Jakub Śpiewak

10 Posts Back Home

Jak ja nie cierpię rowerzystów

Nie cierpię rowerzystów. Nie jestem kierowcą – nie tylko nie posiadam samochodu, ale nawet nie mam prawa jazdy. Od dawna nie mam też skutera. A mimo to, nawet jako pieszy, rowerzystów po prostu nie znoszę. Czuję się jak kot Klakier, powtarzając niemal codziennie: Jak ja nie cierpię rowerzystów. Jasne, zdaję sobie sprawę, że nie brakuje głupich kierowców i równie jak oni głupich pieszych, a i wśród skuterowców czy motocyklistów bez problemu znajdzie się sporo kretynów. A mimo to jakoś wyjątkową niechęcią darzę rowerzystów. Sami sobie zapracowali. Przepis mówi jasno, że przez przejście dla pieszych na rowerze można przejechać tylko wtedy, gdy jest na nim ścieżka rowerowa. Jeżeli ścieżki nie ma, należy zsiąść z roweru i przeprowadzić go przez ulicę. Wydawałoby się, że to jest coś, co można łatwo ogarnąć rozumem i pamięcią, a jeszcze łatwiej – zastosować. Gdzieżby tam! Notorycznie widzę na pasach rozpędzonych ludzi na rowerach, którzy manewrują między…

Ćwiartki kurczaka w sosie chaotycznym

Bardzo lubię moją rolę kura domowego, podobnie jak Magda lubi swoją pracę petsitterki. W gruncie rzeczy lubię zmywać naczynia, myć podłogę, sprzątać toaletę, itp., zwłaszcza że to są takie czynności, których efekty widać od razu. Lubię też gotować, a nasi synowie lubią jeść to, co ugotuję. Muszę jednak przyznać, że na ogół mam swój stały repertuar kulinarny. Na co dzień nie mam ochoty bawić się w eksperymenty – wolę szybkie i sprawdzone patenty. Wiem, co i jak mam zrobić, wiem, że dzieci zjedzą to ze smakiem. Będzie dobrze. Magda zarzuca mi czasami, że nie chcę eksperymentować, że ciągle to samo, nic nowego. Te zarzuty mają sens, więc postanowiłem pokombinować. Niestety, nie umiem, a raczej – nie lubię, gotować z przepisów. Przeglądałem więc różne, ale nie mogłem na nic się zdecydować. Pomyślałem jednak, że te cudze przepisy mogą być po prostu inspiracją do wymyślenia własnego dania, a to już lubię. Jak…

Sędzia kalosz

Nie jestem miłośnikiem tak zwanego społecznego poczucia sprawiedliwości. Kiedy więc przeczytałem pierwsze wyrazy oburzenia na decyzję wrocławskiego sądu apelacyjnego, odruchowo zareagowałem z dystansem. Ale potem poznałem szczegóły sprawy i wtedy się wkurzyłem. Zacznijmy od samej historii. 14-letnia dziewczynka pojechała do rodziny na święta. Ze względu na brak miejsca rodzina postanowiła położyć ją i jej 26-letniego kuzyna w jednym łóżku. Kuzyn wrócił do domu późno w nocy mocno pijany. Położył się obok dziewczynki, zaczął się do niej dobierać, ta się opierała, ale on i tak odbył z nią stosunek. Potem ponoć “nawet” przeprosił ją za to w wiadomości wysłanej przez komunikator internetowy, ale w trakcie procesu twierdził, że to nie on napisał tę wiadomość. Sąd okręgowy skazał mężczyznę na 3 lata pozbawienia wolności. Sąd apelacyjny zmienił ten wyrok i to ta decyzja wywołała oburzenie. Sąd apelacyjny potwierdził, że doszło do obcowania płciowego z małoletnią poniżej lat 15, ale uznał, że nie…

