Jakub Śpiewak

10 Posts Back Home

Jaki naród, tacy politycy

Politycy to egoistyczne i głupie świnie, które myślą tylko o tym, żeby dorwać się do koryta i nachapać. Pod takim zdaniem podpisałoby się zapewne sporo czytelników, a może nawet i większość z nich. Nie wiem, czy wszyscy politycy, ale pewnie spora ich część, a nawet zdecydowana większość, rzeczywiście pasuje do tego opisu. Bez względu na to, która partia rządzi, obserwujemy podobne zjawiska: zatrudnianie swoich bez względu na kompetencje, ciągnięcie do siebie, pazerność, korupcję. Jedni robią to w białych rękawiczkach, inni bez skrępowania. Skupieni na swoich gierkach, walce o władzę, wpływy, pieniądze, a nie na rozwiązywaniu problemów państwa i obywateli. To, co piszę, to banał, truizm – wszyscy to wiemy. A jednak nic się nie zmienia. Z jednej strony oczywiście polityka degeneruje. Gdy jeszcze bywałem w naszym parlamencie, jako dziennikarz czy działacz społeczny, obserwowałem wiele razy podobny scenariusz: Pojawiał się ktoś nowy, idealista, pracowity, kto chciał coś naprawdę zdziałać. Żeby przeforsować jakąś…

Grzech złego języka

Pewien Żyd przyszedł do rabina, by ten wyjaśnił mu, dlaczego plotkowanie jest złe. Rabin kazał mu pójść pod dom każdej osoby, którą obmówił i zostawić na wycieraczce jedno gęsie piórko z poduszki. Mężczyzna zrobił to i wrócił zadowolony, mówiąc: “Rabbi, to było proste”. Rabin na to: “Ale to nie koniec, teraz idź i pozbieraj te piórka z powrotem”. Przyznam, że uwielbiam tę historyjkę. W judaizmie plotkowanie uznawane jest za jeden z cięższych grzechów. Nazywa się on laszon ha-ra (לשון הרע), co oznacza “zły język”. Popełnia go zarówno ten, kto plotkuje, jak i ten, kto plotek słucha. Ten, kto plotkuje, jest egoistą, bo w ten sposób próbuje uzyskać coś dla siebie, np. status wtajemniczonego, dobrze poinformowanego, oceniającego z pozycji wyższości kosztem dobrego imienia innej osoby. Z kolei ten, kto słucha, osiąga satysfakcję z bycia włączonym w grupę, darzonym zaufaniem, również kosztem oplotkowywanego. Prawo żydowskie definiuje plotkę jako informację negatywną o kimś,…

Nie lubię pierwszego września

“Nie lubię tego dnia w roku” – oświadczył z mocą mój starszy syn. Jego młodszy brat przytaknął, kiwając głową. “Większość dzieci nie lubi powrotu do szkoły” – odparłem i dotarło do mnie, jak smutna jest moja odpowiedź. Dzieci mają w sobie naturalną chęć poznawania świata, ciekawość, zapał do eksplorowania tego, co je otacza. Dlatego na ogół, gdy idą do pierwszej klasy, są jeszcze podekscytowane i radosne. Obaj moi chłopcy chcieli iść do szkoły. Dziś Fabian poszedł do szóstej klasy, a Benio do drugiej i obaj zgodnie stwierdzili, że początek roku szkolnego to wydarzenie niefajne. Rok szkolnej nauki wystarczył, by chłopcy zrozumieli, że szkoła jest miejscem niefajnym. Czy to znaczy, że nie chcą poznawać świata wokół siebie? Oczywiście, że chcą. Wiedzą jednak, że szkoła raczej będzie im w tym przeszkadzać, a nie – pomagać. Mamy XXI wiek, a nasze szkoły funkcjonują w systemie wymyślonym w Prusach na początku XIX wieku. Ten…

Czy pozwolilibyśmy nauczać prostaczkom?

