Jakub Śpiewak

10 Posts Back Home

I żyli długo i szczęśliwie…

“I żyli długo i szczęśliwie” – słyszymy na ogół na końcu baśni, kiedy to dzielny rycerz bierze królewnę za żonę. W domyśle: dalej była już sielanka, słodko jak budyń z soczkiem, żadnych problemów, no, po prostu idylla. Fajnie. Tyle że nie. Pięć lat temu w kameralnej kaplicy w naszej parafii towarzyszyła nam najbliższa rodzina oraz świadkowie. Stanęliśmy przed ołtarzem i to był ten moment, chyba pierwszy w moim życiu, kiedy zabrakło mi języka w gębie. Gardło miałem tak ściśnięte ze wzruszenia, że ledwo mówiłem. Ja, Jakub, biorę Ciebie, Magdaleno, za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. Pięć lat. Dużo to i mało. Czy były sielankowe? Ani trochę. Czasami, gdy się modlę, proszę Pana Boga, żeby dał nam się wreszcie trochę ponudzić; żebyśmy nie miotali się od…

Wędlina: pikantny karczek z szynkowara

Nie lubię kupować wędlin w supermarkecie ani nawet w naszym osiedlowym sklepie, w którym są zresztą wędliny od tych samych producentów. Już nie chodzi nawet o te wszystkie chemiczne wspomagacze, choć to też jest ważne, ale o to, że te sklepowe wędliny na ogół są po prostu niesmaczne i niezależnie od nazwy smakują w zasadzie tak samo, czyli nijako. Dlatego lubię robić wędliny w domu i co jakiś czas, ku radości rodziny, to robię. Jakiś czas temu stałem się szczęśliwym posiadaczem szynkowaru Browin o pojemności 1,5 kg – z całym zestawem niezbędnym do domowego wyrobu wędlin. Taki zestaw można kupić np. tutaj. Są mniejsze i większe, ale ten wydaje mi się optymalny do różnych rodzajów wędlin. Dalej, gdy będę opisywał proces tworzenia wędlin, wyjaśnię, co i do czego się przyda. Tym razem na wędliniarski warsztat wziąłem wieprzowinę, a konkretnie karczek. Kupiłem 1,2 kg mięsa. Zawsze kupuję nieco więcej niż potrzebuję,…

Przepracowane dzieci

Ci z nas, którzy pracują na etacie, mają czterdziestogodzinny tydzień pracy. Jeśli pracodawca chce, byśmy pracowali dłużej, musi nam za to dodatkowo zapłacić. Kończymy pracę, wracamy do domu, możemy zająć się rodziną, odpocząć. Dzieci tak dobrze nie mają. Fabian, nasz jedenastolatek, jako uczeń szóstej klasy ma 28 godzin lekcyjnych tygodniowo. Co ciekawe: pensum nauczyciela to 18 godzin lekcyjnych. Dziecko ma zatem więcej lekcji niż dorosły nauczyciel. W starszych klasach i w szkole średniej uczniowie mają oczywiście jeszcze więcej lekcji. W odróżnieniu od nas, dorosłych, dzieci muszą jednak swoją pracę, bo przecież nauka w szkole to praca i to bardzo wyczerpująca, przynosić do domu. Nauczyciele zadają prace domowe, każdy wedle własnego uznania, nie porozumiewając się między sobą, bo przecież każdy z nich uważa swój przedmiot za najważniejszy. Do tego dochodzą sprawdziany i kartkówki, których pojawia się coraz więcej, bo nauczyciele nie mają czasu na przepytywanie w trakcie lekcji. Do kartkówek i…

