Magdalena Śpiewak

7 Posts Back Home

Jak przeszkadzać dziecku w samodzielności

„Czuje, że bardzo polubimy się z nową nauczycielką Benia” – poinformował mnie pewnego razu mąż. Zainteresowało mnie to, bo Kuba nie jest szczególnie wyrywny do chwalenia nauczycieli. Cóż zatem zrobiło na nim takie wrażenie? Otóż, gdy na początku roku szkolnego dzieci zaczęły masowo chorować, a, co za tym idzie, opuszczać lekcje w szkole, rodzice pisali do wychowawczyni z prośbą o podanie materiału do omówienia i przepracowania. Jednak nauczycielka zamiast podać strony z podręcznika napisała wiadomość zbiorczą, informując, że dowiedzenie się, co było na lekcji, leży w interesie dzieci i mają tę wiedzę zdobyć od kolegów i koleżanek z klasy. Nie powiem, moje serduszko też mocniej zabiło w kierunku tej pani. Benio jest w drugiej klasie i również nie było go przez tydzień w szkole. Wszystkie lekcje zdobył po powrocie do szkoły, tak jak Pani kazała – na własną rękę. Mamy też syna w szóstej klasie. Dobrze pamiętam czasy, gdy sama…

Mity o pracy petsittera

Pracuję jako petsitterka i z całego serca to uwielbiam. Decyzja o tym, by pełnoetatowo zajmować się psami, była jedną z najlepszych decyzji mojego życia. Wśród ludzi mój zawód budzi różne rekcje. Większość ludzi nie ma pojęcia, że takie zajęcie w ogóle istnieje i przez to reakcje na to, czym się zajmuję, są różne. Dziś jednak skupię się na tych najbardziej irytujących, a jednocześnie najczęstszych wśród ludzi. Zakładam, że nie wynikają ze zlej woli, a raczej błędnych wyobrażeń o tym, czym jest praca petsittera. W tym tekście chcę obalić mity na temat pracy opiekuna psów. Praca bezstresowa Przy okazji jakiejś luźnej, niezobowiązującej osoby z jakimś człowiekiem powiedziałam, że pracuje jako petsitterka, jego reakcji nie zapomnę jednak nigdy – “Fajna praca, bezstresowa”. Gdyby wzrok mógł zabijać, to facet momentalnie padłby trupem. Wiele mogę powiedzieć o mojej pracy, ale nie to, że jest bezstresowa. Niejednokrotnie pies mnie ugryzł. Zdarzało się, że wyskoczył z…

Sprawiedliwie nie znaczy tak samo

Stanęliśmy przed nowymi rodzicielskimi wyzwaniami. Odnoszę wrażenie, że nasz młodszy syn zgotował nam rodzicielski horror. Choć przechodziliśmy podobną batalię ze starszym synem, to wiemy dokładnie tyle samo co wtedy – nic. Bo prawda jest taka, że nie ma uniwersalnej metody wychowawczej. Jesteśmy skłonni przyjąć, że dzieci są różne, ale raczej na zasadzie, że dziecko koleżanki jest inne niż moje. Gdy chodzi o dzieci w obrębie tej samej rodziny, tych samych rodziców, na ogół patrzymy na dzieci jednakowo. Część ludzi dostrzega w tym sprawiedliwość, wszak wszystkie swoje dzieci wychowuje w ten sam sposób. Niby to jest traktowanie na równych zasadach. Ja w tym jednak dostrzegam wielką niesprawiedliwość, gdyż drugie, trzecie i kolejne dziecko nie jest wtedy traktowane jako odrębny człowiek z własnym charakterem i temperamentem, a jako kopia pierwszego dziecka. Mam dwie starsze siostry. Moja mama nauczona doświadczeniem z nimi nie dała mi szansy pokazać, że ze mną może być inaczej.…

Jaram się moim mężem

Mam najlepszego męża na świecie. Jesli ktoś stwierdzi, że nieprawda, bo jej jest lepszy, to będę się kłócić do utraty tchu. Tego właśnie życzę wszystkim kobietom: by mogły kłócić się o to, że to ich mąż jest najlepszy, wszak nie chodzi wcale o wygranie tej kłótni. Ja się moim mężem jaram. Jaram się tym, jaki jest, tym, co robi, co mówi, tym, że to właśnie ze mną chce spędzić resztę życia. Czasem, gdy nie widzi, to na niego patrzę, uśmiecham się pod nosem i myślę sobie, jaką jestem szczęściarą, że mam takiego męża, a z nim udaną relacje, fajny związek. Każdy w życiu choć raz powinien doświadczyć takiej miłości. Jaram się moim mężem. Tym, że zna mój ulubiony kolor i ulubioną czekoladę. Jeszcze tym, że zna mnie na wylot, wie, jak mocnego zrobić mi drinka, w którym kubku piję czarną herbatę, w którym zieloną, a w którym kawę i tym,…