Czasami tak się zastanawiam, czy dziś święty Paweł albo święty Piotr mogliby działać? I obawiam się, że nie. Nie dopuścilibyśmy ich w Kościele do głosu. Rybacy, celnik – magistrów teologii to wśród dwunastu wspaniałych nie było. Kłócili się o pozycję i zaszczyty, jakich się spodziewali, byli zapalczywi, często nie rozumieli, co Nauczyciel do nich mówi, w chwili próby uciekli, zostawili Go samego i zamknęli się w ukryciu, a Piotr, ten pierwszy z nich, trzykrotnie publicznie wyparł się swego Mistrza. Cóż, nienajlepszą wzorce do naśladowania. A Paweł? Jako Szaweł był wrogiem Kościoła, mordował chrześcijan. Po nawróceniu stał się niejako kodyfikatorem teologii, zakładał wspólnoty w wielu miastach i nimi zarządzał, również listownie. Cały czas jednak pozostawał grzesznikiem, co sam zresztą wyznał: Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł…

Strach się bać

Niedawno Magda poszła do fryzjera z planem ufarbowania włosów. Do tej pory lubiła bawić się szalonymi kolorami. Tym razem poprosiłem ją, by szaleństwa sobie odpuściła. Codziennie czytam bowiem o przypadkach ataków, również pobić, osób z kolorowymi włosami czy ubraniami, z elementami tęczowymi w ubiorze. A to ktoś napisał na ścianie budynku, wskazując na konkretne okno “tu mieszkają pedały”, a to ktoś pobił homoseksualistów pod ich domem. A to jakaś pani zrobiła awanturę w autobusie drugiej pani, bo jej córka ma tęczową spinkę do włosów. A to ktoś zelżył dziewczyny za tęczowe torby, a inne pobił za różowe włosy. Wiadomo, jak każda lesbijka ma różowe włosy i każdy, kto ma różowe włosy, jest lesbijką. Uczą tego na uniwersytetach. Ta agresja nie bierze się znikąd. A to gminy uchwalają, że są strefami wolnymi od LGBT, a to radny domaga się zmiany nazwy żłobka, bo “tęczowy zakątek” kojarzy mu się – no, pewnie…

Powrót do szkoły – ale po co?

Nowy rok szkolny za pasem, a ja nic nie wiem. Rząd twierdzi, że wszystko jest super, dzieci mogą bezpiecznie wrócić do szkoły, a jeśli nie – to niech decyduje dyrektor. Zaglądam na stronę naszej podstawówki, a tam pan dyrektor życzy wszystkim udanych wakacji. Super. Czy dzieci wrócą normalnie? Będą musiały nosić maseczki? A może będzie system zmianowy? Albo hybrydowy? A może w ogóle zdalna edukacja? Czy świetlica będzie działała? Co z obiadami w szkolnej stołówce? A apel na inaugurację roku szkolnego? Amba. Nie wiadomo. Udanych wakacji życzy pan dyrektor. Uczciwie przyznam, że niespecjalnie cenię dyrektora naszej szkoły, ale tym razem nawet tak bardzo go nie winię. Zapewne sam niewiele wie. Ministerstwo oświaty już o to zadbało, żeby był bałagan. To potrafią. Ale ja nawet nie o tym chciałem, choć pomarudzić zawsze fajnie. Te kilka miesięcy tak zwanej zdalnej edukacji dały się nam mocno we znaki, jak większości rodziców. Pokazały jednocześnie,…

Ale śmieszne: baba go bije!

Na polskim Tik Toku popularny jest ostatnio pewien trend, czyli kolejne osoby nagrywają filmiki według tego samego scenariusza. Filmiki, co ważne, mają w założeniu charakter żartobliwy. Oto siedzi mężczyzna z podbitym okiem, za nim stoi żona z wałkiem lub innym przedmiotem, który nadaje się do bicia i toczą następujący dialog: – Jakie leczo zrobiłam? – Dobre. – Jakie leczo zrobiłam? – Wyśmienite. – A co powiesz w pracy? – Że się przewróciłem. – Zuch chłopak. Zresztą, obejrzyjcie sami przykładowy filmik: https://www.youtube.com/watch?v=t79GSDnGN_U Jak to mówią, uśmiałem się jak norka, a śmiechom nie było końca. A teraz wyobraźmy sobie zamianę ról – to kobieta ma podbite oko, a mężczyzna pyta ją, co powie w pracy. Czy reakcja byłaby taka sama? Śmiem twierdzić, że nie. Podniósłby się krzyk, że to są żarty z przemocy w rodzinie, jej wyszydzanie, lekceważenie, relatywizowanie, a może nawet i gloryfikowanie. I byłby to krzyk ze wszech miar słuszny,…