Oceny nie są ważne, ale powinny być

Pewien nauczyciel fizyki wystawił we wrześniu wszystkim swoim uczniom szóstki na koniec roku, aby uwolnić ich od presją na zdobywanie ocen i zainteresować swoim przedmiotem. Rozumiem intencje, ale pomysł wydaje mi się jednak chybiony. Dlaczego? “Uczysz się nie dla ocen, ale dla wiedzy” – powtarzają ciągle dzieciom rodzice, ale mimo wszystko na ogół oczekują, że dziecko będzie miało dobre stopnie w szkole. Chwalą się tymi stopniami, wrzucając nawet do sieci zdjęcia świadectw, chwalą dzieci i nagradzają za dobre noty, a za słabe ganią, a niekiedy nawet karzą. Całkowicie w ten sposób zaprzeczają temu zdaniu. Również sama szkoła wywiera presję na uczniów, by zdobywali dobre oceny. Rozumiem więc pomysł owego nauczyciela, by zmniejszyć presję, jakiej podlegają jego uczniowie. Ta presja nie jest dobra, bo rzeczywiście sprawia, że dzieci zakuwają, by zdobyć dobre stopnie, tracąc po drodze całkowicie przyjemność ze zdobywania wiedzy i umiejętności. Bez względu na to, czy zastosujemy skalę ocen…

Jak ja nie cierpię rowerzystów

Nie cierpię rowerzystów. Nie jestem kierowcą – nie tylko nie posiadam samochodu, ale nawet nie mam prawa jazdy. Od dawna nie mam też skutera. A mimo to, nawet jako pieszy, rowerzystów po prostu nie znoszę. Czuję się jak kot Klakier, powtarzając niemal codziennie: Jak ja nie cierpię rowerzystów. Jasne, zdaję sobie sprawę, że nie brakuje głupich kierowców i równie jak oni głupich pieszych, a i wśród skuterowców czy motocyklistów bez problemu znajdzie się sporo kretynów. A mimo to jakoś wyjątkową niechęcią darzę rowerzystów. Sami sobie zapracowali. Przepis mówi jasno, że przez przejście dla pieszych na rowerze można przejechać tylko wtedy, gdy jest na nim ścieżka rowerowa. Jeżeli ścieżki nie ma, należy zsiąść z roweru i przeprowadzić go przez ulicę. Wydawałoby się, że to jest coś, co można łatwo ogarnąć rozumem i pamięcią, a jeszcze łatwiej – zastosować. Gdzieżby tam! Notorycznie widzę na pasach rozpędzonych ludzi na rowerach, którzy manewrują między…

Ćwiartki kurczaka w sosie chaotycznym

Bardzo lubię moją rolę kura domowego, podobnie jak Magda lubi swoją pracę petsitterki. W gruncie rzeczy lubię zmywać naczynia, myć podłogę, sprzątać toaletę, itp., zwłaszcza że to są takie czynności, których efekty widać od razu. Lubię też gotować, a nasi synowie lubią jeść to, co ugotuję. Muszę jednak przyznać, że na ogół mam swój stały repertuar kulinarny. Na co dzień nie mam ochoty bawić się w eksperymenty – wolę szybkie i sprawdzone patenty. Wiem, co i jak mam zrobić, wiem, że dzieci zjedzą to ze smakiem. Będzie dobrze. Magda zarzuca mi czasami, że nie chcę eksperymentować, że ciągle to samo, nic nowego. Te zarzuty mają sens, więc postanowiłem pokombinować. Niestety, nie umiem, a raczej – nie lubię, gotować z przepisów. Przeglądałem więc różne, ale nie mogłem na nic się zdecydować. Pomyślałem jednak, że te cudze przepisy mogą być po prostu inspiracją do wymyślenia własnego dania, a to już lubię. Jak…

Sędzia kalosz

Nie jestem miłośnikiem tak zwanego społecznego poczucia sprawiedliwości. Kiedy więc przeczytałem pierwsze wyrazy oburzenia na decyzję wrocławskiego sądu apelacyjnego, odruchowo zareagowałem z dystansem. Ale potem poznałem szczegóły sprawy i wtedy się wkurzyłem. Zacznijmy od samej historii. 14-letnia dziewczynka pojechała do rodziny na święta. Ze względu na brak miejsca rodzina postanowiła położyć ją i jej 26-letniego kuzyna w jednym łóżku. Kuzyn wrócił do domu późno w nocy mocno pijany. Położył się obok dziewczynki, zaczął się do niej dobierać, ta się opierała, ale on i tak odbył z nią stosunek. Potem ponoć “nawet” przeprosił ją za to w wiadomości wysłanej przez komunikator internetowy, ale w trakcie procesu twierdził, że to nie on napisał tę wiadomość. Sąd okręgowy skazał mężczyznę na 3 lata pozbawienia wolności. Sąd apelacyjny zmienił ten wyrok i to ta decyzja wywołała oburzenie. Sąd apelacyjny potwierdził, że doszło do obcowania płciowego z małoletnią poniżej lat 15, ale uznał, że nie…