Chihuahua dla pani, amstaff dla pana czyli o seksizmie w psiej branży

Żebym ja uznała coś za seksizm, trzeba się bardzo napracować. Mam w tej kwestii daleko przesuniętą granicę tolerancji. Trudno mnie też nim wyprowadzić z równowagi. W „komplemencie” od osób nieupoważnionych „masz fajne cycki” dostrzegam seksizm, ale mnie on nie obraża, nie denerwuje. Ot, uznam, że rozmawiam z burakiem i tyle. Tyle słowem wstępu, który jest ważny dla dalszej części tego tekstu. Tak się złożyło, że nawet mnie udało się wyprowadzić z równowagi seksistowskim zachowaniem i dostrzegłam okropną dyskryminację ze względu na płeć, a miało to miejsce w mojej pracy. Prawdę mówiąc, do głowy mi nie przyszło, że mężczyzna może się uznać za lepszego petsittera od kobiety. Jestem dobra w swojej pracy, dlatego wielu klientów mam z polecenia. Część klientów podaje bezpośredni kontakt do mnie swoim znajomym, a część taguje mnie w komentarzach do postów na facebooku. Tak też było tym razem. Dziewczyna wrzuciła w lokalnej grupie ogłoszenie, że potrzebuje kogoś…

Tak mi dopomóż…

Był taki moment w moim i Kuby małżeństwie, że stanęliśmy nad przepaścią. Mówiąc wprost, rozstaliśmy się, ja się wyprowadziłam. Był to dla nas moment trudny. Dużo czasu nie było potrzeba, bym zrozumiała, że najbardziej na świecie chcę odzyskać swojego męża, swoje małżeństwo, swoje życie. Jednak, gdy w związku dochodzi do rozstania łączącego się z wyprowadzką, nie jest to takie proste. Tonęłam w rozpaczy. Między błaganiem męża, aby dał mi szansę, a łykami kolejnego drinka rozmyślałam o sposobach na samobójstwo. Choć nie mieszkałam sama, bo kątem u znajomego, czułam się okropnie samotna. W tej samotności sięgnęłam do przysięgi małżeńskiej i nagle mnie olśniło. Nie chciałam rzucać mężowi „przysięgałeś, że póki śmierć nas nie rozłączy”. Nie bądźmy hipokrytami, ja przysięgałam wierność i uczciwość małżeńską. Zwróciłam uwagę na zupełnie inne słowa, które gdzieś mi umknęły. Dotarło ostatnio do mnie, że zapominamy o słowach prośby, które padają w przysiędze małżeńskiej, a mianowicie: “tak mi…

Witaj, świecie!

Prowadziliśmy swoje blogi, Magda jako “Dziewczyna z obrazka”, Kuba jako “Spesalvi”. W pewnym momencie skupiliśmy się na wspólnym blogu, którym byli “Mądrzy Rodzice”. Aż przyszedł czas, gdy swoim zwyczajem usiedliśmy wieczorem i zaczęliśmy rozmawiać, a w tej rozmowie doszliśmy do wniosku, że nie lubimy prowadzić tego bloga, że nie mamy do tego motywacji. Dlaczego? Jego nazwa nas ograniczała. Nasi czytelnicy przyzwyczaili się traktować Mądrych Rodziców jako stronę o rodzicielstwie, nawet niekoniecznie jako blog rodzicielski. Gdy pojawiały się inne tematy, reagowali niechętnie. Trudno im się dziwić – ludzie przecież na ogół nie lubią zmian. To była ogromna społeczność, i to bardziej portalowa niż blogowa, trudno było o głębsze więzi, jakie rodzą się wokół blogów. Rozmawialiśmy o tym, że coś musimy zmienić, bo nie ma sensu brnąć w coś, co nie sprawia nam frajdy. Tak zrodził się pomysł, by stworzyć nowy blog. Oczywiście to nie była prosta decyzja: Oznacza przecież rezygnację z…

Navigate