Żyjemy w medialnym pędzie

Żyjemy w pędzie. Pędzimy przed siebie coraz szybciej, zostawiając za sobą to, co mijamy i natychmiast tym zapominając. Dotyczy to również, a może nawet przede wszystkim, informacji płynących z mediów. Zalewani codziennie ogromną dawką newsów, na żadnym nie możemy się skupić na dłużej. Żadnej sprawy nie śledzimy od początku do końca. Jednego dnia aresztowali kogoś, w kolejnym był wybuch w Bejrucie, rewolucja na ulicach Mińska… Zaraz będzie coś nowego, coś ważnego, okraszonego nagłówkiem “pilne”. O wybuchu w Bejrucie już nie pamiętamy, za dwa dni zapomnimy o Białorusi. Ktoś śledzi protesty w USA po zamordowaniu przez policjantów czarnoskórego mężczyzny? A przecież w takim Portland codziennie toczą się niemal regularne bitwy między protestującymi o policją i przysłanymi przez prezydenta Trumpa oddziałami federalnymi. Tak samo ważny w przestrzeni medialnej okazuje się pożar zabytkowej katedry w Paryżu albo wybuch w Bejrucie jak dieta zapomnianej piosenkarki czy ciąża drugoplanowej aktorki. Ten informacyjny pęd sprawia, że…

Politycy podnoszą sobie pensje – cieszmy się

Sejm zmienił przepisy regulujące wynagrodzenia najważniejszych polityków, co oznacza oczywiście, że zarobią oni więcej. Niektórzy się burzą. Ja się cieszę. Dlaczego? Większość ludzi uważa, że podwyżki dla polityków to skandal, że powinni oni zarabiać mniej, bo to darmozjady i banda idiotów. Cóż, trudno odmówić słuszności krytycznej ocenie naszej klasy politycznej. Trudno dziwić się, że publicyści i politycy tacy jak będący poza parlamentem Szymon Hołownia grzmią w tej sprawie. Problem w tym, że niskie wynagrodzenia uniemożliwiają zmianę tej naszej marnej klasy politycznej na lepsze. Ci, którzy biorą na siebie odpowiedzialność za zarządzanie państwem, powinni zarabiać dobrze. W ten sposób możemy przyciągać do tej pracy dobrych kandydatów. Przy niskich pensjach ci dobrzy wolą pracować w biznesie niż iść do rządu albo w ogóle szerzej – do polityki. Wysokie wynagrodzenia chronią też przed pokusami korupcyjnymi, o ile oczywiście łączą się z odpowiednio wysokimi i skutecznie egzekwowanymi karami za takie przestępstwa. Inna sprawa, że…

Pierś kurczaka z żurawiną z szynkowaru

Od pewnego czasu z upodobaniem robię domowe wędliny, korzystając z szynkowaru. Ja je lubię, rodzina je uwielbia i właściwie jedyną ich wadą jest to, że błyskawicznie znikają z lodówki. Dziś przedstawię wędlinę, którą moja Mądrzejsza i Piękniejsza Połowa oraz nasze potomstwo lubią najbardziej, czyli pierś z kurczaka z żurawiną. Tu dygresja i wyjaśnienie: Nie jestem i nie zamierzam być blogerem kulinarnym, więc przedstawię wszystko po swojemu. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Zacznijmy od urządzenia. Jakiś czas temu stałem się szczęśliwym posiadaczem szynkowaru Browin o pojemności 1,5 kg – z całym zestawem niezbędnym do domowego wyrobu wędlin. Taki zestaw można kupić np. tutaj. Są mniejsze i większe, ale ten wydaje mi się optymalny do różnych rodzajów wędlin. Dalej, gdy będę opisywał proces tworzenia wędlin, wyjaśnię, co i do czego się przyda. Robiłem tę wędlinę kilka razy, więc metodą prób i błędów dopracowałem proces produkcji niemal do perfekcji. Zawsze kupowałem pierś…

Navigate