Ale śmieszne: baba go bije!

Na polskim Tik Toku popularny jest ostatnio pewien trend, czyli kolejne osoby nagrywają filmiki według tego samego scenariusza. Filmiki, co ważne, mają w założeniu charakter żartobliwy. Oto siedzi mężczyzna z podbitym okiem, za nim stoi żona z wałkiem lub innym przedmiotem, który nadaje się do bicia i toczą następujący dialog:

– Jakie leczo zrobiłam?
– Dobre.
– Jakie leczo zrobiłam?
– Wyśmienite.
– A co powiesz w pracy?
– Że się przewróciłem.
– Zuch chłopak.

Zresztą, obejrzyjcie sami przykładowy filmik:

Jak to mówią, uśmiałem się jak norka, a śmiechom nie było końca. A teraz wyobraźmy sobie zamianę ról – to kobieta ma podbite oko, a mężczyzna pyta ją, co powie w pracy.

Czy reakcja byłaby taka sama? Śmiem twierdzić, że nie. Podniósłby się krzyk, że to są żarty z przemocy w rodzinie, jej wyszydzanie, lekceważenie, relatywizowanie, a może nawet i gloryfikowanie. I byłby to krzyk ze wszech miar słuszny, bo przemoc w rodzinie nie może być relatywizowana i jest kiepskim tematem do żartów. Dlaczego zatem uznajemy, że można, gdy ofiarą jest mężczyzna?

Ktoś powie: “to tylko wygłupy”, inny zaapeluje o dystans, bo – jak wiadomo – “dystans, tylko dystans może nas uratować”. Dystans społeczny w dobie pandemii to i owszem, na pewno może nas ratować, ale do relatywizowania przemocy w rodzinie dystansu mieć nie umiem, bez względu na to, kto jest tej przemocy sprawcą, a kto ofiarą. Z powodów, które za chwilę wyjaśnię, śmiem wręcz twierdzić, że w przypadku przemocy wobec mężczyzn ten “dystans” i poczucie humoru są wyjątkowo niewskazane.

Gdy myślimy o przemocy w rodzinie, mamy na ogół obraz, który jest nawet umocowany w naszym języku: TEN sprawca i TA ofiara. Swego czasu organizacje feministyczne chciały nawet, by w preambule do ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zapisać, że jest ona formą dyskryminacji kobiet.

Zacznijmy od czegoś, czego podobno czytelnicy na blogach nie lubią, czyli sięgnijmy po garść statystyk:

Ogólna liczba ofiar przemocy 88 032
Liczba ofiar – kobiet 65 195
Liczba ofiar – mężczyzn 10 676
Liczba ofiar – małoletnich 12 161

źródło: Komenda Główna Policji

Z danych policyjnych wynika jednoznacznie, że rzeczywiście kobiety są wielokrotnie częściej ofiarami przemocy w rodzinie niż mężczyźni. Liczba mężczyzn, którzy pojawili się jako ofiary w policyjnych statystykach nie jest jednak wcale mała.

Eksperci podkreślają jednak, wyjątkowo zgodni, że dane policyjne na ten temat są bardzo niemiarodajne. Informują bowiem wyłącznie o zgłoszonych przypadkach, a mężczyźni znacznie rzadziej niż kobiety zwracają się o pomoc jako ofiary przemocy domowej.

Według badań TNS OBOP z 2010 roku, które z natury rzeczy opierają się na deklaracjach, co tu jest bardziej miarodajne niż dane policyjne, mężczyźni stanowią 39% ofiar przemocy domowej, a kobiety – 61%. Dla porównania proporcje te według statystyk policyjnych wynoszą odpowiednio 12% i 88%. Wedle tych samych badań, które cytuję za tekstem Marty Makary-Studzińskiej i Agaty Madej z Zakładu Psychologii Stosowanej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, opublikowanym w 2015 roku na łamach Hygeia Public Health, aż 47% kobiet stosuje przemoc wobec mężczyzn, a przemoc taka jest bardziej akceptowana przez respondentów niż przemoc mężczyzn wobec kobiet.

Mitem jest teza, jakoby kobiety stosowały raczej przemoc psychiczną niż fizyczną. 37% mężczyzn doświadczyło przemocy fizycznej ze strony swoich partnerek, 36% – pstychicznej, a 30% – ekonomicznej.

Tylko co trzeci badany uważa, że ofiarą przemocy w rodzinie może paść zarówno kobieta, jak i mężczyzna. Co piąty twierdzi, że jeśli kobieta uderzy mężczyznę, to nie jest to przejaw przemocy. Prawie dwie trzecie respondentów uważa, że kobietom jest łatwiej przyznać się do bycia ofiarą przemocy domowej.

Powszechne wciąż stereotypy dotyczące płci sprawiają, że mężczyźni nie tylko rzadziej zgłaszają przemoc, której padają ofiarą, ale też rzadziej szukają pomocy czy w ogóle do niej się przyznają. Kłóci się to z wizerunkiem silnego faceta, który dąży do dominacji. Nawet te filmiki pokazują, że tak naprawdę to ofiara jest w nich wyśmiewana, nie sprawczyni. Mężczyźni obawiają się, i na ogół niestety słusznie, że proszenie o pomoc czy zgłaszanie przemocy odpowiednim organom nie tylko im nie pomoże, ale narazi na szyderstwa, wyśmiewanie, ale też – co gorsza – że sami mogą zostać posądzeni o bycie sprawcami.

Sam znam wiele historii, w których mężczyzna szukający pomocy słyszał np. na komisariacie: “Co pan, z kobitą nie umiesz sobie poradzić?” albo co gorsza: “Oddać pan nie umie?”. Znam też przypadek, w którym sprawczyni przemocy zeznała, że owszem uderzyła męża tak, że zostały ślady, ale było to w samoobronie. Komu uwierzyła policja? Kobiecie.

Trudno dziwić się, że mężczyźni milczą, w efekcie statystyki są zaniżone, wszyscy uznają, że problemu nie ma, więc mężczyźni milczą tym bardziej i koło się zamyka.

Przemoc nie ma płci. Bez względu na to, kto jest sprawcą, a kto ofiarą, przemoc domowa zawsze jest złem. Dawniej o przemocy milczano w ogóle. Dzięki słynnej kampanii “Bo zupa była za słona” udało się zwrócić uwagę opinii publicznej na problem, z czasem uchwalić potrzebne prawo, stworzyć system, wciąż oczywiście niedoskonały, pomocy ofiarom.

Słynna kampania powstała w 1997 roku. Ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie udało się uchwalić w 2005 roku. W 2010 roku parlament uchwalił jej głęboką nowelizację, która wprowadziła m.in. zakaz bicia dzieci, zasadę oddzielania ofiary od sprawcy i wiele innych potrzebnych rozwiązań.

Może najwyższy czas na to, by po tylu latach zauważyć, że może być też TA sprawczyni i TEN ofiara? Może pora zacząć odchodzić od krzywdzących stereotypów płciowych i zauważyć sporą grupę ofiar, które też potrzebują pomocy? I przede wszystkim: przestać te ofiary wyśmiewać. Przemoc domowa to nigdy nie jest dobry temat do żartów.

Autor

Navigate