Bariera niedotykalskiego

Oglądam czasem sobie filmy, słucham opowieści znajomych, obserwuję ludzi i nie mogę się nadziwić. Ale pewnie to ze mną coś jest nie tak. A może nie?

Odkąd pamiętam, zawsze miałem w sobie barierę związaną z kontaktem fizycznym. Nie lubiłem, gdy ktoś ją przekraczał i pilnowałem, by samemu tego nie robić. Gesty związane z kontaktem fizycznym, takie jak głaskanie czy przytulanie zarezerwowane były dla osób i sytuacji, do których w moim odczuciu pasowały. Nawet w czasach mojej młodości, a to było mniej więcej wtedy, gdy ginęły mamuty, moi rówieśnicy nie mieli takich oporów jak ja, choć dziś granice, mam wrażenie, zanikają coraz bardziej.

Czasami mam wrażenie, że jestem faktycznie jakimś dinozaurem. To, że dziewczyna siada chłopakowi na kolanach, który wcale nie jest jej chłopakiem, ot, przed chwilą się poznali, dziś wydaje się czymś niemal normalnym. Przygodny seks, ale i takie gesty jak całowanie się, przytulanie, rozmaite pieszczoty. Wydaje mi się, że ludziom to przychodzi jakoś łatwo. Zbyt łatwo nawet.

Widzieliście to pewnie nieraz na filmach: Bohaterowie pod wpływem impulsu całują się, czy lądują w łóżku. Ledwo się poznali. Znajomi z imprezy, znajomi z pracy. Nieraz słyszę o tym, co dzieje się na rozmaitych wyjazdach szkoleniowych i integracyjnych. Sam byłem zresztą świadkiem takich sytuacji. Choćbym, nie wiem jak bardzo, spił się podczas takiego wyjazdu, nie umiałbym tak.

Żeby było jasne: ja nie potępiam. Ja się tylko dziwię. Czasem nawet może troszkę zazdroszczę. Bo ja tak nie umiem. Dla mnie bariera kontaktu fizycznego jest trudna do przekroczenia. Chciałem napisać, że “mogę ją przekroczyć tylko wtedy gdy..”, ale dotarło do mnie, że końcówka zdania brzmiałaby “… gdy mam pewność, że tej bariery nie ma”, czyli druga strona na pewno tego kontaktu chce. A wtedy to zdanie nie ma sensu. A i wtedy we mnie taka bariera by istniała, bo u mnie zniknęłaby dopiero wtedy, gdyby potrzebie kontaktu fizycznego towarzyszyła więź emocjonalna.

Wy też tak macie?

Navigate