją Już Dzisiaj Mądrzejszą i Piękniejszą Przyszłą Połowę.

Myślę o tym, jak często się na nią złoszczę. Złoszczę się, bo jest ważna. Gdyby nie była, byłoby mi przecież wszystko jedno, co robi, co mówi. Im jest ważniejsza, tym bardziej potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Zamartwiam się, żeby wszystko było dobrze, żeby ta moja rodzina była bezpieczna. A z tego zamartwiania się wychodzi często złość, bo jakoś ciągle jest we mnie strach, że zawiodę.

Warczę więc, no, ten typ tak ma. Tylko czy umiem pokazać, dlaczego? Czy umiem pokazać, jak jest ważna, że nie wyobrażam już sobie, by mogło jej nie być?

Już od kilku dni wiedziałem, że muszę napisać ten tekst, choć z pozoru wydaje się, że on jest o niczym.

Jest noc, obudziłem się jak zwykle. Usiadłem do komputera i kończę pisać, dopieszczam zdania. Za chwilę znów położę się, pocałuję w ramię kogoś, kto przewrócił moje życie do góry nogami. Kot właduje się między nas jak to kot (a właściwie to cztery koty).

Zamknę oczy i zasnę, by rano wrócić do codzienności.

I może znów o coś się zezłoszczę?

I oby tak do ostatniego dnia mojego życia. Wreszcie przestałem marzyć o tym, by było ono krótkie.

Navigate