Oglądałem serial, w sumie nieważne jaki, nie to ma znaczenie. Główny bohater pod koniec drugiego sezonu, w odcinku, który wyglądał jak finał całego serialu, nie tylko wybaczył krzywdę, jakiej doznał od kobiety, ale poprosił ją o rękę. Dotarło do niego, że, choć go skrzywdziła, to przede wszystkim go kocha, a on kocha ją. Piękna scena.

Musiałem zatrzymać odtwarzanie, bo zacząłem szlochać. To nie były wcale łzy wzruszenia. Romantyczne sceny w filmach tak na mnie nie działają.

Przed oczami stanęła mi inna scena, scena z mojego życia, z pozoru zupełnie bez związku. Przypomniało mi się, jak chodziłem po celi policyjnego aresztu, odmawiając “Ojcze nasz” i płakałem przy słowach “Bądź wola Twoja”.

Bądź wola Twoja

Dziś płakałem innymi łzami niż wtedy. Wtedy balem się, było mi ciężko, ale z ogromnym przekonaniem powtarzałem to krótkie zdanie: “Bądź wola Twoja”. A dziś dotarło do mnie, że teraz nie umiem. Wtedy umiałem. Dziś nie.

Utrata wolności, strach przed przerażającymi (dziś wiem, że nieprawdziwymi) wizjami więzienia nie pozbawiły mnie ufności. Modliłem się, by Pan Bóg mnie przed tym uchronił, ale, kiedy tych próśb nie spełnił, zaufałem, że On wie, co robi. W jakimś stopniu zaufałem, a w jakimś pewnie tym powtarzaniem “Bądź wola Twoja” starałem się to zaufanie w sobie budować i utrwalać.

Mój najmłodszy syn powiedział mi, że, mama powiedziała, że wyprowadziła się i już nie wróci do domu. Że się wyprowadziła, to oczywiście wiedziałem, ale łudziłem się i te złudzenia o powrocie prysły. I kiedy to stracone złudzenia skonfrontowałem, niechcący przecież, z romantyczną sceną, to coś we mnie pękło.

Bohater, grany przez Jeffa Danielsa, wypowiada tam przecudną kwestię:

Poza tym, co zrobiła źle, wszystko zrobiła dobrze.

Dociera do niego bowiem, że niezależnie od krzywdy, jaką mu wyrządziła, zrobiła wszystko, co tylko mogła, aby tę krzywdę naprawić

Navigate