Prezydent co się DJom nie kłaniał

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski bawił się na urodzinach znajomej i wyszła z tego gruba afera. Afera jest mocno dęta, ale Trzaskowski sam jest sobie winien. Ale po kolei. W sobotni wieczór urzędujący prezydent Warszawy i niedoszły prezydent Polski, nadzieja opozycji, czyli Rafał Trzaskowski poszedł ze znajomymi do modnego klubu nad Wisłą, aby świętować urodziny znajomej. Bawiącej się grupce nie odpowiadała muzyka, którą grał w klubie DJ, chcieli czegoś bardziej tanecznego, np. funku i prosili DJ o zmianę. Wśród proszących był prezydent, który jako argumentu użył m.in. tego, że “to jednak jego miasto”. Nagranie z tego zajścia trafiło do sieci i wywołało burzę. https://www.youtube.com/watch?v=4ZRThnrIqqY Powiedzmy sobie szczerze: Mamy w Polsce i w samej Warszawie naprawdę większe problemy niż to, do jakiej muzyki lubi tańczyć pan prezydent. Zdarzenie jest w gruncie rzeczy błahe i robienie z tego wielkiej afery jest przejawem zidiocenia mediów, polityków i opinii publicznej, ale… tylko do pewnego stopnia.…

Wędlina z mielonej łopatki wieprzowej (szynkowar)

Robienie domowych wędlin wciąga, zwłaszcza gdy rodzina daje znać, że wychodzą smaczne, robiąc to w najlepszy możliwy sposób, czyli zjadając ze smakiem w tempie błyskawicznym. Jako jedną z kolejnych moich wędliniarskich prób postanowiłem więc zrobić wędlinę z mielonego mięsa, w dodatku nadziewaną papryką, korzystając przy tym z przepisu, który znalazłem w sieci. I tu muszę się przyznać: to była totalna porażka. Wędlina wyszła tak bez wyrazu, że nikt nie chciał jej jeść, choć wszystko zrobiłem zgodnie z przepisem. Nie lubię wyrzucać jedzenia, więc zmusiłem się i zjadłem swój wytwór, ale żeby móc go jeść, doprawiałem go ketchupem, bo, jak wiadomo, ten zabija smak wszystkiego. Byłem bliski wędliniarskiej kapitulacji. Chciałem zrezygnować z robienia wędlin, potem ograniczyłem tę rezygnację jedynie do wędlin z mielonego mięsa. Na szczęście moja Piękniejsza i Mądrzejsza Połowa postanowiła zadbać o moją motywację. Wytłumaczyła mi, że problem tkwił w przepisie. Skoro do tej pory wszystkie wędliny robiłem według…

Dlaczego rodzi się za mało dzieci

Gdy wprowadzano program Rodzina 500+, politycy mówili, że ma on służyć zwiększeniu dzietności. Ale to nie zadziałało. Nie mogło, bo problem nie leży wcale w pieniądzach. Niedawno jedna z posłanek udostępniła wykres pokazujący tzw. współczynnik dzietności, czyli liczbę zgonów i narodzin. Wynika z niego jasno, że pieniądze, jakie rodziny dostają w ramach 500+ wcale nie zmieniły niekorzystnego trendu demograficznego: Powiedzmy sobie jasno: Politycy zabiegają o to, by rodziło się więcej dzieci, ale nie dlatego, że tak bardzo kochają malutkich ludzi. Chodzi oczywiście o pieniądze, bo, jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to zawsze chodzi właśnie o nie. Konkretniej rzecz ujmując, chodzi o to, że im mniej rodzi się dzieci, tym bardziej przybliża się załamanie systemu emerytalnego. Żyjemy coraz dłużej, więc coraz dłużej pobieramy emerytury, a skoro rodzi się coraz mniej dzieci, to będzie coraz mniej ludzi w tzw. wieku produkcyjnym, czyli płacących składki na ubezpieczenia społeczne. W efekcie prędzej czy…

Jaki naród, tacy politycy

Politycy to egoistyczne i głupie świnie, które myślą tylko o tym, żeby dorwać się do koryta i nachapać. Pod takim zdaniem podpisałoby się zapewne sporo czytelników, a może nawet i większość z nich. Nie wiem, czy wszyscy politycy, ale pewnie spora ich część, a nawet zdecydowana większość, rzeczywiście pasuje do tego opisu. Bez względu na to, która partia rządzi, obserwujemy podobne zjawiska: zatrudnianie swoich bez względu na kompetencje, ciągnięcie do siebie, pazerność, korupcję. Jedni robią to w białych rękawiczkach, inni bez skrępowania. Skupieni na swoich gierkach, walce o władzę, wpływy, pieniądze, a nie na rozwiązywaniu problemów państwa i obywateli. To, co piszę, to banał, truizm – wszyscy to wiemy. A jednak nic się nie zmienia. Z jednej strony oczywiście polityka degeneruje. Gdy jeszcze bywałem w naszym parlamencie, jako dziennikarz czy działacz społeczny, obserwowałem wiele razy podobny scenariusz: Pojawiał się ktoś nowy, idealista, pracowity, kto chciał coś naprawdę zdziałać. Żeby przeforsować jakąś…