Prezydent co się DJom nie kłaniał

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski bawił się na urodzinach znajomej i wyszła z tego gruba afera. Afera jest mocno dęta, ale Trzaskowski sam jest sobie winien. Ale po kolei. W sobotni wieczór urzędujący prezydent Warszawy i niedoszły prezydent Polski, nadzieja opozycji, czyli Rafał Trzaskowski poszedł ze znajomymi do modnego klubu nad Wisłą, aby świętować urodziny znajomej. Bawiącej się grupce nie odpowiadała muzyka, którą grał w klubie DJ, chcieli czegoś bardziej tanecznego, np. funku i prosili DJ o zmianę. Wśród proszących był prezydent, który jako argumentu użył m.in. tego, że “to jednak jego miasto”. Nagranie z tego zajścia trafiło do sieci i wywołało burzę. https://www.youtube.com/watch?v=4ZRThnrIqqY Powiedzmy sobie szczerze: Mamy w Polsce i w samej Warszawie naprawdę większe problemy niż to, do jakiej muzyki lubi tańczyć pan prezydent. Zdarzenie jest w gruncie rzeczy błahe i robienie z tego wielkiej afery jest przejawem zidiocenia mediów, polityków i opinii publicznej, ale… tylko do pewnego stopnia.…

Wędlina z mielonej łopatki wieprzowej (szynkowar)

Robienie domowych wędlin wciąga, zwłaszcza gdy rodzina daje znać, że wychodzą smaczne, robiąc to w najlepszy możliwy sposób, czyli zjadając ze smakiem w tempie błyskawicznym. Jako jedną z kolejnych moich wędliniarskich prób postanowiłem więc zrobić wędlinę z mielonego mięsa, w dodatku nadziewaną papryką, korzystając przy tym z przepisu, który znalazłem w sieci. I tu muszę się przyznać: to była totalna porażka. Wędlina wyszła tak bez wyrazu, że nikt nie chciał jej jeść, choć wszystko zrobiłem zgodnie z przepisem. Nie lubię wyrzucać jedzenia, więc zmusiłem się i zjadłem swój wytwór, ale żeby móc go jeść, doprawiałem go ketchupem, bo, jak wiadomo, ten zabija smak wszystkiego. Byłem bliski wędliniarskiej kapitulacji. Chciałem zrezygnować z robienia wędlin, potem ograniczyłem tę rezygnację jedynie do wędlin z mielonego mięsa. Na szczęście moja Piękniejsza i Mądrzejsza Połowa postanowiła zadbać o moją motywację. Wytłumaczyła mi, że problem tkwił w przepisie. Skoro do tej pory wszystkie wędliny robiłem według…

Dlaczego rodzi się za mało dzieci

Gdy wprowadzano program Rodzina 500+, politycy mówili, że ma on służyć zwiększeniu dzietności. Ale to nie zadziałało. Nie mogło, bo problem nie leży wcale w pieniądzach. Niedawno jedna z posłanek udostępniła wykres pokazujący tzw. współczynnik dzietności, czyli liczbę zgonów i narodzin. Wynika z niego jasno, że pieniądze, jakie rodziny dostają w ramach 500+ wcale nie zmieniły niekorzystnego trendu demograficznego: Powiedzmy sobie jasno: Politycy zabiegają o to, by rodziło się więcej dzieci, ale nie dlatego, że tak bardzo kochają malutkich ludzi. Chodzi oczywiście o pieniądze, bo, jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to zawsze chodzi właśnie o nie. Konkretniej rzecz ujmując, chodzi o to, że im mniej rodzi się dzieci, tym bardziej przybliża się załamanie systemu emerytalnego. Żyjemy coraz dłużej, więc coraz dłużej pobieramy emerytury, a skoro rodzi się coraz mniej dzieci, to będzie coraz mniej ludzi w tzw. wieku produkcyjnym, czyli płacących składki na ubezpieczenia społeczne. W efekcie prędzej czy…

Navigate