Grzech złego języka

Pewien Żyd przyszedł do rabina, by ten wyjaśnił mu, dlaczego plotkowanie jest złe. Rabin kazał mu pójść pod dom każdej osoby, którą obmówił i zostawić na wycieraczce jedno gęsie piórko z poduszki. Mężczyzna zrobił to i wrócił zadowolony, mówiąc: “Rabbi, to było proste”. Rabin na to: “Ale to nie koniec, teraz idź i pozbieraj te piórka z powrotem”. Przyznam, że uwielbiam tę historyjkę. W judaizmie plotkowanie uznawane jest za jeden z cięższych grzechów. Nazywa się on laszon ha-ra (לשון הרע), co oznacza “zły język”. Popełnia go zarówno ten, kto plotkuje, jak i ten, kto plotek słucha. Ten, kto plotkuje, jest egoistą, bo w ten sposób próbuje uzyskać coś dla siebie, np. status wtajemniczonego, dobrze poinformowanego, oceniającego z pozycji wyższości kosztem dobrego imienia innej osoby. Z kolei ten, kto słucha, osiąga satysfakcję z bycia włączonym w grupę, darzonym zaufaniem, również kosztem oplotkowywanego. Prawo żydowskie definiuje plotkę jako informację negatywną o kimś,…

Nie lubię pierwszego września

“Nie lubię tego dnia w roku” – oświadczył z mocą mój starszy syn. Jego młodszy brat przytaknął, kiwając głową. “Większość dzieci nie lubi powrotu do szkoły” – odparłem i dotarło do mnie, jak smutna jest moja odpowiedź. Dzieci mają w sobie naturalną chęć poznawania świata, ciekawość, zapał do eksplorowania tego, co je otacza. Dlatego na ogół, gdy idą do pierwszej klasy, są jeszcze podekscytowane i radosne. Obaj moi chłopcy chcieli iść do szkoły. Dziś Fabian poszedł do szóstej klasy, a Benio do drugiej i obaj zgodnie stwierdzili, że początek roku szkolnego to wydarzenie niefajne. Rok szkolnej nauki wystarczył, by chłopcy zrozumieli, że szkoła jest miejscem niefajnym. Czy to znaczy, że nie chcą poznawać świata wokół siebie? Oczywiście, że chcą. Wiedzą jednak, że szkoła raczej będzie im w tym przeszkadzać, a nie – pomagać. Mamy XXI wiek, a nasze szkoły funkcjonują w systemie wymyślonym w Prusach na początku XIX wieku. Ten…

Czy pozwolilibyśmy nauczać prostaczkom?

Czasami tak się zastanawiam, czy dziś święty Paweł albo święty Piotr mogliby działać? I obawiam się, że nie. Nie dopuścilibyśmy ich w Kościele do głosu. Rybacy, celnik – magistrów teologii to wśród dwunastu wspaniałych nie było. Kłócili się o pozycję i zaszczyty, jakich się spodziewali, byli zapalczywi, często nie rozumieli, co Nauczyciel do nich mówi, w chwili próby uciekli, zostawili Go samego i zamknęli się w ukryciu, a Piotr, ten pierwszy z nich, trzykrotnie publicznie wyparł się swego Mistrza. Cóż, nienajlepszą wzorce do naśladowania. A Paweł? Jako Szaweł był wrogiem Kościoła, mordował chrześcijan. Po nawróceniu stał się niejako kodyfikatorem teologii, zakładał wspólnoty w wielu miastach i nimi zarządzał, również listownie. Cały czas jednak pozostawał grzesznikiem, co sam zresztą wyznał: Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł…

Navigate